Wojciech Letki, Zbrodnia prawie doskonała

Wojciech Letki, Zbrodnia prawie doskonała, seria: Ewa wzywa 07…:

Zabili kolekcjonera znaczków. Ślady wiodą w okupacyjną przeszłość.:

Cytaciki:
Jak wyglądało mieszkanie? — rzucił Jacyna nie przestając notować. — Normalnie — wzruszył ramionami mleczarz. — Czyste, wysprzątane. Wierzyć mi się nie chciało, jak dozorca powiedział, że żona nieboszczyka od dwóch tygodni siedzi w sanatorium. Kiedy moja kobita pojechała do ciotki na pięć dni, to po powrocie mieszkanie musiała odnawiać… Teraz już za żadne skarby nigdzie sama nie pojedzie. Zachichotał i umilkł zmieszany.

Ja po prostu lubię naprawdę dobrą muzykę, bez względu na rodzaj. Oczywiście od różnych gatjunków oczekuję czego innego…

Co pan robił drugiego sierpnia po południu? — zapytał. — Nic specjalnego, przecież są wakacje — odpowiedział młody człowiek z namysłem. —

Denat nie utrzymywał z sąsiadami stosunków towarzyskich, wie pan: „dzień dobry — dzień dobry“ i koniec. Najbliższy sąsiad, zresztą emerytowany oficer, był tego wieczora u kolegi na brydżu; jego żona poszła wcześnie spać, bo bolały ją zęby.

Dozorca trochę się plątał, ale z innego powodu — miał stracha, bo prawdopodobnie handluje wódką. — Trzeba będzie w przyszłości wziąć się za tego typa, ale to nie jest teraz najpilniejsze — Jacyna otarł twarz i szyję chustką, która natychmiast zrobiła się mokra.

Minął skrzyżowanie, gdzie w kłębach błękitnego dymu migała biała bluza — dyżurna milicjantka gwizdkiem i groźnymi gestami rozdzielała zdziczałe stada pojazdów, kierując je na właściwy szlak.

Chodnik przed domem towarowym „Sezam“ tarasowały potężne kolejki. Co tu sprzedają? Aha, arbuzy, a tam dalej kawę „Inka“. Ale skąd takie tłumy w godzinach pracy? Czyżby to wszystko byli… bezrobotni? — pomyślał z humorem Jacyna, patrząc na podekscytowane, tłoczące się kobiety. — No tak, biur tu sporo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *