„Piątka” na Wrocław

Koło trzeciej zmierzcha (zwłaszcza w pochmurny dzień). Można się trochę pokręcić pod lasem.:

A potem siedzieć w samochodzie i gapić się na starą „piątkę” na Wrocław…:

Odsłuchane w samochodzie – Henning Mankell „O krok” (dla niewidomych czytał Leszek Teleszyński). Od połowy – gehenna. Ględzenie, kto wyszedł, kto przyszedł i kogo zobaczył na korytarzu (gorzej niż w najgłupszym serialu). I ten Wallander – jak ma coś zapisać, to nie ma przy sobie długopisu, jak ma długopis to brakuje kartki. Pisze na świstku i zaraz go gubi. Telefonu albo zapomniał (jak w finałowej scenie), albo mu się właśnie rozładował. Ma do czynienia z seryjnym mordercą, ale pistolet zostawia w biurze. I tak bez końca. I ogólnie – jest głupszy od dzielnicowego. Gdyby to wszystko działo się w miarę normalnie, powieść musiałaby byc krótsza o połowę. I powinna.:

Z trasy. Gdańsk. Muzeum w Oliwie. Sami starzy znajomi. W tym obraz Tomasza Kopcewicza „Kłopoty to nasza specjalność” (ta splątana konstrukcja).:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.