Sara

M. Perepeczko – mafioso, ale ludzki, z gestem, nieco zakłopotany swoją rolą, rękę podaje każdemu. Przedstawia się: Józef. Jako mafiozo jada makaron. Nadwaga, ale sobie drwi.
Kapitan Linda wraca jako bohater zasłużony na misji ONZ, ale przy wyładunku na lotniku wstaje z noszy i pije z gwinta. To nasz Linda.
Zarośnięty, goli się maszynką do strzyżenia psów.
To taka plastykowa rzeczywistość – filmowa transpozycja prawdziwych lat 90.
Sara – rozkapryszona córeczka tatusia.
Ma ją wozić do szkoły. „Nie mógłbym wozić czegoś innego?”
Linda przyznaje, że jest alkoholikiem. Ma wszywkę. Kolczyk w uchu. Obawia się, że umrze na marskość wątroby więc się nie boi.
Córka mafiozo nie jest bezpieczna, bo teraz polscy mafiozo zabijają nie tylko synów ale i córki konkurencji. Polska to kraj bandycki.
Córka w elitarnej szkole. Ale problem narkotykowy. Dilerzy.
Długi płaszcz jak Leon Zawodowiec.
Nazywa się Leon, stylizacja U Leona też była dziewczynka, powtórzenie, choć bez pomysłowości oryginału.
Telefon komórkowy jak cegła.
Dystans do siebie, gorzki, w typie Bogarta. Jak by ta cała Polska była przepisana z pierwszych stron bulwarówek.
Zabitego bandytę chowają w ogródku pod trawnikiem. Dziki kraj.
Mafiozi w czarnych garniturach. Jak karykatura z USA.
Chwyta dilera za jaja. „Jeszcze raz cię tu zobaczę, dostaniesz prace w operetce”.
Ksiądz po pobiciu dilera: „Bóg zapłać”. „Już mi zapłacił”.
Wódka chłodzi się w akwarium.
U mafiozo oglądają Brando w Ojcu chrzestnym.
„Miłość to jest słuchanie pod drzwiami, czy to jej buty tak skrzypią na schodach. Miłość jest wtedy, kiedy do czterdziestoletniej kobiety wciąż m mówisz: Moja maleńka, i kiedy patrzysz jak ona je, a sam nie możesz nic przełknąć. I wtedy, kiedy nie zaśniesz, jeżeli nie dotkniesz jej brzucha. Miłość jest wtedy, kiedy ona stoi pod drzewem, a ty marzysz o tym, żeby się przewróciło, bo będziesz mógł ja osłonić”.
Ona czuje, że ma nad nim władzę. Zachowuje się jak żona. Żąda uwagi, hołdów, wyłączności.
Ojciec: „Albo ty nie jesteś moim synem, albo masz rozum po matce” – mówi mu ojciec.
Mierzy do faceta. Ten:  „O Jezu! – No właśnie”.

Sara, reż. Maciej Ślesicki 1997 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *