Mirror, mirror on the wall…

Znowu Łódź. W Teatrze Powszechnym (po raz kolejny) na przedstawieniu farsowym. Fabułka mniej więcej taka jak zawsze, typu mąż wraca wcześniej z delegacji. Publiczność zwożą tu autokarami. Jak autokar się spóźni, to nie szkodzi. Gromada widzów wchodzi w trakcie przedstawienia. Tym razem – jak się wydaje – byli nauczyciele (na konto ich branżowego święta). Jak podstarzała lampucera ciągnie młodego chłopaka do sypialni mówiąc: „Chodź, zabawimy się w Dzień Nauczyciela”, na widowni huragan braw. Teatr, obok niego liszajowatą ścianę pokryto litościwie muralem.:

Wieczorem jeszcze tylko na chwilę w Zaułku Różanym (Piotrkowska 3), który wyłożono kawałkami lustra. W moich stronach w latach 70-tych stać było na to tylko najbardziej bogatych wiejskich gospodarzy. Po zmroku nie bardzo te lusterka widać. Wrócimy za dnia.:

I coś sprzed miesiąca. Forty powyżej Krakowa – na przeciwległym krańcu miasta pysznił się Kopiec Kościuszki.:

5 przemyśleń nt. „Mirror, mirror on the wall…

  1. Ponieważ rzecz dotyczy Miasta Łodzi to pamiętam, że ktoś mi opowiadał, iż właśnie kiedyś pewna grupa spóźniła się na spektakl. Na scenie aktor właśnie mówił: „skąd przybywacie rycerze?”. Jeden z przybyłych zawołał: „Z Brzezin!!!”.
    Mała rzecz, a się pamięta! Tyle wielkich ulata w niepamięć!

    A Marek Niedźwiecki wczoraj był na koncercie Ringo Starra w Las Vegas:
    http://www.marekniedzwiecki.pl/17312541b2805892f7cded5d799f3705,entry.html

    1. Już chyba ze dwa tygodnie temu wysłuchałem najnowszej (?) płyty Ringo „Give More Love”, ale ręce mi opadły i do tej pory nie mogę ich podnieść, by zasygnalizować ten fakt bodaj jednym zdaniem.

  2. Wcale nie jest mi przykro; jak człowiek ma 77 lat, to ma prawo odcinać kupony od swojej przeszłości. Czy ja w wieku 77 lat będę pamiętał, co to był zespół „Lombard”?

    A Marek Niedźwiecki napisał na blogu że Ringo w Las Vegas „był w świetnej formie”!

    Już dawno stwierdziłem, że Ringo powinien się skoncentrować na muzyce country.

    (ale jestem pod wrażeniem, że wysłuchałeś płyty tej płyty)

    A na płycie „Ringo” (1973) wystąpili wszyscy Beatlesi.

    Przy okazji, pamiętam komentarz na temat George’a odnośnie jego twórczości po pierwszym trzypłytowym albumie. Ktoś napisał, że ujawniła się „przerażająca prawda” na temat Harrisona. Bardzo zaciekawiony czytałem dalej, cóż takiego potwornego zrobił George Harrison.? Okazało się że, według tej opinii, jego kompozycje były o wiele słabsze niż te z czasów The Beatles. Miało to pokazać, że towarzystwo Lennon/McCartney bardzo pozytywnie stymulowało George’e. Najciekawsze jest jednak to, że wymieniony duet świetnie stymulował sam siebie, nawet osobno.

    Zbigniew Hołdys napisał, że gdy oglądał nowe płyty The Beatles, to patrzył, czy są kompozycje Harrisona.

    A to znasz? (tylko dla beatlfanatyków): „The Beatles – Magical Mystery Tour Memories”:

  3. Bardzo się boję wszelkiego „fanostwa”. Bo uważam, że to brnięcie w bagno. Będę badał, jaki numer buta nosi mój idol, a w tym samym czasie przemknie mi koło nosa z 10 fajnych płyt z zupełnie innego zakresu. A ja ich nie odsłuchałem, bo akurat byłem zajęty badaniem, jaki numer kołnierzyka ma mój idol. Ale jak ktoś lubi… Wolny kraj…

    1. Można to jakoś połączyć. Piotr Metz jest fanem The Beatles, ale prezentuje także mnóstwo innej muzyki.

      Jeśli o mnie chodzi, to na razie jestem w brodziku. Na przykład jeszcze nie wszedłem w bootlegi The Beatles, co jest rzeczą drastycznie poważniejszą niż garderoba. Na przykład przypadkiem dzisiaj wysłuchałem utworu „What’s The New Mary Jane” (YouTube), który nie znalazł się na Białym Albumie. Znalazłem tłumaczenie i zacząłem rozważać – o czym to jest! Dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się że „Mary Jane” to potoczna nazwa czegoś, co u nas nazywa się „marycha”.

      Ażeby dodać powagi beatlefanostwu: Krzysztof Pomian – „Zbieracze i osobliwości”.

      Dla mnie The Beatles to po prostu hobby. Dobrze robi na uspokojenie nerwów.

      Moja teoria (na pewno nie byłem pierwszy) jest taka, że w życiu należy znaleźć równowagę między tym co znane, a tym co nowe. Dla każdego ta relacja wygląda inaczej. Ty lubisz podkreślać znaczenie nowości, ale „Top Wszechczasów”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *