Włodzimierz ?Nowak „Obwód głowy”

Włodzimierz ?Nowak „Obwód głowy”:

Reportaże ze wspólnej historii i z sąsiedztwa polsko-niemieckiego. Wojna, przed i po wstąpieniu do Unii. Fakty, fakty, drobiazgi…

Cytaty:
Wie pan, Niemcy lubią się bawić, piją, śpiewają, nieraz schleją się jak świnie, ale rano prawdziwy Niemiec jest ogolony, umyty, uśmiechnięty.

Profesor Andrzej Sakson z Instytutu Zachodniego w Poznaniu: — Nie słyszałem o Wildenhagen, ale samobójstwa wśród Niemców na naszych ziemiach zachodnich, Pomorzu i dalej, za Odrą były czymś masowym. Mówi się o fali, a nawet o epidemii samobójstw. Nikt tego jeszcze nie opisał, bo dla Niemców to trochę wstydliwy temat. Rosjanie, rzecz jasna, też wolą o tym nie mówić, a Polaków to raczej nie dotyczy, chociaż działo się na naszych ziemiach. W wojennych statystykach są polegli, wysiedleni, ale tych samobójców nikt jeszcze nie próbował policzyć.

Z różnic między Polakami i Niemcami nie zdawała sobie wcześniej sprawy. — My kombinowaliśmy. A to lewe zwolnienia, a to jakieś tłumaczenia, że babcia umarła, pogrzeb wujka. Nauczyciele byli fajni. Mówili: „Ze szkolnych statystyk wynika, że w Polsce bardzo dużo ludzi umiera, niektórzy nawet po kilka razy”. Niemcy są uczciwi, nie umieją kombinować. Niemiec jak na sprawdzianie czegoś nie wie, to nie ściągnie. Tak nauczony.

Jeździliśmy do ministra Komorowskiego, powiedział: „Nie narzekajcie, macie granicę”. Wszystkim się wydaje, że to żyła złota. Pięć lat temu z targowisk miasto miało czternaście milionów złotych dochodu, a w tym roku tylko dwa miliony. Kiertyczak ma nadzieję, że w jednych koszarach uda się zrobić więzienie na pięciuset więźniów, zawsze to trochę miejsc pracy.

W czasie wizyty w Poznaniu w październiku 1943 roku Himmler tłumaczył dowódcom ss: „Naszym zadaniem w następnym wieku, tak jak tó było w dawno minionych dniach, jest przywrócenie człowieka nordyckiego jako klasy przewodniej, uniwersalnej arystokracji, która rządzi światem. Jeśli znajdziemy osobę tutaj [w Polsce] dobrej rasy, zabierzemy jej dziecko do Niemiec. Jeśli dziecko nie pogodzi się z tym, musimy je zabić, ponieważ jako potencjalny przywódca będzie stanowiło dla nas niebezpieczeństwo. Jeśli się jednak pogodzi, wychowamy je wśród nas i nie pozwolimy mu nigdy na powrót tutaj”.

Teraz to co innego — marszczy czoło Banecki — trzeba rzucać ze sto kilometrów za Nysę. Bo jak rzucisz za blisko, to Niemcy odwożą ich do Polski. No i w nocy musisz z czarnymi uważać. Raz prowadziłem trzech. Odchodzę na chwilę zobaczyć, czy nie kręcą się gdzieś wopiki. Wracam, a czarnych nie ma. Stali obok, na szczęście jeden się uśmiechnął. Wy macie fabryki, my mamy Nysę Dla przemytnika bród na Nysie to miejsce pracy i droga ucieczki.
— Jak uciekam, to udaję, że płynę — Arek macha rękami jak przy kraulu. — Albo że się topię, nawet gdy mam wodę tylko po kolana, żeby zolom nie zdradzić brodu. — A to pan zna? „Przejdziem Nyyyseee, przejdziem Oood-reee” — nuci Banecki. — Nasz hymn.

Zaczynali zaraz po otwarciu granicy, kiedy przez Słubice nie było można przejść: wszędzie łóżka, składane stoliki, tłum Niemców. Teraz narzekają, że bazary się skończyły. — Stąd tylu pijaków na ulicy — Adam wierci się na wózku — chleją te mózgojeby tanie wina, bo interesu już nie ma. W lutym Ciapek, bazarowiec z Łodzi, i Rowerzysta, słubicki tynkarz, wypili we dwóch osiemnaście win. Absolutny rekord raju. Chlali pod szóstką, w pokoju Ciapka. Łodziak nie wytrzymał, dwa dni później zmarł.

Silke mieszka w bloku numer 682 i chodzi do szkoły im. Jurija Gagarina. Do klasy chodzi się blokami. Kiedy jest wywiadówka, w całym bloku nie ma dorosłych. Wreszcie ten dzień! Silke wskakuje na radzieckiego żołnierza. Idą w tłumie żołnierzy z pionierami na plecach. Silke macha czerwoną flagą do brodatego Fidela Castro z bratniej Kuby. ? — Dla nas Polska to był Zachód. Mieliście coca-colę i prywaciarzy. Robili takie srebrne broszki z imionami. U nas Honecker zlikwidował prywatne zakłady. Zbierało się zamówienie dla całego zakładu i ktoś jechał po broszki do Polski. Panowie dawali je swoim paniom. Kiedy byłam mała, pojechałam z mamą do Polski po lizaki. Sprzedawczyni trzymała cały pęk, mieniły się kolorami. Wyciągnęłam rękę, coś powiedziałam. Wtedy sprzedawczyni schowała lizaki i powiedziała, że nie ma. Nie spodobał się jej niemiecki. Mama była zdenerwowana. Ja płakałam. Już więcej w Polsce nie byłam.
A jakieś skojarzenia? — No, taki dowcip. „Dlaczego polski noworodek dostaje w pupę aż dwa klapsy?”. — Dlaczego? — Nie, to głupi kawał — pani Mohs jest zmieszana. — Ale proszę. — A nie obrazi się pan? „Pierwszego klapsa jak każdemu dziecku, a drugiego, bo buchnął lekarzowi zegarek”.

Co pani robiła przedtem? — pyta urzędniczka. — Kiedy? — No, przedtem — urzędniczce słowo NRD nie przeszło przez gardło. — Pisałam hasła. — Jakie hasła? 237 — Es lebe der i. Mai! (Niech żyje Pierwszy Maj!), Alle Macht dem Volke! (Cała władza dla ludu!). — Wystarczy, wystarczy — ucina urzędniczka i notuje: „reklama i marketing”. Pani Mohs myśli, że jako człowiek od reklamy łatwo znajdzie pracę.

Jak Opel zmienił Pana życie? — To co, że z kolegami już na wódkę nie pójdę? A nie pójdę! Pobudka o 4.20, z Bytomia mam dwadzieścia pięć kilometrów, z kolegami jeździmy jednym samochodem, na zmianę. O 5.50 jestem już na stanowisku. Chłopak z Chorzowa chuchnął rano na mityngu. Takie zebranie, przed pracą, co i jak. Od razu wzięli go na bramę, tam jest alkomat, miał promile, godzina i już nie pracował. Albo Opel, albo wódka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *