Tomasz Kwaśniewski „W co wierzą Polacy. Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch”

Tomasz Kwaśniewski „W co wierzą Polacy. Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch”:

Cytaty, cz. 2:

Kwiat jabłoni jest świetny na miłość. Osika na lęk, nieuzasadnioną obawę. Grab na odkładanie spraw i obowiązków, brak weny, poczucie wypalenia, zwątpienie. Dzika róża na bierność, apatię. Generalnie to bardzo pomaga, jeżeli chodzi o sprawy psychiczne typu depresja, nerwica, lęki, zahamowania.

Słuchaj, to, co nazywamy duchami, można podzielić na dwie kategorie: duchy i duszony. – Duszony? – upewniam się, czy dobrze usłyszałem. – Tak. Duch to jest forma tego, co nie odeszło z ziemi. Czyli jakby nieżyjąca osoba, która uważa, że nadal żyje, gdzieś biegnie, boi się, płacze i tak dalej. Natomiast duszon to są jakby myśli tych nieżyjących już dzisiaj osób, ich ból, ich cierpienie, na tyle silne, do tego utrwalone przez innych, na przykład poprzez modlitwę czy wspominanie, że one się wręcz materializują.

Dlaczego w ogóle tu przyszliśmy? – pytam. – Bo w takich właśnie opuszczonych domach, pustostanach mieszkają duchy. Czyli osoby, które już nie żyją, ale nie mają tego świadomości, więc nie odeszły z tego świata. Chodź, obejdziemy go, gdzieś tu było przejście w tym płocie – mówi. – A dlaczego duchy akurat w pustostanie miałyby sobie mieszkać? – A czy tobie jest fajnie, jak ktoś się o ciebie ociera, dotyka cię, przepycha? – Nie. – No właśnie, i energie też tego nie lubią. Duchy lubią być same. A konkretnie: tam gdzie nie ma ludzi.

Oczywiście zdawała sobie sprawę, że ma jakiś problem, i próbowała go rozwiązać w ten sposób, że chodziła, jeździła na pielgrzymki, spotkania modlitewne. I to jest bardzo istotne, bo to jest właśnie ta gleba, na której wyrastają kolejne kwiatki. Chodzi mi o to, że prawie każdy, kto poddaje się egzorcyzmom, jest tym, który wcześniej aktywnie brał udział w bardziej rozbudowanych rytuałach religijnych. Czyli opętanie, w ogóle te wszystkie rzeczy z nim związane prawie zawsze występują dopiero wtedy, kiedy człowiek się ich nauczy. – Nauczy? – No tak, bo oni jeżdżą w te wszystkie miejsca i tam słyszą opowieści o demonach, opętaniach, tym nasiąkają. I potem zaczynają odkrywać to w sobie. A później idą do egzorcysty i tam, wiele razy to obserwowałem, na pierwszym spotkaniu z reguły nic się nie dzieje, ponieważ oni jeszcze nie wiedzą, jak powinni się zachować. Chyba że ktoś już wcześniej widział film Egzorcysta, co też się zdarza. Ale ogólnie jest to nauka roli.

Opowiadali, że ten ksiądz przykładał ręce do czoła i wtedy niektóre z pań, które podchodziły po błogosławieństwo, aż odrzucało kilka metrów do tyłu. Mama była ciut zawiedziona, bo jej nie odrzuciło. W ogóle nic nie poczuła. A kilka razy stawała w kolejce, zresztą tak jak inne panie, których nie odrzuciło, żeby też coś poczuć.

Ostatnio dużo nad tym się zastanawiam. Bo to jest przecież tak, że psychologia została stworzona przez ludzi, którzy albo nie byli katolikami, albo byli wręcz antykatoliccy. A w związku z tym powstaje pytanie: czy to nie jest aby próba zastąpienia religii? A nawet mocniej: jej wyrugowania? W każdym razie zdecydowanie wolę terminy „dusza”, „duchowość” niż „psychika”.

Professional Team of Ghost Hunters. PTGH to pierwszy, a zarazem jedyny działający na terenie Europy profesjonalny zespół przeprowadzający PARANORMALNE ŚLEDZTWA – wyjaśniają autorzy strony. – Posiadamy potrzebne licencje, uprawnienia do przeprowadzania

Jego kolega z zespołu Piotr Sobczyk jest mniej więcej podobnie wszechstronnie wykształcony, certyfikowany i stowarzyszony, z tym że on jest jeszcze „Lead Exorcist Investigator” oraz „Demonologist”, „w trakcie certyfikacji z demonologii w Amerykańskim Instytucie Metafizyki”. Piotr Sobczyk jest też właścicielem „pierwszego, a zarazem jedynego w Polsce SKLEPU dla badaczy zjawisk paranormalnych”….

Jest takie świetne hiszpańskie przysłowie: kto dużo mówi, ten czasem ma rację.

… twierdzenie typu: „Pij actimel, a poczujesz różnicę”, jest zupełnie nieweryfikowalne, bo termin „poczujesz różnicę” jest tak szeroki, że trudno się do niego odnieść w kategoriach prawdy lub fałszu. Wróżki, jasnowidze i tak dalej są specjalistami w wygłaszaniu tego typu niemożliwych do sprawdzenia twierdzeń. – A konkretniej? – No właśnie, jednym ze sposobów jest mówienie, że to raz działa, a raz nie, i to z nieznanych przyczyn, znaczy metafizycznych. Czyli powoływanie się na nieoznaczoność procesu, który polega na tym, że najpierw trzeba w coś uwierzyć, żeby to, co mamy zaobserwować, zaczęło działać. Co jest oczywistym błędem poznawczym. Oczywiście są tacy, którzy mogą powiedzieć, że im to wystarcza, ale wtedy to jest jedynie ich prywatne zdanie, które niczym się nie różni od wiary w cokolwiek. Na przykład ja mogę sobie wierzyć, że tutaj zaraz pojawi się królowa Elżbieta, ty, że krasnoludki, i te stwierdzenia są tyle samo warte.

Efekt horoskopowy opiera się na tym, że my wierzymy w pozytywną przyszłość, twierdząc, że ona jest dla nas po prostu jak najbardziej prawdopodobna. Czyli to jest iluzja czy też złudzenie bazujące na tym, że przytrafi mi się mniej nieszczęścia w przyszłości niż przeciętnemu Kowalskiemu.

No dobra: „Pod koniec września coś zdarzy się niedobrego twoim dzieciom”. – O, właśnie! „Coś zdarzy się niedobrego”. I teraz to ty musisz poszukać, co to takiego może być. Zaczynasz więc kombinować, poddając jasnowidzowi kolejne propozycje. Co w praktyce może wyglądać tak, że mówisz: „Ano tak, bo wtedy moje dziecko ma egzamin”. I wtedy on: „No właśnie, niech ono się do niego dobrze przygotuje”. Podstawową kwestią, którą wykorzystują jasnowidze, jest podpowiedź od klienta.

Bo pobudzenie sprzyja intuicji, poleganiu na szybkim reagowaniu. Zwłaszcza że my, o czym warto pamiętać, jesteśmy potomkami osób, które przeżyły właśnie dlatego, że się nie zastanawiały nad kolejnymi wariantami walki czy ucieczki, tylko skutecznie i szybko szacowały szanse i albo atakowały, albo uciekały. A co za tym idzie, szybkie łączenie faktów, często ze sobą niepowiązanych, wiara w dowody anegdotyczne, w ogóle w myślenie magiczne, to jest podstawa naszego funkcjonowania.

Nazywam się Robert Aleksander Gajdziński – zaczyna. – A jeśli chodzi o wiek, to wie pan, czas nie istnieje, prawda? Tylko droga. A ja mam jeszcze sporo do przejścia. – Uśmiecha się kokieteryjnie. – Czyli pan z tych, co wiek trzymają w tajemnicy? – No, dużo mam lat, sześćdziesiąt prawie… – Nigdy bym nie zgadł… – To duchy mnie tak trzymają.

Poznałem się z panią Halinką w piętnastym wieku w hiszpańskim mieście La Coruña – kontynuuje pan Robertek. – No i to właśnie tamta znajomość przeszła na to życie. – A co pan robił w La Coruñi? – Ona była wtedy ojcem, bardzo srogim, wyrzuciła syna z domu. A to był mój przyjaciel. I ja mu wtedy udzieliłem schronienia. Ona go wyrzuciła za to, że w bójce zastrzelił kolegę. I w tym życiu on za to, że urwał wtedy komuś życie, zachorował na stwardnienie rozsiane. A pani Halinka, już jako kobieta, za to, że wtedy jako ten ojciec go wyrzuciła, w tym życiu go poślubiła, i jak już zachorował, to przez piętnaście lat musiała się nim opiekować. Taka karma.

Powiedział pan, że Mozart żyje? – Tak, jest prawnikiem, bardzo wziętym i lubianym. Choć chyba już dosyć starym. Co wiem oczywiście z dyktowań.

… tak samo jest z Mieszkiem I? – Właśnie. On urodził się jako kobieta już w latach dziewięćdziesiątych. I myślę, że w ciągu najbliższych dziesięciu lat jako taka powinien się nam objawić.

jaką Mieszko I miał motywację, żeby się znów urodzić? – No właśnie taką, żeby Polska, tak jak w dziesiątym wieku, była znowu silna. Bo on po prostu bardzo kocha Polskę, zależy mu na niej. – No, ale jak go tu teraz znaleźć? – Spokojnie, już powiedziałem, sam się ujawni. Myślę, że teraz ma jakieś dwadzieścia kilka lat i właśnie kończy studia. Ale za chwilę wypłynie. Zobaczy pan.

A z takich innych postaci historycznych to ktoś się jeszcze ostatnio pojawił na świecie? – W Polsce już nikt. – A na świecie? – O, na świecie to jest ich sporo. Poza Mozartem na przykład Platon.

Bo mózg jest to tylko hardware, który został sformatowany i oprogramowany przez twoje doświadczenie sklejone z jego kulturową i lingwistyczną interpretacją. To oprogramowanie nazywamy umysłem. – Czyli jest mózg i jest umysł? – Tak, mózg to wyjątkowy organ, który ma bardzo szczególne właściwości, na przykład takie, że do końca życia może się rozwijać, tworzyć nowe połączenia między neuronami. Ma też ogromny niewykorzystany potencjał hardwarowy, skąd bierze się jego niesłychana wręcz plastyczność i zdolność do regenerowania swojej struktury i swoich funkcji. Lecz jeśli komputer nie ma czegoś w programie, to tego nie widzi, nie rejestruje tych danych. I podobnie nasze mózgi są w stanie doświadczać tylko tego, co mają zapisane w programie, czyli w umyśle.

Mamy więc teraz kłopot, bo fizyka kwantowa pokazuje, że świat jest najwyraźniej niematerialny, że gdy wnikamy w jakąś materię, to im głębiej wchodzimy, tym bardziej niczego tam nie ma. Że w atomie jest prawie sama pustka: jądro jak pomarańcza na środku boiska Stadionu Narodowego, a elektron gdzieś tam sobie krąży po koronie trybuny. I w dodatku okazuje się, że on jest nielokalny, co znaczy, że raz biega, raz nie biega i właściwie nie wiadomo, gdzie się znajduje.

Wcześniej przez osiem lat jako licencjonowany śledczy zjawisk paranormalnych współpracowałem z księżmi starokatolickimi oraz innych wyznań religijnych, bo z katolickimi to się nie da. W ogóle jeśli chodzi o ich podejście, to, w jaki sposób odprawiają egzorcyzmy, cały czas muszę jeździć po kraju poprawiać po tych partaczach. Dziewięćdziesiąt procent zgłoszeń do nas pochodzi od rodzin katolickich, które zostały odprawione z kwitkiem, tak? Coś się działo, ludzie poszli do proboszcza i on im powiedział, żeby mu głowy nie zawracali. I wtedy ci ludzie, zrozpaczeni, szukając pomocy, znajdują nas w internecie.

Wróżby, wahadełka, karty, bioenergoterapia… Tarot sprowadza nieszczęścia na ludzi! – Dlaczego? – Bo to jest diabelskie. – Dlaczego tak uważasz? – Bo jakby nie było diabelskie, tobyśmy byli bezrobotni, tak? Joga, wschodnie sztuki walki to też jest zapraszanie zła do naszego życia. Żaden pobożny katolik nie ćwiczy jogi, tak? Nie uprawia sportów walki. Nie chodzi do wróżek.

… ten czujnik jest wrażliwy na wszystkie dziwne energie? – Oczywiście, bo on został zmodyfikowany, żeby wyczuwać demony, duchy.

Różne są sposoby zaproszenia zła. Na przykład tatuaże. Wizyta u wróżki. U tarocisty. Seanse spirytystyczne. Albo spisanie cyrografu, co polega na tym, że piszemy, co chcemy, podpisujemy własną krwią, palimy i już, załatwione. – A jaką ten demon ma z tego korzyść? – Duszę ludzką. Na wieki wieków. Dlatego kiedy do mnie przychodzi demon i mówi, że może mi dać dziesięć ton złota, to ja mu wtedy, żeby to sobie wsadził w dupę i przykrył ogonem. Mnie to niepotrzebne! I też dlatego demony mają ze mną problem, mnie bowiem nie interesują dziwki, kasa, auta, domy. „Co ty mi dasz po drugiej stronie?”, pytam. „Nic!” No właśnie, bo on nic nie ma. On jest biedny i tępy. To Bóg daje mi wszystko, co jest mi potrzebne.

„Rzucanie klątw i uroków, złorzeczeń itp. Bardzo wysoka sprawdzalność. Wieloletnie doświadczenie. Jestem konkretną osobą, chętnie pomogę. W razie pytań proszę pisać lub dzwonić. Do końca września promocja – połowa ceny”.

Każda emocja, każdy stan dąży do jakiegoś samopotwierdzenia. Czyli nawet złe wróżby są ludziom potrzebne, więc płacą, żeby uzyskać choćby taką przepowiednię. A potem zapominają szczegółów tego, co im przepowiedziano, i cokolwiek się wydarzy, starają się to tak zinterpretować, żeby im się to zgadzało. Zdolność człowieka do wypełniania swego świata sensem, nakładania na niego jakichś ram, które dadzą mu spójność, jednolitość, konsekwencję, jest ogromna. Właściwie z każdego nonsensu można zrobić sens, jeżeli ma się dostatecznie dużo wyobraźni i dostatecznie mało krytycyzmu.

A więc mogę na pana rzucić klątwę? – upewniłem się. – Jak najbardziej. I też bardzo mi miło, że została mi dana szansa być przedmiotem takiego eksperymentu. – Świetnie, bardzo dziękuję, zwłaszcza że wczoraj, przedwczoraj szukałem takich, co by się zgodzili, zapytałem chyba ze trzydzieści osób i tylko jedna powiedziała „tak”. Ludzie się boją. – Klątwy tej pani? – W ogóle tego, że jakaś osoba, wiedźma, rzuci na nich klątwę. – Dostaję codziennie mailem pisemne klątwy, typu: „obyś zdechł, parchu żydowski”, więc jestem zahartowany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *