Michal Viewegh „Cudowne lata pod psem”

Michal Viewegh „Cudowne lata pod psem”:

Czechosłowacja. Dzieciństwo inteligenckiego dziecka w okolicach roku 1968. Minimum martyrologii.
Cytaty:

Oczywiście, prosto z zoo chodziło się do cukierni. – Co to tu tak pięknie pachnie, Kviduniu? – zwykła pytać babcia Věra. – No przecież kawusia! – odpowiadał mały, otyły Kvido tak słodko, że kawiarnianych gości ogarniało uczucie trudnego do zdefiniowania wstrętu. Kiedy matka Kvida przedstawiała swego syna komukolwiek w teatrze, do jej głosu wkradał się jakiś prowokująco ostrzegawczy ton. – Zwłaszcza po tym, kiedy pewien dość znany reżyser filmów krótkometrażowych poprosił ją żartem, czy nie wypożyczyłaby mnie do reklamówki o plusach antykoncepcji.

Dziadek spieszył się na ryby i spieszył się z ryb, spieszył się do pracy i z pracy, do gospody i z gospody. Ledwie dokądś przyszedł, już go coś gnało gdzieś indziej. Sporo czasu minęło, zanim Kvido pojął, że dziadek się spieszy, bo chciałby jak najprędzej miec całe to pieprzone życie już za sobą.

MATKA (prasuje) I tak nie rozumiem, jak mogłeś wpaść w potrójny poślizg, podjeżdżając do dystrybutora na stacji benzynowej. OJCIEC Okropnie mnie zdenerwował ten instruktor. Jest do mnie uprzedzony. Już na podwórku przed szkołą krzyczał, że tego egzaminu nie zaliczę – chyba za tę torbę z mięsem, którą kazał mi wrzucić do bagażnika… MATKA (zdumiona) A gdzie ją wrzuciłeś? OJCIEC Do silnika. Miałem koszmarną tremę. MATKA (śmiejąc się) Kiedy to odkryto? OJCIEC Na Černokostełeckiej. Policjant, który siedział na tylnym siedzeniu, twierdził, że czuje przypalone szaszłyki.

Czytam eseje Montaigne’a. Niejednokrotnie muszę się z nim zgodzić w stu procentach. Lecz kiedy przeczytałem, że „ten, kto nauczyłby ludzi umierać, nauczyłby ich także żyć”, odniosłem nieodparte wrażenie, że jemu też nieźle odbija.

Usiądźcie, dzieci – uśmiechnęła się towarzyszka nauczycielka Šperková. – Chciałabym posłuchać, jak ładnie czytacie. Kiedy jakoby przypadkiem przyszła kolej na Kvida, czekały na niego trzy krótkie zdania o kuleczce zielonego groszku. Przeczytał je w skupieniu, mimowolnie imitując Vladimíra Šmerala w roli Piusa XII.

… wiele jednak silniejsze niż wiara w elektromagnetyczne prądy było niespodziewane urojone przekonanie babci, że jeżeli na wycieczkach turystycznych z przyjaciółkami kroczy na wschód, czyli w kierunku przeciwnym do obrotów kuli ziemskiej, fizycznie się odmładza. Ojciec Kvida już nieskończoną ilość razy próbował jej udowodnić, ostatnio za pomocą lampy kuchennej, kolorowych pisaków i nocnej lampki, że jej teoria jest, delikatnie mówiąc, irracjonalna, za każdym jednak razem bezskutecznie, na domiar złego wyrwał lampę z haka w suficie.

Aparaty telefoniczne działały. Kiedy pewnego popołudnia jego angielski kolega podniósł rękę na Kensington Road, taksówka od razu podjechała. Policjanci uśmiechali się. Kierowcy luksusowych samochodów dawali mu pierwszeństwo na przejściach dla pieszych. W toaletach pachniało. Z pióra, którego na poczcie nikt nie ukradł, nie wyciekał atrament. Ludzie z uśmiechem na twarzy proponowali mu czasopisma, bilety na wyścigi konne, wstąpienie do kościoła i do armii, pięciokolorowe lody, domy na sprzedaż, masaże, buty i podróż na Filipiny. Życzliwie nastawione kobiety w Soho proponowały mu swą miłość. Sprzęty, na których stał, siedział, pisał i leżał, lśniły czystością i nie chwiały się (tym bardziej nie były pobrudzone przez papużki). Kupiony szampon nie wylał mu się do teczki. Kiedy dwukrotnie umył nim włosy, pozbył się łupieżu, który sypał mu się z głowy przez całe trzydzieści lat. Po raz pierwszy w życiu mógł bez skrępowania pójść do fryzjera, a ten po raz pierwszy w życiu ostrzygł go tak, że fryzura pasowała do kształtu jego twarzy. Od razu zdało mu się, że jest przystojniejszy. Zdało mu się, że odnosi większe sukcesy.

Wierzył samemu sobie oraz swojej intuicji. – Człowiek ryzykuje niewiele więcej, niż że sobie wyczyści zęby kremem do golenia – mawiał.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.