Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Gniew Oceanu

Francja, Normandia, jej stolica – Rouen (tu mamy hotel). Rankiem spacer, wieczorem kawka (kelner bez pytania przynosi rogalik).:

Poza tym w Rouen spalili biedną Joannę. W tym miejscu stoi kościół, pomnik, itd., ale też nieopodal byłego stosu kręci się karuzela. Jakiś wiersz mi się w związku z tym nasuwa, ale – zabijcie mnie – nie zgadnę, jaki.:

Dieppe nad Atlantykiem to historyczne uzdrowisko od wieków nastawione na bogatych gości z stosunkowo niedalekiego Paryża. Akurat wiał halny – wszystkie stacje TV ostrzegały przed nim od rana. Przyjeżdżamy, patrzymy – faktycznie!:

Nieopodal, nad Atlantykiem, Pourville z tym słynnym wybrzeżem klifowym. Figuruje ono na obrazach Claude’a Moneta. Jeden z nich wisi w Muzeum w Poznaniu (skąd go jakiś czas temu w zabawny sposób skradziono, ale wrócił). Pojechaliśmy specjalnie, aby się przekonać, czy artysta się przyłożył, czy tylko „machnął widoczek”. Niestety, raczej to drugie.:

Odsłuchane w samochodzie: Simon Beckett „Wołanie grobu” (2011). Przygody policyjnego antropologa Davida Huntera na angielskich wrzosowiskach. Gdyby bohaterowie opowieści nie byli takimi idiotami, jak są, 2/3 powieści należałoby wyrzucić. A tak – czytamy o ich beznadziejnym zmaganiu z losem i z mordercami…:

D-day

Francja, Normandia. Na plaży Omaha zlądowaliśmy wieczorem.:

Bo wcześniej na przygodnym wiejskim cmentarzyku westchnęliśmy za naszych zmarłych.:

Rewelacyjnie było w najstarszym tutejszym uzdrowisku, w Honfleur nad oceanem. Paryska socjeta o trzystu lat miała tu najbliżej. Teraz też.:

Katedra w Bayeux też niczego… Choć od Lichenia mogłaby się jeszcze wiele nauczyć…:

Portowy Hawr jak zwykle w wersji industrial.:

Brukselka

Bruksela. Ani mowy, że w ciagu dnia zaparkować gdziekolwiek w centrum. Miasto oglądaliśmy więc przez szybę:

Jedyne wolne miejsce udało się nam wyhaczyć koło zameczku z ekspozycją ze „światem z obrazów Pietera Breugela”. No i bonus: Bruksela oglądana z wieżyczki.:

Po ptakach

Park Wielkopolski, ścieżka dydaktyczna. Gapię się na tabliczki informacyjne, gdy dzwoni Romek Rogowiecki (Radio Wawa) i pyta o wrażenia z „Jokera”. Tak się składa, że jestem na miejscu.:

Mogę też podziwiać, jak bardzo wyrósł dąb zasadzony ręką naszego arcybiskupa. Co to jednak znaczy szczęśliwa ręka…:

Jezioro Góreckie takie, jakie powinno być pod koniec października.:

Poza tym „schody do nieba” i jeszcze parę przyjemnych rzeczy.:

Wieczorny podgląd TV. Jak zawsze – już tzw. papticze.:

No time…

W sieci już natknąłem się na reklamę książki, do której napisałem posłowie, a tymczasem od dłuższego czasu nie jestem w stanie dokończyć posłowia do kolejnej. Wersja na brudno już od dawna czeka, ale brakuje tych trzech dni, w których – poza stałymi zajęciami – mógłbym się poświęcić tylko temu.:

Sitting

Nadeszły zdjęcia z prelekcji filmowej dla pań bibliotekarek z powiatu pozmańskiego w tutejszym kinie Muza. Rzecz działa się prawie dwa tygodnie temu, ale się działa.:

Na Uczelni w sztukach pięknych dał o sobie znać najnowszy kierunek artystyczny tzw. sitting.: