Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”

Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”:

Rozbudowany esej naukowy o wydarzeniach trudno lub wcale przewidywalnych i jak nieporadnie się przed nimi bronimy. Obecna pandemia to właśnie taki klasyczny „czarny łabędź”, który podobno nie istnieje, a tu – proszę.
Cytaty:

W niniejszej książce wychodzę poza dziedzinę rozważań filozoficznologicznych ku rzeczywistości empirycznej, która od dzieciństwa stanowi moją obsesję. Tym, co nazywam Czarnym Łabędziem (pisanym wielką literą), jest zdarzenie wykazujące poniższe trzy cechy. Po pierwsze, jest nietypowe, ponieważ wykracza poza domenę naszych zwykłych oczekiwań, jako że żaden element przeszłości nie wskazuje wyraźnie na możliwość jego zaistnienia. Po drugie, wywiera drastyczny wpływ na rzeczywistość (w odróżnieniu od ptaka o nietypowym upierzeniu). Po trzecie, mimo braku typowości tego zdarzenia nasza natura każe nam szukać po fakcie uzasadnienia jego wystąpienia, tak by stało się wytłumaczalne i przewidywalne.

To, o czym wiecie, nie może naprawdę was zranić.

Po I wojnie światowej Francuzi chcieli się ustrzec kolejnej inwazji, dlatego wznieśli fortyfikacje wzdłuż drogi, którą poprzednio nadeszły niemieckie wojska. Hitler po prostu je ominął, bez (większych) trudności. Francuzi wyciągnęli nauczkę ze swoich błędów, ale byli w tym zbyt dosłowni. Okazali się zanadto praktyczni i za mocno skupieni na własnym bezpieczeństwie.

Vox clamantis in deserto.

Kto jest cenniejszy: polityk, który nie dopuści do wybuchu konfliktu zbrojnego, czy ten, który wypowie nową wojnę (i będzie miał dość szczęścia, żeby ją wygrać)? Mamy tu do czynienia z tą samą odwróconą logiką, co w przypadku wartości tego, o czym nie wiemy; wszyscy rozumieją, że profilaktyka jest ważniejsza od leczenia, ale mało kto nagradza za działania profilaktyczne.

… w tym (osobistym) eseju nadstawiam karku i twierdzę, wbrew temu, co nawykowo myślimy, że w naszym świecie dominują zdarzenia skrajne, nieznane i wysoce nieprawdopodobne (zgodnie z naszą obecną wiedzą), podczas gdy my marnujemy czas, zajmując się tym, co znane i powtarzalne.

Książki przeczytane są znacznie mniej wartościowe od książek nieprzeczytanych.

Ludzie nie obnoszą się z antyżyciorysami. Nie rozgłaszają, czego nie studiowali lub nie dokonali.

Trochę zbyt poważnie traktujemy to, co już wiemy.

… nasze umysły to cudowne maszyny do wyjaśniania rzeczywistości, które potrafią odnaleźć sens niemal we wszystkim i uzasadnić wszelkie możliwe zjawiska, ale są zasadniczo niezdolne pogodzić się z ideą nieprzewidywalności. Te wydarzenia były niewytłumaczalne, tymczasem inteligentni ludzie sądzili, że są w stanie je przekonująco wyjaśnić — po fakcie. Co więcej, im inteligentniejszy człowiek, tym lepiej brzmiały te wyjaśnienia. Jeszcze bardziej martwi fakt, że wszystkie owe przekonania i opinie wydawały się logicznie spójne i pozbawione sprzeczności.

Historia i społeczeństwa nie pełzają. Rozwijają się skokowo. Kroczą od przełomu do przełomu, nie sygnalizując ich w istotny sposób. Mimo to my wszyscy (również historycy) lubimy wierzyć w przewidywalny, powolny, stopniowy postęp.

… spośród milionów, a może nawet miliardów drobnych faktów, mających miejsce przed danym zdarzeniem, tylko kilka okaże się później istotnych dla naszego pojmowania tego, co się stało. Ludzka pamięć jest ograniczona i filtruje elementy rzeczywistości, dlatego mamy tendencję do zapamiętywania tych danych, które odpowiadają późniejszym faktom.

Zauważyłem, że wysoce inteligentni i dobrze poinformowani ludzie nie mieli żadnej przewagi nad taksówkarzami, jeśli chodzi o trafność stawianych prognoz, ale była między nimi pewna istotna różnica. Taksówkarze nie uważali, że rozumieją świat tak dobrze jak wykształceni ludzie — naprawdę nie byli ekspertami i zdawali sobie z tego sprawę. Nikt nic nie wiedział, ale intelektualiści sądzili, że wiedzą więcej niż inni, bo są elitarnymi myślicielami, a jeśli należycie do elity, to z zasady wiecie więcej niż ci, którzy do niej nie należą.

„Amatorzy piszą dla siebie, zawodowcy piszą dla innych”.

Wydawcy wyznają teraz teorię, że „kierowcy ciężarówek, którzy czytają książki, nie czytają książek napisanych dla kierowców ciężarówek”, i utrzymują, że „czytelnicy gardzą pisarzami, którzy im dogadzają”.

Świat sztuki — na przykład kina — jest dużo bardziej brutalny. To, co nazywamy talentem, zazwyczaj wynika z sukcesu, a nie na odwrót.

Cóż, tak się składa, że Ameryka jest obecnie dużo bardziej kreatywna od narodów, które sumiennie zwiedzają muzea i rozwiązują równania. Ze znacznie większym zrozumieniem podchodzi również do oddolnego kombinowania i szukania nowych rozwiązań metodą nieukierunkowanych prób i błędów. Proces globalizacji pozwolił Stanom Zjednoczonym wyspecjalizować się w twórczym aspekcie ludzkiej działalności, w dziedzinie produkcji pojęć i idei, a więc skalowalnych elementów towarów konsumpcyjnych.

Projektowanie butów przynosi więcej pieniędzy niż ich faktyczna produkcja: Nike, Dell i Boeing zarabiają na myśleniu koncepcyjnym, organizacji pracy oraz wykorzystywaniu swojego know-how i pomysłów, podczas gdy czarną robotę odwalają fabryki podwykonawców w krajach rozwijających się, a nużącymi kwestiami technicznymi zajmują się inżynierowie z państw promujących kulturę wysoką i matematykę.

Wyobraźmy sobie indyka, który codziennie dostaje paszę. Każde karmienie utwierdza ptaka w przekonaniu, że w jego życiu obowiązuje pewna ogólna zasada: przyjaźni przedstawiciele rasy ludzkiej codziennie go karmią, ponieważ „jego dobro leży im na sercu”, jak powiedziałby polityk. W środę po południu, tuż przed Świętem Dziękczynienia, indykowi przydarzy się coś nieoczekiwanego. Będzie musiał zrewidować swoje poglądy.

Ci, którzy wierzą w bezwarunkowe korzyści płynące z doświadczeń, powinni się zastanowić nad przywołaną niżej wypowiedzią, przypisywaną pewnemu słynnemu kapitanowi: Ale przy całym moim doświadczeniu nigdy nie uczestniczyłem w żadnym wypadku… o którym warto by wspomnieć. Widziałem tylko jeden tonący statek przez wszystkie lata na morzu. Nigdy nie widziałem wraku, mój statek nigdy nie został zniszczony i nigdy nie znalazłem się w sytuacji, która groziłaby jakąkolwiek katastrofą. E.J. Smith, 1907, kapitan RMS „Titanic”

… w latach 60. XX wieku lekarze uznali tę substancję za bezużyteczną, ponieważ nie znaleźli wyraźnych dowodów na jej przydatność. Efektem było niedożywione pokolenie. Jak się okazało, błonnik spowalnia wchłanianie cukrów we krwi i oczyszcza jelita z komórek przednowotworowych. Zwykły błąd wnioskowania sprawił, że medycyna wyrządziła ludziom w przeszłości wiele szkód.

… spekulant George Soros, podejmując każdą decyzję finansową, doszukuje się błędów w swojej pierwotnej strategii. Być może na tym polega prawdziwa pewność siebie: to umiejętność patrzenia na świat bez wypatrywania w nim zjawisk, które połechcą nasze ego.

Błąd narracyjny dotyczy naszej ograniczonej zdolności patrzenia na serię faktów bez szukania dla nich jakiegoś wyjaśnienia albo narzucania im pewnych logicznych powiązań, czyli wektora relacji. Wyjaśnienia wiążą fakty ze sobą. Dzięki wyjaśnieniom stają się łatwiejsze do zapamiętania i mają większy sens. Ta skłonność okazuje się szkodliwa, kiedy stwarza wrażenie, że rozumiemy coś lepiej, niż to jest w rzeczywistości.

Im bardziej uporządkowana i mniej przypadkowa jest seria słów i symboli, im więcej dostrzegamy w niej wzorców i spójnej narracji, tym łatwiej ją zapamiętać albo spisać, żeby kiedyś mogły ją przeczytać wasze wnuki. Wreszcie, dużo kosztuje także przetwarzanie i wyszukiwanie informacji. Sto miliardów (dotąd policzonych) komórek mózgowych tworzy ogromny strych, więc nasze trudności prawdopodobnie nie wynikają z braku miejsca, tylko z problemów z katalogowaniem danych.

… wspominamy przeszłość, wiedząc, co stało się potem. Rozwiązując problem, nie jesteśmy w stanie pominąć informacji a posteriori. Seria zdarzeń, którą pamiętamy, została zrekonstruowana w taki sposób, żeby z perspektywy czasu wydawała się znacznie łatwiejsza do wyjaśnienia, niż była — lub jest —w rzeczywistości. W powszechnym przekonaniu pamięć przypomina urządzenie rejestrujące, w rodzaju dyskietki komputerowej. Tymczasem w rzeczywistości pamięć nie jest statyczna, tylko dynamiczna — jak papier, na którym nieustannie zapisywane są nowe teksty (albo nowe wersje tego samego tekstu) — a to wszystko dzięki potędze informacji a posteriori.

Chociaż sądzimy, że pamięć jest stała, niezmienna i logicznie uporządkowana, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Silniej odciśnie się w naszej pamięci to, co będzie miało dla nas sens w świetle zdobytych później informacji.

… z danych empirycznych wynika, że nie tylko inwestorzy zarabiają więcej niż przedsiębiorcy, ale też wydawcy zarabiają więcej niż pisarze, marszandzi zarabiają więcej niż artyści, a nauka zarabia więcej niż naukowcy (około 50 proc. artykułów naukowych, pisanych miesiącami albo latami, nie zostanie nigdy faktycznie przeczytanych).

… dobra wiadomość jest przede wszystkim dobra; to, jak bardzo jest dobra, ma mniejsze znaczenie. Zatem chcąc wieść szczęśliwe życie, powinniście rozkładać te drobne „afekty” w czasie tak równomiernie, jak to możliwe. Duża liczba umiarkowanie dobrych wiadomości działa lepiej niż jedna fantastyczna wiadomość.

Dynamika supergwiazd sprawia, że to, co nazywamy spuścizną literacką albo arcydziełami literatury, stanowi jedynie niewielki ułamek całej twórczości literackiej ludzi. To pierwsza teza. Na jej podstawie możemy obalić naszą definicję talentu. Przyjmijmy, że przyczyn sukcesu XIX-wiecznego powieściopisarza Honoré de Balzaca upatruje się w jego wybitnym „realizmie”, „spostrzegawczości”, „wrażliwości”, „wyczuciu bohaterów”, „umiejętności utrzymania uwagi czytelnika” i tym podobnych czynnikach. Wymienione cechy można uznać za „wybitne” i charakterystyczne dla wybitnej literatury wtedy i tylko wtedy, gdy pisarzom, którym brakuje tego, co nazywamy talentem, brakuje również tych cech. Ale co, jeśli istniały dziesiątki porównywalnych arcydzieł literackich, które nie przetrwały do naszych czasów? Zgodnie z przedstawioną wcześniej logiką, jeśli faktycznie istniało wiele zaginionych manuskryptów o podobnych cechach, to muszę z przykrością stwierdzić, że wasz idol Balzac miał po prostu więcej szczęścia od konkurencji. Co więcej, faworyzując go, możecie być niesprawiedliwi wobec innych. Powtarzam, że nie kwestionuję talentu Balzaca, tylko nasze przekonanie o wyjątkowości jego talentu. Pomyśl o tysiącach pisarzy, którzy popadli w zapomnienie: ich teksty nie wchodzą w zakres naszych analiz. Nie mamy wglądu w tony odrzuconych rękopisów, ponieważ ich autorom nie udało się znaleźć wydawców. Tylko w magazynie „The New Yorker” codziennie odrzuca się blisko setkę tekstów, więc zastanów się, o ilu geniuszach nigdy nie usłyszymy.

Pomyślcie jednak o cmentarzu. Znajdziecie tam mnóstwo ludzi o takich cechach, jak: odwaga, skłonność do ryzyka, optymizm i tak dalej. Tak jak wśród milionerów. Być może te dwie grupy różnią się w pewnym stopniu poziomem umiejętności, ale tak naprawdę o tym, w której się znajdziemy, decyduje przede wszystkim jeden czynnik: szczęście. Czysty fart.

Czy przestępstwa popłacają? Gazety donoszą o przestępcach, którzy zostali złapani. W dzienniku „The New York Times” nie ma rubryki poświęconej ludziom, którzy dopuścili się przestępstw, ale nie trafili w ręce policji. To samo dotyczy uchylania się od podatków, korupcji w administracji państwowej, sutenerstwa, trucia bogatych małżonków (niemożliwymi do wykrycia substancjami bez nazwy) i przemytu narkotyków. Ponadto nasze wyobrażenie typowego przestępcy może się opierać na cechach mniej inteligentnych kryminalistów, którzy dają się złapać.

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak wielu wzorowych uczniów i studentów nie dochodzi w życiu do niczego, a ci, którzy nie radzili sobie w szkole, teraz zarabiają krocie, kupują diamenty i zasługują na to, żeby do nich oddzwonić? A nawet dostają Nagrodę Nobla w prawdziwie naukowej dziedzinie (takiej jak medycyna)? Po części może to wynikać ze szczęścia. Jednak wiedzę szkolną cechuje też pewna sterylność i obskurantyzm, które mogą przeszkadzać w zrozumieniu prawdziwego życia.

Odnosimy się z respektem do tego, co się wydarzyło, ignorując to, co mogło się wydarzyć. Innymi słowy, jesteśmy z natury płytcy i powierzchowni — i nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie jest to problem psychologiczny — wynika on z podstawowej własności informacji. Ciemną stronę Księżyca trudniej zobaczyć; potrzeba wiele energii, żeby ją oświetlić.

W zorganizowanych sportach walki zawodnicy mają się skupić na rywalizacji; żeby się nie rozpraszać, nie biorą pod uwagę możliwości, że przeciwnik zrobi coś, co nie jest wyraźnie dopuszczone przez reguły, na przykład kopnie ich w krocze, wyciągnie nóż i tak dalej. Zatem zdobywcy złotego medalu mogą najgorzej radzić sobie w sytuacjach walki w prawdziwym życiu.

Konsekwencje arogancji epistemicznej są dwojakie: przeceniamy to, co wiemy, a równocześnie nie doceniamy niepewności, ograniczając jej zakres (czyli redukując przestrzeń tego, co nieznane).

Owi „eksperci” byli nieobiektywni: kiedy mieli rację, przypisywali to swojej głębokiej wiedzy i intuicji; kiedy się mylili, winna była sytuacja, która okazała się nietypowa, albo, co gorsza, nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że się mylili, i tłumaczyli to sobie na różne sposoby. Trudno było im zaakceptować, że ich kompetencje okazały się trochę za niskie. Dotyczy to jednak wszystkich podejmowanych przez nas działań: mamy w sobie mechanizm, którego zadaniem jest ochrona naszego poczucia własnej wartości.

My, ludzie, padamy ofiarami asymetrii percepcji zdarzeń losowych. Sukcesy wyjaśniamy swoimi umiejętnościami, a porażki okolicznościami zewnętrznymi poza naszą kontrolą, czyli przypadkowością. Czujemy się odpowiedzialni za dobre wyniki, ale w złych nie widzimy swojej winy. To sprawia, że mamy się za lepszych od innych we wszystkim, czym się zajmujemy.

… mamy zbyt wąskie horyzonty jako gatunek, żeby brać pod uwagę możliwość, iż wydarzenia potoczą się inaczej, niż to sobie wyobrażamy, ale to nie wszystko. Jesteśmy też zbyt skoncentrowani na wewnętrznych czynnikach projektu, żeby uwzględniać niepewność zewnętrzną, „nieznane niewiadome”, treść nieprzeczytanych książek. Wpływa na to również efekt nerda wynikający z ignorowania ryzyka nieprzewidzianego w modelu albo skupiania się na tym, co już wiemy.

Klasyczny model odkrycia przebiega w następujący sposób: szukacie czegoś, co znacie (na przykład nowej drogi do Indii), i przy okazji odkrywacie coś, o czego istnieniu nie mieliście pojęcia (Amerykę).

Przy wynalezieniu koła nie był obecny żaden dziennikarz, ale gotów jestem iść o zakład, że ludzie nie postawili sobie za zadanie wynalezienia koła (motoru rozwoju cywilizacji) i nie realizowali tego planu według harmonogramu. Podobnie miała się sprawa z większością wynalazków.

Podsumowując rok, gdy Darwin i Wallace przedstawili swoje teorie ewolucji w drodze selekcji naturalnej, które zmieniły nasz sposób postrzegania świata, przewodniczący Towarzystwa Linneuszowskiego ogłosił, że nie nastąpiły „żadne przykuwające uwagę odkrycia”, które mogłyby zrewolucjonizować naukę. Zapominamy o nieprzewidywalności, kiedy przypada nasza kolej coś przewidzieć.

Pół wieku później magazyn „The Economist” zapytał Charlesa Townesa, rzekomego wynalazcę lasera, czy myślał o siatkówce, kiedy nad nim pracował. Odpowiedź brzmiała: nie. Realizował swoje marzenie o rozszczepieniu wiązki światła. Jego koledzy dokuczali mu nawet, że zajmuje się czymś tak trywialnym. A teraz zastanówcie się nad tym, jaki wpływ wywarł laser na otaczający nas świat. Płyty kompaktowe, laserowa korekcja wzroku, mikrochirurgia laserowa, przechowywanie i wyszukiwanie danych — to jedne z wielu przykładów nieprzewidzianych zastosowań tej technologii. Budujemy zabawki. A niektóre z tych zabawek zmieniają świat.

… trudno nam sobie wyobrazić przyszłe wynalazki (gdybyśmy to potrafili, już zostałyby wynalezione). Dzień, w którym będziemy w stanie przewidzieć przyszłe wynalazki, będzie dniem, gdy wszystko, co można sobie wyobrazić, zostało już wynalezione.

W latach 60. XX wieku Edward Lorenz, meteorolog z MIT, odkrył to samo, co Poincaré — i znów stało się to przez przypadek. Pracując nad komputerowym modelem dynamiki pogody, przeprowadził symulację prognozy na kilka kolejnych dni. Później próbował powtórzyć tę symulację na dokładnie tym samym modelu, wprowadzając identyczne — jak mu się wydawało — dane, ale uzyskał zupełnie inne wyniki. Początkowo sądził, że to kwestia wirusa komputerowego albo błędu obliczeń. Ówczesne komputery były ciężkimi, powolnymi maszynami, które w niczym nie przypominały dzisiejszych urządzeń, więc wszystko trwało znacznie dłużej. Później Lorenz zorientował się, że poważne różnice wyników nie wynikały z żadnego błędu, tylko z niewielkiego zaokrąglenia pierwotnych parametrów. Dziś znamy to zjawisko pod nazwą efektu motyla, ponieważ trzepot skrzydeł motyla w Indiach może dwa lata później wywołać huragan w Nowym Jorku. Odkrycie Lorenza obudziło zainteresowanie dziedziną teorii chaosu. Oczywiście badacze namierzyli poprzedników Lorenza — jednym z nich był Poincaré, a kolejnym Jacques Hadamard, człowiek obdarzony wielką intuicją i przenikliwością, który wpadł na to samo około 1898 roku, a potem żył jeszcze prawie siedemdziesiąt lat — zmarł jako dziewięćdziesięcioośmiolatek.

To, że jakiś znajomy w przeszłości mi nadskakiwał, może świadczyć o jego autentycznej trosce o moje dobro albo potwierdzać jego wyrachowanie i skrywane pragnienie, by któregoś dnia przejąć moją firmę. Zatem przeszłość może być myląca, a my możemy interpretować minione zdarzenia na wiele różnych sposobów.

Potraficie dość precyzyjnie określić, kiedy się urodziliście — w takiej przyszłości z równą precyzją moglibyście określić moment swojej śmierci. Nasz umysł nie potrafi wyobrazić sobie przyszłości, która nie jest deterministycznym przedłużeniem naszej interpretacji przeszłości, tylko w pewnej mierze domeną przypadku. To za trudna operacja mentalna.

Macie zamiar kupić nowy samochód, który odmieni wasze życie. Wasz status społeczny wzrośnie, a jazda do pracy stanie się przyjemnością. Silnik pracuje tak cicho, że możecie słuchać nokturnów Rachmaninowa na autostradzie. Ten nowy samochód na stałe podniesie wasz poziom zadowolenia z życia. Każdy, kto was zobaczy, pomyśli sobie: „Rany, ależ on ma wspaniały samochód”. Zapominacie jednak, że takie same oczekiwania mieliście przy zakupie poprzedniego samochodu. Nie spodziewacie się, że radość z nowego auta po pewnym czasie osłabnie i wrócicie do stanu początkowego, tak jak poprzednio. Kilka tygodni po tym, jak wyjedziecie nowym samochodem z salonu, zacznie was nudzić. Gdybyście to przewidzieli, prawdopodobnie nie kupilibyście go wcale. Macie zamiar kolejny raz popełnić ten sam błąd prognostyczny. A wystarczyłaby tylko odrobina introspekcji, żeby go uniknąć!

Im usilniej próbujemy zobaczyć w historii coś więcej niż serię opowieści, które nie poddają się teoretyzowaniu, tym większe mamy kłopoty.

Empirycy dokonywali odkryć medycznych głównie za sprawą pozytywnych przypadków (w rodzaju lekarstwa na nadciśnienie, którego skutki uboczne doprowadziły do powstania viagry). Tę samą zasadę można stosować w życiu codziennym: starajcie się mieć jak najwięcej szczęścia.

… fluctuat nec mergitur (rzuca nim fala, lecz nie tonie).

Mówiąc wprost, nie miejcie wąskich horyzontów. Pasteur, wielki odkrywca i autor maksymy „Szczęście sprzyja przygotowanym”, rozumiał, że nie należy szukać w życiu jednej konkretnej rzeczy, tylko codziennie ciężko pracować, żeby otworzyć przed sobą różne możliwości. Jak to ujął inny znany myśliciel Yogi Berra, „Jeśli nie wiesz, dokąd zmierzasz, musisz być bardzo ostrożny, bo możesz tam nie dotrzeć”.

Dyplomaci doskonale zdają sobie z tego sprawę: do wielkich przełomów zwykle prowadzą przypadkowe, niezobowiązujące rozmowy podczas koktajli…

Gdyby ludzi wynagradzano wyłącznie na podstawie ich umiejętności, i tak panowałaby niesprawiedliwość — w końcu nikt nie wybiera swoich umiejętności. Przypadkowość ma tę zaletę, że pozwala przetasować karty w społeczeństwie, wywołać zmiany na jego szczycie.

Niemal każdą myśl można przypisać jakiemuś wcześniejszemu
filozofowi. I zawsze można znaleźć kogoś, kto pracował nad jakąś częścią
waszej teorii, żeby odwołać się do jego dokonań. Naukowe uznanie i sława
przysługują temu, kto połączy ze sobą właściwe elementy, a nie temu, kto
wspomni o nich w niezobowiązujący sposób — nawet Karol Darwin, który,
zdaniem źle wykształconych naukowców, „wymyślił” ideę przetrwania
najlepiej dostosowanych, nie był twórcą tej koncepcji. We wstępie do
swojego dzieła O powstawaniu gatunków napisał, że przedstawione przez
niego fakty nie są do końca oryginalne; to ich konsekwencje wydawały mu
się „interesujące” (jak to ujął z charakterystyczną dla ery wiktoriańskiej
skromnością). W ostatecznym rozrachunku zwyciężają ci, którzy wyciągają wnioski i dostrzegają znaczenie przedstawianych koncepcji, rozumieją ich prawdziwą wartość.

Jedno przemyślenie nt. „Nassim Nicholas Taleb „Czarny łabędź. Jak nieprzewidywalne zdarzenia rządzą naszym życiem”

  1. Najciekawsze wydają mi się te drobne zdarzenia, symptomy, pozornie mało znaczące. Chyba zawsze (?) są jakieś zapowiedzi, tylko że są one raczej rozproszone; pojedynczy człowiek tego nie ogarnia.
    Sieć komputerów i dobry program sprzężony z tzw. „internetem rzeczy” może w przyszłości obłaskawi czarnego łabędzia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *