Sandor Marai, Dziennik

Sandor Marai, Dziennik:

Końcowe partie wstrząsające. Pisarz dobiega 90-tki, zupełnie sam, zniedołężniały. Kupuje pistolet. Taksówkarz chwali zakup: „Na pewno się przyda”. Przydał się.
Cytaty:

Z pewnego szwajcarskiego cmentarza dla szantażu ukradziono trumnę Chaplina. To zupełnie jak pierwsza scena w filmie Chaplina.

… barometr nie jest winien burzy, którą przepowiedział na kilka godzin wcześniej.

Gwelfowie byli skłonni przyjąć Dantego z powrotem do Florencji, jeśli na znak pokuty przejdzie nocą po ulicach z płonącą świecą. To właśnie ta świeca, której nie wolno zapalić. Raczej wlec się dalej w ciemności na obczyźnie. Kiedy Orfeusz odwrócił się, sylwetka Eurydyki zbladła. Nigdy nie warto się odwracać, dla żadnej „Eurydyki”. Dla niczego, co kochaliśmy.

Jak kapłani żydowscy strzegli w Babilonie zwojów Tory, tak dziś pisarz, żyjąc jak w katakumbach, strzeże literatury: z liturgicznym szacunkiem.

Ludzie są skłonni mylić talent ze zdolnością. Talent tworzy. Zdolść realizuje.

Spokój, kiedy myślę o śmierci. Niepokój, kiedy myślę o umieraniu.

Nie ma już „podróżowania” w odysejskim sensie tego słowa. Pozostała jedynie zmiana miejsca.

Umieranie zaczyna się w chwili, gdy człowiek już nie uważa za niemożliwe tego, że umrze. Przez osiemdziesiąt cztery lata nigdy nie czułem, że to możliwe, i miałem rację.

Mallarme, który powiedział kiedyś do pewnego młodego poety: „Niech pan nigdy nie pyta, co to jest? Zawsze niech pan pyta, co to oznacza?”.

Jedynym moim zmartwieniem jest, że nie zdążę się zabić, nim nastąpi całkowity bezwład.

Żyję całkiem samotnie, więc się nie nudzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *