Ewa Stusińska „Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity”

Ewa Stusińska „Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity”.:

Tytuł mówi (prawie) wszystko. W przekroju historycznym.
Cytaty:

Bo pornografia to po prostu pokazywanie seksu, stare jak pompejańskie freski i zróżnicowane jak strofy Żywotów kurtyzan Aretina czy kadry z Imperium zmysłów Oshimy. A odbiorcy pornografii to nie tylko obleśni panowie z wąsem, ale także kobiety, nie tylko sfrustrowani kawalerowie, ale także szczęśliwe pary szukające urozmaicenia w sypialni, nie tylko oni, ale również my.

Gdy w marcu 1989 roku, podczas obrad okrągłego stołu, zapowiedziano zniesienie cenzury, wystarczyło zaledwie kilka tygodni, aby mimo pełnego zakazu pornografii pojawiły się w kioskach pierwsze gazety „erotyczne”, a w ciągu kilkunastu miesięcy przybyło nawet kilkadziesiąt kolejnych tytułów.

Kilku uwagach o rozkoszy, krótkometrażowym dokumencie Marii Zmarz-Koczanowicz i Piotra Morawskiego, w którym autorzy sportretowali początki polskiej branży porno w latach dziewięćdziesiątych, sprzedawczyni z sex shopu dumnie prezentuje asortyment sklepu: „A tego afrodyzjaku

W Kilku uwagach o rozkoszy, krótkometrażowym dokumencie Marii Zmarz-Koczanowicz i Piotra Morawskiego, w którym autorzy sportretowali początki polskiej branży porno w latach dziewięćdziesiątych, sprzedawczyni z sex shopu dumnie prezentuje asortyment sklepu: „A tego afrodyzjaku jako pierwsza używała sama bogini Afrodyta”. Chwilę później przechodzący obok mężczyzna krzyczy do ekipy filmowej: „Będziecie potępieni!”. W tym krótkim filmie twórcy pokazali całą skalę polskich postaw i emocji towarzyszących pornografii. Z jednej strony – światowość i duma. Z drugiej – gniew i oburzenie. Najczęściej jednak – niepewność i wahanie: czy przekroczyć próg sklepu? Czy sięgnąć po owoc już nie zakazany, ale jeszcze nie dozwolony? I chichot – jak pisał Tadeusz Sobolewski – nasza specjalność, odwrotna strona polskiej pruderii[6].

Polacy – po krótkim zachłyśnięciu się wolnością w latach dziewięćdziesiątych – nie zrezygnowali bynajmniej z dostępu do pornografii. Po prostu wypchnęli ją z ojczyzny, by ukradkiem na zagranicznych stronach wpisywać „polish”, „mother” albo połączenia tych dwóch świętych słów, które obok „polska” i „polskie porno” pozostają najpopularniejszymi frazami wpisywanymi do wyszukiwarek Pornhuba przez użytkowników z naszego kraju.

Ludzie mówią, że jak szła ulicą, to mężczyźni wpadali na słupy. Że kobiety były o nią zazdrosne. Że syna miała z jakimś żonatym facetem. Być może właśnie dlatego zostawiła za sobą służbowy fartuch, ciasne mieszkanie, szarość i zawiść, której nie mogła pokonać. Wybrała kraj, w którym pachniało Peweksem, a maszyny same zmywały naczynia.

Verlag Teresa Orlowski stało się w latach osiemdziesiątych największym producentem porno w Europie. Przez kolejne pięć, sześć lat wypuszczało po dwanaście filmów rocznie i sprzedawało od pięciu do dziesięciu tysięcy kopii każdego tytułu. Biznes szedł doskonale. Firma podbiła nie tylko niemiecki, ale również międzynarodowy rynek wideo, a Orlowski – choć już po trzydziestce – była jej najjaśniejszą gwiazdą.

Produkcje takie jak Go for It przypominały modną w latach osiemdziesiątych Dynastię, tyle że zamiast kalejdoskopu postaci i dramatycznych zwrotów akcji aktorzy nieustannie zmieniali pozycje.

Tempo wzrostu dostępności i liczba materiałów pornograficznych w latach dziewięćdziesiątych wprawiają dziś w zdumienie – warto jednak pamiętać, że aby mogły tak łatwo zadomowić się pod polskimi strzechami, musiały… być tu już wcześniej – chociażby jako wyobrażenie, namiastka, symbol.

W popularnym serwisie internetowym Nudografia można znaleźć zdjęcia każdej polskiej aktorki, która kiedykolwiek w historii polskiej kinematografii pokazała się nago.

Historia pokazuje, że podobne praktyki stosowały wobec Polaków także niemieckie władze okupacyjne podczas I I wojny światowej. Obok gadzinówek, takich jak „7 Dni” i „Nowy Kurier Warszawski”, wydawały „Falę” – jeden z pierwszych świerszczyków dostępnych w języku polskim, który ukazywał się w latach 1940–1943. Cel był prosty: odciągnąć Polaków od walki, buntu oraz wzniosłych ideałów i skierować w stronę prostych przyjemności. Miesięcznik redagowali Teodor Piekarski – w rzeczywistości niemiecki dziennikarz Gustaw Becker-Endermann, związany z innymi gadzinówkami – oraz Ludwik Ziemkiewicz, polski dziennikarz kolaborant zatrudniony jako sekretarz redakcji. W „Fali” pod pseudonimem Alfred Murawski publikował również Alfred Szklarski (znany z powieści o przygodach Tomka). Pierwszy numer magazynu zbiegł się w czasie z ogłoszeniem konspiracyjnego „dekalogu obywatelskiego” (maj 1940), który zabraniał Polakowi patriocie kupowania gazet wydawanych przez wroga. Jednak fakt, że obecnie numery tego czasopisma należą do najtrudniej dostępnych gadzinówek, świadczy o jego niegdyś dużej popularności, a wręcz „zaczytaniu”.

„Playboy” i „Hustler” stały się symbolami dwóch typów treści: pornografii soft i hard. Ta pierwsza, sprzedawana w „białych rękawiczkach”, ukazywała kobiecą nagość w konwencji, którą zamożny mieszczanin z klasy średniej uznawał za estetyczną, erotyczną, broń Boże nie pornograficzną, bo pornografia kojarzyła mu się z prostactwem i biedotą. Z kolei pornografia hard, sprzedawana spod lady, przedstawiała nagość bez żadnych filtrów, niedomówień i skrupułów, ot taką, jaką można było sfotografować lub nagrać w każdym domu na zwyczajnym sprzęcie, a którą amerykańscy white trash (biedni, niewykształceni, ze społecznych dołów) uznawali za atrakcyjną. W Polsce tą drugą drogą poszło czasopismo „Peep

Kanadyjskie wydawnictwo, specjalizujące się w prostych i lekkich romansach pisanych przez kobiety i dla kobiet, wkroczyło na polski rynek z impetem w październiku 1991 roku. Dzięki wyjątkowym talentom marketingowym pierwszej dyrektorki, a także apetytom samych czytelniczek Harlequin Enterprises Limited (po polsku zwany przez jakiś czas Arlekinem) w ciągu zaledwie czterech lat sprzedał na naszym rynku około pięciuset tytułów w prawie pięćdziesięciu milionach egzemplarzy.

Po roku zadzwonił do mnie redaktor i zaproponował, żebym pisał dla wydawnictw Pink Pressu. U nich opowiadania towarzyszyły sesjom zdjęciowym. Na pierwszy ogień dostałem sesję sado-maso z mężczyzną w jakichś skórzanych pończochach i Azjatką, oczywiście akcja musiała dziać się w Polsce… A ja nie dość, że wciąż byłem prawiczkiem, to jeszcze nie miałem internetu. Więc redaktor opowiadał mi przez telefon, co było na zdjęciach, ale ponieważ rozmawiał z domu, starał się nie używać brzydkich słów. Mówił więc coś w rodzaju: „No, na zdjęciu numer dwa pani klęczy przed panem i robi mu miłą robótkę”, a ja miałem to sobie wyobrazić i napisać opowiadanie. Wymyśliłem oczywiście, że akcja dzieje się w klubie w Warszawie, i jakoś to poszło.

„Sekrety Seksu” Potężny, brodaty, srogi miś ze spalskich lasów poszukuje filigranowej, uległej miłośniczki klapsa poprzedzającego wzajemny oral z finałem – łódzkie (2000, nr 4).

… pod koniec lat osiemdziesiątych dwóch przyjaciół z Koszalina kupiło okazyjnie papier w zakładach graficznych. Takie były czasy – najpierw się coś kupowało, a dopiero potem zastanawiało, co z tym zrobić. Koszalinianie postanowili wydać gazetę. Nazwali ją „Seks Specjalik”, wrzucili kilka czarno-białych aktów, dodali parę erotycznych opowiadań i umieścili na próbę w kioskach Ruchu. W ciągu kilku dni sprzedało się sto tysięcy egzemplarzy. Dla porównania – pierwszy amerykański „Playboy” z kolorowymi rozbieranymi zdjęciami Marilyn Monroe rozszedł się w 1953 roku w pięćdziesięciu trzech tysiącach sztuk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.