Portret poety we wnętrzu

Życie, niestety, znowu w trybie stacjonarnym, więc zamiast lasu studium paproci na murze miejskim.:

p1

Kasztan nieopodal klasztoru dominikanów. Tak, to już jesień…:

p2

Od znajomego dostałem tomik wierszy Wiesława Kota, wydany w Rzeszowie w 1984 roku. :

p3

Wiesław Kot (żadna rodzina) jest, jak ja, nieodrodnym synem świętej Ziemi Rzeszowskiej, członkiem grupy poetyckiej Gwoźnica. Może dlatego, że w Gwoźnicy Dolnej urodził się wielki poeta Julian Przyboś? Wiersze Wiesława Kota, jak podaje okładka tomiku, tłumaczono na słoweński. Ciekawe, jak tam przebiega recepcja jego poezji. Co Słoweńcy myślą na przykład o wierszu „Cicho – to tylko sen”:
„śniło mi się że
kupiłem dwa kilogramy
ryżu – moja twarz
promieniała
we śnie –

rano – gdy wstałem
za oknem był wiatr
i zima i mróz
i nie było ryżu
w szafce –„
Choć może wiersz należałoby przetłumaczyć raczej na chiński, wietnamski, kambodżański..?
I teraz – skandal. Kolega kupił tomik w antykwariacie za 11 zł. Dlatego tak drogo, bo tomik zawiera dedykację autora. Ale – dla kogo! Dla wybitnej literaturoznawczymi, prof. Ireny Sławińskiej! Jeżeli pani profesor oddaje do antykwariatu tomik Wiesława Kota (z dedykacją) za parę złotych, to nie jest wybitną literaturoznawczynią! Powiem więcej – kompletnie nie zna się na poezji!

Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu uruchamia od lat klub z muzyką na żywo. Klub nazywa się „Tyndyryndy”. A konkurencja? „Łodyrydy”? I podklubik dla koneserów dorobku Zygmunta Glogera? „U cha cha”?
Dwa lata przemieszkałem przy ulicy Glogera na warszawskiej Ochocie. Pomijając fakt, że w bramie mojej kamienicy w sierpniu 1944 hitlerowcy urządzili stos, na który wrzucali kolejne zwłoki pomordowanych, a na pobliskiej ulicy Wawelskiej nastoletni Andrzej Łapicki zakopywał trupy pod niemieckim nadzorem, to było w porzo.
Ale to nie historia jest winna. W bramie tej samej kamienicy mieszkał Hubert Urbański. Czasem gawędziliśmy w przejściu. Jemu ten adres też się nie przysłużył. Klątwa. Po prostu – klątwa.

W sierpniu zapraszają do Świnoujścia z prelekcjami z okazji „Roku Kieślowskiego”. Pojedziemy jak najchętniej. Ale oni mają gazetkę festiwalową i proszą o życiorys z pieczątkami i podpisem. Taki, żeby raczej zachęcał niż zniechęcał. Więc zapodaję:

Krytyk filmowy, publicysta, wykładowca, autor książek, bloger.


Rówieśnik „Popiołu i diamentu” i „Bazy ludzi umarłych”. Także rewolucji kubańskiej pod przewodnictwem tow. Fidela Castro i ustanowienia przez Ministerstwo Handlu Wewnętrznego poniedziałku „dniem bezmięsnym”.
O filmie najdłużej pisał do „Wprost”, „Newsweeka”, „Przeglądu”: o Zanussim z zasady źle, o Smarzowskim z zasady dobrze, o Pasikowskim różnie, o Kieślowskim jak popadło. Kiedy skrytykował „Pana Tadeusza” A. Wajdy, producent filmu, Lew Rywin, krzyknął w miejscu publicznym: „Tymi rękami faceta wykończę!”
„Na chwilę obecną” na stałe pisuje do lewicującego „Przeglądu”, do „Przewodnika Katolickiego” oraz m.in. do dwumiesięcznika „Whisky”, wiec w sumie dla nikogo, bo nie istnieje osoba, która czytałaby te trzy periodyki. Pisuje wyłącznie o kulturze i o filmach, co nie zmusza go do uprawiania dziennikarstwa jako drugiego najstarszego zawodu świata. W publicystyce pozafilmowej poruszał ostatnio tak ważkie kwestie, jak to, jakie zwierzęta trafiły w Polsce na cokoły (np. chrząszcz w Szczebrzeszynie, świnia w Siedlcu). I dlaczego.
Sporo mówił przez radio (TOK FM, publiczna Jedynka, poznańskie Radio Merkury). Ostatni felieton w „Merkurym” roztrząsał opinie, jakie goście formułują pod adresem hoteli na forach internetowych. I dlaczego. Felieton był krótki, ponieważ rozgłośnia zażądała, by wykreślił wszystkie słowa nieprzyzwoite.
Wykładowca wielu uczelni: poznańskich i nie. Ostatnia praca licencjacka napisana pod jego kierunkiem: „Jakub Błaszczykowski jako postać z zakresu popkultury”.
Opublikował blisko 30 książek. Ostatnia, sprzed roku: „100 najważniejszych scen filmu polskiego”. Na rynek wchodzi właśnie jego książka o polskim romansie filmowym. Zawiera jednak omówienie już tylko 30. filmów, co świadczy o postępującym spadku formy pisarskiej.
Lubi myśleć o sobie jak pewien bohater powieści Alitaira MacLeana: „Jestem człowiek ubogi, ale pełen nadziei…”

7 komentarzy do “Portret poety we wnętrzu

  1. Hmm…, już na wejściu byłabym zniechęcona, gdybym miała tak dużo czytać w gazetce festiwalowej:). Przeczytałam jednakże na Pana blogu i stwierdzam, że jest całkiem, całkiem… zachęcający.

  2. Wszyscy rozpaczają nad niskim poziomem czytelnictwa w Polsce i zastanawiają się, jak temu zaradzić. Moja rada – zniechęcać, gdzie tylko można. A najlepiej zakazać czytania całkowicie, pod karą wysokiej grzywny. Zaraz się utworzy rozgałęzione podziemie czytelnicze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.