Piekło liter

Po raz kolejny nasz ulubiony hotelik wiejski w Krzywaczce – w bok od zakopianki.:

Wioseczka Hucisko (poniżej Wieliczki), letni dom pracy i wypoczynku Tadeusza Kantora (oczywiście zamknięty) z tym wielkim betonowym krzesłem.:

W krakowskim Centrum Sztuki MOCAK – ta sama co zawsze instalacja Bałki „7 + 1”. Przypominam, że to siódme kolisko co jakiś czas zaczyna się kręcić. Co obsewuję regularnie od 7-8 lat. Miło, że w tym nietrwałym życiu są jednak rzeczy, które się nie zmieniają.:

No i ja sam w tym samym co zawsze piekle liter.:

Na krakowskim Rynku niby to samo co zwykle, tylko wszystkiego mniej.:

Wieczorem w hotelu kawałek z telewizora. W okolicach Krakowa to wszystko jakby w nawiasie.:

2 przemyślenia nt. „Piekło liter

  1. „Piekło liter”… Kojarzy mi się z piosenką Stana Borysa „Jaskółka uwięziona”. Przez wiele lat sądziłem że on tam śpiewa „wyrok na prostokąt”. Brzmiało to odlotowo, futurystycznie, wręcz cybernetycznie. Faktycznie okazało się że prawdziwe słowa są też epickie i poetyckie, ale nie tak awangardowe.

    1. Stanisław Guzek tego „w” najzwyczajniej nie dośpiewał (zresztą, kto by się takich niuansów dosłuchał?). Iluż wielbicieli jego talentu wie, skąd „nawa” (czyli: statek) znajduje się akurat w kościele? I to mimo tylu lat katechezy?
      A sam nazwałbym się najwyżej „nagłą smutku kotwicą”. Tak przynajmniej czuję się w tej chwili w Krakowie w hotelu przy ulicy Malborskiej. Bo, jaki żal, Krzywaczkę musieliśmy opuścić z racji wesela. Będzie zabawa, będzie się działo! Bez nas…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *