Jingle bells

Krótka chwila w Leroy Merlin. I od razu wzruszenie podchodzi do gardła. Szopka w żadnym kościele nie jest tak piękna jak ekspozycja świąteczna w supermarkecie.:

c1

c2

c3

Zidentyfikowano właściciela ręki wyłowionej z Warty. Ja to przeczuwałem od pewnego czasu: „Dawno temu ja też zaufałem pewnej kobiecie. Wtedy dałbym sobie za nią rękę uciąć. I wiesz, co… I bym teraz, kurwa, nie miał ręki.”

„Społeczeństwo nie da się już ogłupiać tandetną propagandą i twierdzeniami marnej jakości >autorytetów<” – stwierdza Stanisław Kogut w Naszym Dzienniku. To mój ulubiony parlamentarzysta. Staram się nie przegapić żadnej jego wypowiedzi, ale najbardziej cenię go na żywo, zwłaszcza w telewizji.

Z mojego miasta. Ulicą 3-go Maja samochód jechał od krawężnika do krawężnika. Dokonano obywatelskiego zatrzymania kierowcy. Wydmuchał dwa promile. Internauta: „Jak się po pijaku nie umie samochodem jeżdzić – to się nie wsiada za kierownicę!”

17 przemyśleń nt. „Jingle bells

  1. Szanowny Panie,

    zaglądam dzisiaj rano na Pańskiego bloga, a tu nic! Nie wiem, co niesie dzień! Pół dnia zmarnowane z powodu opóźnienia, proszę więcej tego nie robić:)

  2. Zaraz, zaraz. Jakie pół dnia? Pojawiło się po 9. Trzeba wstawać o 7, a nie o 23. Wtedy będzie dziesiąta część dnia.

  3. Mili Państwo,
    Państwa zatroskanie przynosi mi zaszczyt. Niezasłużony.
    Jutro nocujemy w Centrum Badań Kosmicznych (?) w stolicy. A tam, jak to w centrum naukowym, nie ma internetu, więc…

    1. Bezustannie na coś czekamy. W poniedziałek czekamy na piątek, czekamy w kolejce do lekarza, czekamy na Święta… Na Pana też poczekamy, ale tylko do soboty 🙂

      1. Szukając odpowiedzi na to pytanie, poszłam tropem Wieszcza, który tę sytuację przewidział, bo :
        1) zamknięte drzwi od kaplicy (= Centrum Kosmiczne),
        2) żadnej lampy, żadnej świcy (= brak internetu)

        Pozostaje nam nucić sobie ku pokrzepieniu serc:
        Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
        Kota nie ma 🙁
        ale będzie 🙂

        1. Cytuję z pamięci:
          „Niech księżyca jasność blada
          Szczelinami tu nie wpada”
          – powiedziałem do Doroty. Zapuściła żaluzje.
          Więc ja: „- Teraz wy, z najcięższym duchem,
          coście śród tego padołu – ciemnoty…. (dalej nie pamiętam)”.
          Nie szkodzi. Dorota też nie pamiętała, ale wiedziała, o co chodzi. Natychmiast wyjęła flaszkę.

      2. Przypomniało mi się. W moim wieku już się niczego >nie pamiętasię przypominatramwaju< jadącego na dół uczestnikom pomaga wsiąść brygada górali. Norma. Ale – muzyka z głośników, zachęcająca do piwa i Giewontu.
        Zapamiętana podprogowo (Pani to uruchomiła!):
        "Mojemu tacie ukradli gacie – bandyci
        Niech se te gacie wsadzą bandyci – do rzyci!"
        Jesteśmy na wczasach…

  4. „Rozmawiały młode gwiazdy
    Nad Poznaniem nocą:
    Czemu księżyc dziś tak jasny
    I świeci tak mocno?
    Księżyc na to im z uśmiechem
    Swą odpowiedż przesłał:
    -Świecę ludziom, którzy przez sen
    Szepcą: Wiesław… Wiesław…”

    Bo wczoraj to św. Wiesława było…

  5. Ten Młynarski to więcej niż zaszczyt. Czuję się w najwyższym stopniu zażenowany.
    Więc uzupełniam. Jestem: Wiesław Mieczysław. Dlaczego? Bo zostałem poczęty wiosną 1958 roku (ur. 2. 01. 1959). Do Jarosławia (Podkarpacie) nie dotarło jeszcze wówczas, że „polski październik” się skończył. I mój tato, który nigdy nie nauczył się czytać (tu nie ma żadnej przesady!), wciąż obstawiał tow. Wiesława, ale i tow. Mieczysława (oczywiście Moczara). I nazwał swojego syna najlepiej, jak umiał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *