Medea

Według sztuki Eurypidesa.
Dla radiowca to bardzo trudne. Dramat w odsłuchu jest miejscami nieczytelny, choć aktorzy robią co mogą.
Może więc portrecik dramaturga z mojej książeczki sprzed dekady?
Eurypides

ok. 480-ok. 406 p.n.e.

Najbardziej fundamentalne problemy życiowe stają się interesujące dopiero wówczas, gdy przeżywają je nie herosi, lecz zwykli ludzie – przekonywał Eurypides w swoich dramatach. Musiały minąć setki lat, aby widownia teatralna zaczęła dzielić jego pogląd.

Za młodu próbował wielu zajęć – jak większość jego rówieśników z bogatych ateńskich domów, którym rodzice zapewnili staranne wykształcenie. Dał się więc poznać jako zdolny zapaśnik i bokser, ale też tancerz, malarz, ale przede wszystkim – pisarz. I to pisarz wyjątkowo skupiony na własnej twórczości. Zamiast udzielać się w życiu politycznym Aten, chronił się w jaskini na wyspie Salamina, gdzie zgromadził pokaźną, jak na owe czasy, bibliotekę – pierwszy prywatny księgozbiór, jaki znała starożytna Grecja. I – pisał.  A także regularnie prezentował swoje tragedie w dorocznych konkursach. Tak rozumiał swoją obywatelską powinność wobec społeczności ateńskiej.
A kładł tej społeczności przed oczy prawdy trudne, wymagające zerwania z szablonami myślowymi. Zapewne dlatego jako dramaturg nie był szczególnie ceniony przez szeroką publiczność. Kiedy w 455 roku p.n.e., już jako mężczyzna trzydziestoletni, wystawił do konkursu swoją tragedię, zajął ostatnie, trzecie miejsce, co oznaczało klęskę artystyczną. Nie załamało go jednak ani to niepowodzenie, ani liczne następne porażki. Pierwsze zwycięstwo w zawodach tragików odniósł dopiero w 10 lat później. Do publiczności nie miał jednak szczęścia do końca życia. Na 92 dramaty, które wystawił do konkursu, tylko pięć tetralogii (w sumie 20 utworów) zdobyło zwycięski laur.
To była cena, jaką przychodziło płacić za to, że Eurypides formułował w swych sztukach problemy, którymi dotąd zajmowała się elita intelektualistów. W tragedii Helena wykazywał absurd zastępowania dyplomacji wojną. W Medei przypomniał, że mężczyźni i kobiety powinni być równi wobec prawa i siebie nawzajem. W Trojankach głosił pogląd, że wszelka wojna zaborcza jest złem. Nawet jeżeli prowadzą ją jego ojczyste Ateny. A przy tym sztuki Eurypidesa nie były suchymi rozprawami rozpisanymi na głosy. Jak nikt przed nim, umiał w akcji dramatycznej tak silnie wyeksponować psychologię postaci. Jego Medea, Fedra, Orestes czy Tezeusz to osobowości  pełnowymiarowe. Takich postaci greckie sceny dotąd nie oglądały. Nawet więcej: Eurypides obdarzył znamionami indywidualności także figury drugorzędne: sługi, gońców i heroldów. Oni również mieli swój ważny głos w dyskusjach toczonych na scenie.
W dodatku wcale tych problemów nie rozstrzygał – przedstawiał tylko argumenty wszystkich zainteresowanych stron. „Nie wydawaj wyroku, zanim nie wysłuchasz drugiej strony” – mówi jedna z jego postaci. Często swych bohaterów wikłał w sytuacje, w których trzeba było wybierać nie miedzy złem i dobrem, lecz między jednym i drugim złem. Kiedy sytuacja wydawała się nie do rozwiązania, za pomocą specjalnej maszyny sprowadzał na scenę bóstwo, które wydawało rozstrzygający wyrok. To rozwiązanie przeszło do historii teatru pod nazwą „deus ex machina”.
Ale i do bóstw nie żywił Eurypides wielkiego szacunku. Widział w nich istoty mściwe, zawistne, posłujące się w swym działaniu człowiekiem jak marionetką. „Bogi, gdy czynią zło, nie są bogami” – mówi jeden z bohaterów jego sztuk. Takie poglądy jego współcześni uważali za bezbożność. Musiały upłynąć setki lat, zanim ludzkość uznała je za swoje bezcenne dziedzictwo.

Medea, reż. Waldemar Modestowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *