Rzyg, rzyg, rzyg…

Nic. Przewożenie, odwożenie, podwożenie. Choć bez przymusu – całkiem chętnie. Dorotę zawiozłem do galerii. Przeczytałem trzy tygodniki. Wystarczyło, by się zgubiła. Telefonuje. Odpowiadam: „- Stań na skrzyżowaniu i machaj rękami”. Stała, machała: odnalazło się, biedactwo. Z tego powodu planuję pić przez tydzień. Z uciechy naturalnie.

W tygodniku Przegląd tekst o Szekspirze w kinie.:

s1

Na szczęście w empiku były jeszcze inne gazety.:

s2

Wojewódzki w Polityce: „Oto dowód najlepszy, że władza trafiła w ręce ludu. Poseł Piotr Liroy Marzec ujawnił, że nie ma matury. Następnie wyznał, że ma wielu znajomych, którzy są wykształceni, a nie dorównują tym, którzy ledwo podstawówkę skończyli. No proszę. Zaledwie kilka dni w Sejmie, a już tyle nowych znajomości”.

Wspomnienie sprzed 30 lat. Jarocin, przed występem kolejnej kapeli – zmiana sprzętu, podłączenia itd. – wpuszczają na estradę pana Witka. „Gość z Atlantydy”: 1,50m w kapeluszu, technik ogrodnictwa spod Sochaczewa, zdarta akustyczna gitara. Śpiewa własne covery hitów. Refren „Ballady Bieszczadzkiej”: „Mój koń polubił siana woń…” w jego wersji brzmi: „Mój koń nie mieści mi się w dłoń…” Owacja. Wychodzi konferansjer – Jakub Wojewódzki: „Śpiewał pan Witek, który ma małe dłonie…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *