Małgorzata Czyńska „Berezowska. Nagość dla wszystkich”

Małgorzata Czyńska „Berezowska. Nagość dla wszystkich”


Cała epoka, a nawet kilka.
Cytaty:

Być może rysunki golasów zaczyna tworzyć pod wpływem spowiednika, dopytującego, czy aby „nieprzystojnych obrazeczków” nie było. Kto wie? Taka to epoka, kiedy niejedno dziecko, klęcząc przy konfesjonale, zostaje naprowadzone na uciechy życiowe przez dociekliwego duchownego.

Młode uczennice ze Szkoły Sztuk Pięknych dla Kobiet Marii Niedzielskiej stoją jak zaczarowane przed wielkim płótnem Szał uniesień Władysława Podkowińskiego. Każdy chyba słyszał o skandalu, jaki swego czasu wywołał ten obraz. W marcu 1894 roku ludzie ustawiali się w długiej kolejce do warszawskiej Zachęty, żeby zobaczyć dzieło. Krążyły plotki, że modelką była kobieta z towarzystwa. Wokół Szału uniesień powstała tak niezdrowa atmosfera, że Podkowiński, załamany opiniami na temat obrazu, rankiem 24 kwietnia pociął płótno nożem.

Siostry Berezowskie mieszkają teraz w Krakowie. Ela studiuje na wydziale przyrodniczym Uniwersytetu Jagiellońskiego, Maja uczy się u Niedzielskiej, bo krakowska Akademia Sztuk Pięknych nie przyjmuje kobiet w swe szacowne progi. Cud, że dziewczęta mają już wstęp ma uniwersytet.

Równocześnie Franz Marc twierdzi: „Tradycja jest piękną rzeczą, ale pięknie jest tworzyć tradycję, nie zaś żyć na jej koszt”. Trzeba zaryzykować.

Kiedy w lutym 1913 roku Egon Schiele chce pokazać w Monachium rysunek Przyjaźń, kierownik domu wystawowego oznajmia mu w liście, że to absolutnie niemożliwe, bo dzieło narusza poczucie przyzwoitości. Deklaruje jednak chęć nabycia go dla siebie. Erotyczna wolność, masturbacja, homoseksualizm, voyeuryzm – wszystko to jest w rysunkach Schielego. Czerwonym kolorem znaczy sutki i srom. „Żadne erotyczne dzieło sztuki nie jest świństwem, jeśli posiada wartość artystyczną – mówi na swoją obronę artysta. – Świństwem staje się dopiero, gdy świnią jest widz”. Maja Berezowska przez całe życie będzie bronić tego przekonania i walczyć o nagość w sztuce.

Pewne gazety lokują sympatie po stronie nacjonalizmu i prawicy, inne skłaniają się ku lewicy. Ale rysownik jest jak zdun, który jednego dnia stawia piec na plebanii, a drugiego w burdelu. Niepodobna się spóźnić, a i rysunek musi mieć swoje walory artystyczne i humorystyczne. Praca na akord. Po niej trzeba odreagować, spotkać się w światku artystycznym, połapać i popodtrzymywać kontakty zawodowe i towarzyskie, przejść „szlak hańby”, jak żartobliwie mówi się o trasie od restauracji i dancingu Oaza przy Wierzbowej do Wróbla (podają tu najwyśmienitszą kuropatwę w mieście, świetną kaczkę, bigos i fasolkę po bretońsku) czy kawiarni Ziemiańska przy Mazowieckiej.

Grus b. miły człowiek, tylko pijak okropny”. Niedługo potem Nula Szymanowska donosi bratu: „Mieszkają tam Grus z Mają […]. Grus pije i bryndza u nich podobno. Dziwnie niepoczytalni ludzie […]”. Bryndza finansowa to ich chleb powszedni, bo Kazimierz nie liczy się z pieniędzmi. Gdy dobrze zarabia, szasta flotą, nie sprawdza rachunków w knajpach, płaci, jak leci. W Zakopanem Kazimierz też ma swój „szlak hańby”, pije u Trzaski, u Kasprowicza, w Morskim Oku. Czasami znika na kilka dni.

Maja wie jednak, że jej mąż, najweselszy i najdowcipniejszy człowiek w Polsce, ma swoją mroczną stronę. Po alkoholu staje się agresywny i zmienia się w damskiego boksera. W małżeństwie Grusów rozgrywa się dramat z powodu nałogu i brutalności Kazika. Berezowska jest dyskretna, nawet po latach wspomni o tym tylko nielicznym przyjaciołom.

Po latach Maja powie: „Ale à propos małżeństwa, a raczej miłości, to ludzie się kochają, kochają, aż rozstają i nic z tego nie pozostaje; dla mnie z każdej miłości, ba – miłostki, wyrasta w duszy drzewo wielkie, a choćby mały, miły krzaczek i ja sobie w tym lasku żyję bardzo przyjemnie!”.

Tadeusz Boy-Żeleński dodaje: „Chcesz wiedzieć, co to jest reforma seksualna? Spojrzyj dokoła siebie. Życie przeprowadza ją na co dzień. Sam powiedz, co podobne jest do tego, jakie było przed kilkunastu laty? Idź na plażę, do kawiarni, spójrz na taniec, na strój kobiecy, posłuchaj rozmów. I spróbuj potem wziąć do ręki powieść sprzed lat dwudziestu, zajść do teatru na przedwojenną sztukę. Jakże absurdalny, jak niepotrzebny wyda się niejeden najdramatyczniejszy konflikt bohaterów”. Berezowska idealnie wchodzi w ten klimat.

Berezowska, razem z innymi członkami grupy, współpracuje z pismem „Pani”, robi rysunki i projekty okładek. Pewnie, że przyjemnie byłoby się zająć tylko malowaniem obrazów, ale żyć ze sztuki niepodobna. „Czasy ciężkie – wzdycha Maja. – Robi się drobne rysuneczki, bo to jest najwięcej poszukiwane, bo to daje doraźny zarobek”.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że twórczość wymaga tak ogromnego wysiłku i poświęceń. Po kilku godzinach przy pianinie włosy lepią się od potu i koszula przykleja się do pleców. „Już bym wolał drzewo rąbać, niż całą tę orkiestrę mieć w głowie” – odpowiada ze śmiechem Karol na pytania zdziwionych laików, co go tak wykończyło. W zakopiańskiej siedzibie kompozytora, w drewnianej willi Atma, jest ślicznie, cicho i spokojnie.

Podczas pobytów w Zakopanem Maja spędza wiele czasu w Atmie (wcześniej w Limbie i w Czerwonym Dworze, gdzie Karol kolejno wynajmował pokoje). W Zakopanem Szymanowski przemienia się w domatora. Ale chętnie przyjmuje gości. Ludzi ma wokół siebie zawsze wielu.

W Zakopanem Maja przychodzi na Kasprusie do Szymanowskiego nawet codziennie. Oczywiście dopiero po południu, bo między dziewiątą a trzecią Karol pracuje. Pod żadnym pozorem nie wolno mu wtedy przeszkadzać.

W Zakopanem najlepsza rozrywka to leniwe popołudnia w Atmie, często wypełnione muzyką. „I właśnie muzyka – mówi Karol – żywioł abstrakcyjny i transcendentny, działając w sposób najbardziej bezpośredni na wrażliwość człowieka, stwarza tę niezrównaną atmosferę, w której prawdy ukryte zdają się stawać oczywiste”. W lecie cały drewniany domek dosłownie tonie w kwiatach.

Maja Berezowska ma jak Boccaccio i jego bohaterowie „duszę pełną śmiechu”. Czuje i rozumie dzieło literackie będące pieśnią miłosną. A że w tej pieśni są sceny, w których kobieta przewraca mężczyznę „na słomę, rozesłaną na ziemi, i siada na niego okrakiem, przytrzymując go za ręce”, to przecież nic zdrożnego, samo życie, wspaniały temat do zobrazowania. Sto nowel, które składają się na Dekameron, to cudowny opis obyczajów, czasów, kiedy życie było bujne, pełne miłości o przeróżnych obliczach (małżeńskiej, pozamałżeńskiej, zmysłowej, platonicznej, idyllicznej i tragicznej) oraz przygód erotycznych. To znakomity obraz epoki, która ceniła zalety umysłu – inteligencję, bystrość i spryt. Propozycja zrobienia ilustracji do nowego przekładu Dekameronu jest trafiona w punkt. Prace nad ilustracjami odbywają się w Poznaniu. W drugiej połowie lat dwudziestych Maja i Kazimierz tutaj pomieszkują.

Prace nad ilustracjami odbywają się w Poznaniu. W drugiej połowie lat dwudziestych Maja i Kazimierz tutaj pomieszkują. Poznań należy do ulubionych miast Kazimierza. Maja na całe życie zapamięta słowa męża: „Poznań można mocno, mocno kochać, bo wart jest tego”.

Bodo i jego cudowny dog arlekin Sambo na zdjęciach wzbudzają powszechny zachwyt. Łaciaty olbrzym o różnobarwnych tęczówkach jest w stolicy rozpoznawalny na równi ze swoim panem, ma zresztą wstęp do wszystkich warszawskich lokali.

Zadzwonił, umówił mnie, poszłam ze swoją teką. Vogel otworzył tekę bez zainteresowania i zaczął oglądać. Nagle drgnął i zmienił wyraz twarzy. Zawołał drugiego dyrektora. Przeglądali już teraz zachłannie. „To pani, naprawdę pani to narysowała?” Pokazałam Dekameron. „Ależ będziemy to dawali po rysunku w każdym numerze!” „Nie – powiedziałam. – To już było drukowane w Polsce”. „Merde! – powiedział. – Mais c’est loin, la Pologne! Nic nam to nie przeszkadza, damy to, a swoją drogą zamawiamy nowe rysunki”. Wyszłam zupełnie oszołomiona, ściskając w ręku kilka setek franków. I tak stałam się współpracowniczką pism paryskich, miałam na życie i na studia.

Rysunki Mai Berezowskiej pojawiają się teraz regularnie w czasopismach i magazynach, takich jak „Vogue”, „Ici Paris”, „Le Canard enchaîné”, „Le Rire”, „La Vie Parisienne”, „Le Figaro”. Maja podlicza, że pracuje dla ponad dwudziestu tytułów.

„Ach ten okres paryski! – westchnie po latach Maja – Picasso, Foujita, Soutine, Braque w Café du Dôme… Przyjaźń z Rosą Bailly (malowałam też jej portret). Paul Cazin, który odwiedził mnie już po wojnie w Warszawie. Józef Czapski, Kisling, Lechoń, Paczkowski – z nimi najczęściej się widywałam”.

Międzywojenny Paryż jest pełen młodych i ambitnych artystek. „Kiedy zaczynałam malować – wspomina Tamara Łempicka, która do zawodu weszła na początku lat dwudziestych – był to czas, gdy zaczynało malować wiele kobiet. Wówczas robiło to więcej kobiet niż mężczyzn”.

Przekonała się o tym dosadnie w 1927 roku, po tragicznej śmierci śpiewaczki i aktorki Kazimiery Niewiarowskiej (zmarła w wyniku oparzeń, kiedy zapalił się na niej spirytus, którym czyściła suknię). Pamiętam dokładnie cały zgiełkliwy skandal związany z pogrzebem Niewiarowskiej – wspomina po latach Berezowska. – Rozwścieczony tłum dewotek z parasolkami. Na Krakowskim. Na naszym Krakowskim Przedmieściu, w enklawie cyganerii i piękna… W rzeczywistości była to sprytnie zorganizowana intryga, precyzyjnie zaplanowana. Za tłumem prostackich bigotek kryły się kołtunki większego kalibru; różne mecenasowe, doktorowe. Świętoszki, puszczalskie, zdradzające mężów po garsonierach. Wszystkie wierzące i praktykujące. Znam takie paniusie jak zły szeląg. Potrafią być niezniszczalne i bezwzględne. Odradzają się w każdym pokoleniu.

Berezowska jest dziś bodaj jedyną w sztuce polskiej piewczynią miłości i rokoszy miłosnej. Czy podpis pod jej rysunkiem brzmi Dafnis i Chloe, czy Cocktail-party; czy mamy przed sobą ilustrację do Dekamerona, czy do fraszki staropolskiej, do Villona…

Najchętniej maluje u siebie w pracowni, ale jeśli zlecenie tego wymaga, idzie do modela. Nie może przecież odmówić Geniowi Bodo, który prosi, by seans portretowy jego ukochanej Reri odbył się u niej w mieszkaniu, bo gwiazda czeka na ważny telefon. Zresztą malować Reri to czysta rozkosz, choć Maja czuje się lekko stremowana. Swoją urodą i wspaniałym, zmysłowym tańcem piękna Tahitanka zniewala publiczność po obu stronach oceanu. Jest śliczna, naiwna i szczera, chociaż lata spędzone w show-biznesie już dawno powinny zrobić z niej cyniczne babsko.

Wyczułam sympatię do mojej osoby i rzeczywiście śpiewnym głosikiem, który zabrzmiał jakoś rzewnie, Reri zaproponowała drinka. Po polsku. Słyszę jak dziś owo „proszę napijemy teraz drink”. Struchlałam, pić alkohol o jedenastej przed południem, ale błyskawicznie pomyślałam, że nie sposób odmawiać. Za nic nie chciałam, żeby wynikł bodaj cień nieporozumienia. Reri istotnie, jak się później okazało, skłonna była do wybuchów. Jak kotka prychała, ale po chwili śmiała się znowu i śpiewała. Popatrzyłam tedy na ten groźny barek i wybrałam miętowy likier Bolsa.

Berezowska rysowała dozorczyniom prawie biusty na wierzchu, miała taki styl i taki też miała wygląd. Hiszpańska była asteniczna: wsobna, przeżywająca, smutna, małomówna, chuda, mizerna, z oczami czarnymi, z czarnymi włosami. A Berezowska była promienna, przy kości, obfitych kształtów, mimo że to był obóz, trzymało jej się to ciałko i ten wygląd taki pulchny, i uśmiech. Mimo tych samych warunków miała inny sposób bycia. […] Berezowska była optymistką, a Hiszpańska – pesymistką.

Erotyka i realizm socjalistyczny nie idą w parze. Nagość to przeżytek. Sypialniane sceny są społecznie szkodliwe i dowodzą drobnomieszczaństwa ich autora. Jerzy Borejsza, prezes Spółdzielni Wydawniczej Czytelnik, nie ma co do tego wątpliwości. Anegdota, dowcip, karykatura, naładowane erotyzmem i pornografią wywołują w społeczeństwie – a społeczeństwem nazywamy nie garstkę ludzi, ale wielką masę – odrazę i falę protestów – dowodzi podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Satyryków. – Bezzębny dowcip szmoncesowy, dowcip o teściowej, ten klasyczny temat, musi obumierać w społeczeństwie […]. Jesteśmy tak skoncentrowani na tym wielkim wysiłku odbudowy i przebudowy, jaki się u nas dokonuje, że dla nas każdy dowcip, który nam przeszkadza w robocie, zamula nam robotę, demobilizuje i odbiera energię – jest szkodliwy, nie tylko antysocjalistyczny, ale antynarodowy. Koniec z liberalizmem w kulturze. Koniec kropka.

Maja z niedowierzaniem słucha, że wspaniała satyra dwudziestolecia międzywojennego, którą miała okazję współtworzyć swoimi rysunkami, to wstecznictwo, sztuka burżuazyjna, a „Cyrulik Warszawski” jest przykładem wyłącznie negatywnym.

Na działkę zawsze przychodzi zmęczona i zasapana. Co z tego, że ma blisko – wystarczy przejść na drugą stronę ulicy. Przy jej tuszy i stanie zdrowia to cała wyprawa. Domek urządziła wygodnie. Ma tu łóżko, może odpocząć. Potem zakłada płócienny kapelusz i idzie w kwiaty. Rozstawia w ogródku stołeczek (żaden z tych ogrodowych mebli nie jest dla niej, niestety, dość wygodny!) i maluje. Przygląda się główkom kwiatów, pąkom, liściom. Maluje portrety peonii, irysa, bratka, cynii. Kwiaty to jej warsztat pracy. Przynosi je do domu, stawia w wazonach.

Storczyki na jej obrazach są takie erotyczne, nieprzyzwoite, intymne…

15 września 1978 roku, już po śmierci artystki, Zarząd Pracowniczego Ogrodu Działkowego Wołoska podjął decyzję o zmianie nazwy ogrodu na Pracowniczy Ogród Działkowy imienia Mai Berezowskiej. Dzisiaj przed dawnym ogródkiem Mai stoi tablica z informacjami na temat jej życia i twórczości.

… zrobiła wspaniały plakat przedstawiający Stańczyka. To najmodniejszy plakat sezonu. Ludzie go podkradają. Wisi w wielu domach. Z kolei najmodniejszym powiedzeniem sezonu jest „przeginanie pały” wymyślone przez Janusza Minkiewicza.

Podróż odbyli nową warszawą. Maja pewnie miała talon na samochód i weszła w układ z młodym kuzynem Krystianem Barczem – ona kupi auto, a on będzie ją woził, kiedy zajdzie taka potrzeba. Samochód z szoferem to marzenie Berezowskiej i jej wielka potrzeba. Jest bardzo otyła (potwierdzają to zdjęcia oraz relacje ustne i pisemne), ma reumatyzm, i stąd problemy z chodzeniem. Każde wyjście na kolację do przyjaciół czy na premierę do teatru stanowi logistyczny problem.

Berezowska ma w swoim najbliższym kręgu wielu homoseksualistów. „Zawsze się przy niej kręcili jacyś ludzie, głównie homoseksualiści. Uwielbiała ich” –

Berezowska uwielbia balet. Zachwycają ją ciała w ruchu, kostiumy sceniczne podkreślające figurę. Nie mogłaby sobie wymarzyć wspanialszych modeli. Tancerze uosabiają jej ideał męskiego ciała. Są smukli, z wyraźnie zarysowanymi mięśniami, a że geje, to niektórzy odrobinę zniewieściali, niektórzy o urodzie androginicznej. To jej się szalenie podoba. Nie lubi mężczyzn w typie macho.

Przyjaźnie Berezowskiej zwracają na nią uwagę Służby Bezpieczeństwa. SB inwigiluje środowisko homoseksualistów. Mężczyzn homoseksualistów. Teczki mają adnotację: „kategoria osób homo”. Kobiety niespecjalnie ich interesują, najwidoczniej nie stanowią zagrożenia dla systemu. Lista zatytułowana „Kobiety o inklinacjach do tzw. miłości lesbijskiej” jest krótka, zawiera dziewięć nazwisk. Trafiły na nią aktorki: Barbara Rylska, Zofia Jamry, Justyna Kreczmarowa i Irena Horecka, tancerka Stenia Zwolińska, reżyserka filmowa Wanda Jakubowska, sekretarka Teatru Komedia Marianna Karpińska, dziennikarka „Kuriera Polskiego” Hanna Golde oraz artystka Maja Berezowska. Lesbijką była Karpińska, o reszcie kobiet z listy krążą niepotwierdzone plotki.

Była to ogromnej kultury pani, pełna miłości do ludzi, tolerancji, w najpiękniejszym znaczeniu tego słowa. W ogóle nie nadawała się do Polski Ludowej”.

Bardziej pikantne rysunki Maja chowa do teki. Na szczęście zawsze znajdą się na nie nabywcy. Rysowanie aktów seksualnych to jej pasja i powołanie. „Jej życie było bezustanną służbą Erosowi – pisze we wspomnieniu o artystce Antoni Marianowicz. – Słyszałem nieraz opinię: »Maja rysuje golasy, bo idą«. Nic bardziej fałszywego. Tematyka wynikała z jej twórczego instynktu”.

Na jej rysunki w prasie czekają co tydzień rzesze fanów. Dostaje od nich wiele listów. „Jestem młodym człowiekiem, w chwili obecnej żołnierzem i równocześnie kocham sztukę – pisze Bartłomiej Cieszyński z Biskupca Reszelskiego. – Za dziełem sztuki poszedłbym w piekło, za sztuką ludową, w poszukiwaniu jej, przeszedłem Polskę wzdłuż i wszerz. Kupiłbym każdy Pani rysunek, gdyby żołd był chociaż dziesięciokrotnie wyższy. »Szpilek« nie lubię czytać, a jednak kupuję je tylko ze względu na istnienie w nich strony z Pani rysunkami

W PRL-u nie było dostępu do „Playboya”, ale na szczęście była Maja Berezowska – mówi Andrzej Depko. – Przyszło jej tworzyć w atmosferze wypadkowej tradycji judeochrześcijańskiej, która sprowadzała seks do grzechu, i nowej tradycji socjalistycznej. Socjalizm bał się seksualności. Do Polski nie można było wwozić broni, narkotyków i pism erotycznych. Erotyka groziła rozsadzeniem systemu od środka. Podejście socjalizmu do seksualności było bardzo przaśne. A Maja w ten przaśny świat wnosiła dużą dawkę zmysłowości.

Jest pionierką w wyrażaniu kobiecej ekspresji. Prowadzi rodzaj „kobiecej polityki”. Pokazuje, że kobieta ma prawo do rozkoszy cielesnej, że przyjemność jej się należy. Chętnie rysuje wielokąty, często przedstawiające jedną kobietę i kilku mężczyzn. Opowieści o tym, jak to jeden facet zaspokaja jednocześnie kilka kobiet, można włożyć między bajki. Nie da rady.

Berezowska odwraca role. Daje kobiecie dwóch, trzech, czterech i więcej partnerów. Pełnią wobec niej służalczą funkcję. Natomiast kobiety przedstawia jako te, które obdarzają swoją łaskawością, dzielą się swoją erotyką; są w tej relacji na dominującej pozycji.

O ile masturbowały się dziesiątki tysięcy ludzi, którym udało się trafić na fajną pracę Berezowskiej, o tyle sam kontakt z obrazem nie dostarcza nam umiejętności obcowania z drugą płcią. Nawet jeżeli zobaczę na ilustracji, że należy klęczeć i całować w stopę mój obiekt uwielbienia, to i tak nie będę wiedział, co dalej”.

„Cierpliwością i pracą ludzie zdrowie tracą” – wzdycha na wpół żartobliwie, na wpół smutnie.

Jest skromną osobą, ale bez pewnych udogodnień nie może się już obyć. Musi więc zarabiać. Renty, stypendia i wszelkiego typu zapomogi bynajmniej nie starczają, żeby utrzymać dom na odpowiednim poziomie. Na szczęście część wydatków artystka opędza bezgotówkowo. Hydraulik, elektryk czy stolarz zwykle wychodzą od Berezowskiej opłaceni akwarelami lub rysunkami. W szufladzie biurka ma całą stertę prac. Do tej to szuflady odsyła fachowców po skończonej robocie, żeby sobie coś wybrali. Wśród dokumentów Berezowskiej zachowały się podania o pomoc finansową oraz pisma informujące o przyznaniu zapomóg – czasami otrzymuje jednorazowe dofinansowanie, czasami pobiera pieniądze przez dłuższy czas.

Czego to ona nie robiła! W 1949 roku wspólnie z Magdaleną Samozwaniec stworzyły nawet komiks, który drukował „Świat Młodych”. Madzia wymyśliła wzruszającą i głupawą opowieść Ucieczka o przyjaźni białego Janka i czarnego Dżo w rasistowskich Stanach Zjednoczonych. Życie Murzynów w Ameryce przedstawia dosłownie w ciemnych barwach.

„Lubię małe pieniądze – powtarzała Madzia. – Szczęścia nie dają, ale umilają ubóstwo”.

Szymon Kobyliński, świetny rysownik, w swojej książce Noniusz pisze: Pani Maja otóż była nie do podrobienia. Owszem, można bez trudności skopiować jej gotowy rysunek, natomiast nie sposób dosięgnąć maestrii, jeśli się chce – jak to powinno być przy rasowym pastiszu – stworzyć „nowe dzieło danego artysty”. Od niechcenia machnę, bo ja wiem? – George’a Grosza lub Franciszka Kostrzewskiego, to po prostu nader łatwe, natomiast nijak i nigdy nie dorównam pani Mai w jej niesamowitym, czarodziejskim rozmachu dłoni, w pociągnięciu jednym, bezbłędnym i szybkim ruchem konturu dziewczęcej postaci, nie ukażę paroma śmignięciami piórka cudownego aktu kobiecego. Trzeba było po temu być osobiście Berezowską, by podołać zadaniu. I właśnie to się zwie „mieć własną kreskę”!

Soliński nie jest jedynym pomocnikiem Berezowskiej. Artystka wiele prac robi wspólnie z Kiełczewskim. Ona rysuje, on podkolorowuje. Z czasem, zwłaszcza po złamaniu ręki, pewnie więcej on rysuje. Jest jej prawą ręką – dosłownie i w przenośni. Taki mają układ – on rysuje, ona sygnuje, ludzie kupują.

Martwi się o przyszłość, o pieniądze. Zbiera po domu najlepsze prace. Pakiet trzydziestu obrazów i rysunków chowa do tapczanu, na czarną godzinę. Raczej nie mówi nikomu o swoim sekretnym schowku. Kiedy niedługo po jej śmierci mieszkanie zostanie obrabowane, Jadwiga Kopijowska ze zdumieniem stwierdzi, że w rozbebeszonym tapczanie zawieruszył się jeden cenny, stary rysunek. Umknął uwadze złodziei. Zabrali wszystkie prace z tajemnego schowka Mai.

Maja Berezowska zmarła 31 maja 1978 roku w Warszawie. Została pochowana na cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Pogrzeb odbył się na koszt Ministerstwa Kultury i Sztuki.

„Proszę sobie wyobrazić – mówi pani Kopijowska, z wyraźnym zażenowaniem – że jeden z sąsiadów, kiedy mnie widzi, spaceruje po klatce nago”. „A czy przynajmniej jest dobrze zbudowany?” – pyta Jerzy Waldorff.

3 przemyślenia nt. „Małgorzata Czyńska „Berezowska. Nagość dla wszystkich”

  1. To ciekawe. Ulica przy której miała ogródek działkowy M.B. nazywała się w 1978 roku Komarowa (wielu myślało, że od komarów, a to od kosmonauty, który spalił się w rakiecie). Dopiero of 1993 znowu nazywa się Wołoską. Dziwne zatem, że w roku jej śmierci ogródki pracownicze nosiły starą nazwę. Może autorka się pomyliła, a może istotnie ulica się zmieniła, a nazwa Ogrodu została po staremu.

    1. Z tego, co pamiętam z książki, ta ulica miała trzy nazwy (wszystkie trzy są w książce wymienione, ale za wiele czasu zabrałoby mi odszukanie stosownego miejsca). Odnotowałem tę topografię, bo następnym razem podczas rutynowego wizytowania mojego ulubionego miasta gubernialnego zamiast oglądać wystawy w Zamku Ujazdowskim, trzeba będzie się kopnąć na działki (o ile jeszcze są). A potem wreszcie uczciwie napić się pod tatara w „Lotosie”. Na co niniejszym zapraszam…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *