Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Dzień, wspomnienie lata

+28, więc las wieczorem jeszcze dyszy od gorąca. A kamienne chodniki jeszcze po zmierzchu oddają gorąc dnia.:

Z trasy. Nowy Targ. Na rynku góralka, która czyta gazetę. Musi to być fakt doniosły, skoro doczekał się odlewu. I wspomnienia Goralenvolku.:

Kościłek w Dębnie od środka.:

Zalew między Czorsztynem i Nidzicą.:

Na wstecznym

Po kilku dniach normalnego życia – nadrabianie zaległości. Wyskoczyć można do Rosnówka wieczorem i na chwilę.:

Z trasy. Kraków, MOCAK, cd. Niezapomniany Edward Dwurnik i jest wieloptyk pod jakże mocnym tytułem „Krakusy, pokażta, co mata!”:

Poza tym rozmaite okazy, które trudno zapomnieć. Na ścianie wiersz Baczyńskiego, który natychmiast nasuwa na pamięć Ewę Demarczyk, bo wszystko się zapętla.:

Impresje

W TV nawijamy od rana:

Wieczorem dla kontrastu – jezioro Rosnowieckie.:

Z trasy. Wieliczka. Znany jeszcze z dzieciństwa (bywałem w delegacji jako ministrant) klasztor O.O. Reformatów w Wieliczce. Z grobem sługi bożego, brata Alojzego Kosiby (w filmie grał go Artur Barciś).:

W Centrum Sztuki MOCAK w Krakowie wystawa o II wojnie. Plakaty antysemickie (polskie i niemieckie). Jak się czyta posty pod byle artykułem w sieci, to zaraz zjawi się (qusi)cytat z któregoś.:

Mix

Kraków. Cmentarz Rakowicki. Grób Ewy Demarczyk. Musieliśmy tam wstąpić. Równo w miesiąc po „wypadzie na dzień do Tomaszowa”…:

Kraków. Muzeum Narodowe. Akcesoria i biżuteria żałobna z XIX w. z czasów nieudanych powstań narodowych. Niedługo będzie jak znalazł.:

Kraków. Kawa na „penthouse” domu handlowego „Jubilat”.:

Katowice. Muzeum Śląskie. Tu można z kolei poczuć się uwięzionym w cyfrach.:

I centrum Katowic ze szczytu szybu górniczego + lampka zasłużonego (przez Dorotę) górniczego piwa.:

Kentucky

O poranku nie było dyskusji: pielgrzymka do Kalwarii Zebrzydowskiej.:

A potem było jeszcze gruntowniej: Wadowice. W menu to, co się narzuca.:

Kęty, czyli polskie Kentucky. Szukaliśmy naszego ulubionego klasztoru o.o. Reformatów, ale tym razem nie znaleźliśmy. To znak!:

Bielsko-Biała, Muzeum. Ten obraz Pawła Warchoła (mój równolatek) nosi tytuł „Fioletowy odpał I” (2001). W tamtym czasie – tak los zrządził – że też miałem niezłe odpały, ale do fioletu nigdy nie doszedłem. Zawsze wolałem białe niż kolorowe. Martwię się, że umrę i nigdy nie zobaczę „Fioletowego odpału II”…:

Obiad na rynku w B.B.:

Istebna po dożynkach.:

Koniaków. Przełęcz.:

Żywiec, ostatnia kawa.:

Nihil novi

Widok na Tatry z Gubałówki, niestety, zawsze taki sam… Na prowadzącą do kolejki „Aleję kożuchów” – też.:

Kawa i słodycze tym razem na rynku w Nowym Targu.:

Kościółek w Dębnie też taki sam, choć bez Janosika, który brał w nim ślub.:

Pod Trzema Koronami po Dunajcu suną łodzie. Jak zawsze…:

Kolacja w Szczawnicy w historycznej willi Marta. Nawet portretu Franciszka Józefa nie zdążyli jeszcze usunąć.:

Piekło liter

Po raz kolejny nasz ulubiony hotelik wiejski w Krzywaczce – w bok od zakopianki.:

Wioseczka Hucisko (poniżej Wieliczki), letni dom pracy i wypoczynku Tadeusza Kantora (oczywiście zamknięty) z tym wielkim betonowym krzesłem.:

W krakowskim Centrum Sztuki MOCAK – ta sama co zawsze instalacja Bałki „7 + 1”. Przypominam, że to siódme kolisko co jakiś czas zaczyna się kręcić. Co obsewuję regularnie od 7-8 lat. Miło, że w tym nietrwałym życiu są jednak rzeczy, które się nie zmieniają.:

No i ja sam w tym samym co zawsze piekle liter.:

Na krakowskim Rynku niby to samo co zwykle, tylko wszystkiego mniej.:

Wieczorem w hotelu kawałek z telewizora. W okolicach Krakowa to wszystko jakby w nawiasie.:

3 x P

Przesiedziane, przestukane, przeoglądane.
Z radia pytanie o poznański festiwal filmów LGBT. Ale tylko dwa ponoć bywały nagradzane, więc czy w tej sytacji warto? Odpowiadam pytaniem: czy warto organizować festiwale filmów o górach, jeżeli w zestawie jest niewiele nagrodzonych?

Lass

Znów dłuższy kawałek pieszo. Las gotowy do jesieni. Takoż stojący pod lasem domek Mrs. Marple.:

Po odsłuchaniu „Prokurator Alicji Horn” w aucie obejrzeliśmy film, a raczej to, co z niego zostało (mniej niż godzina). Ale i tak wystarczy.:

TV kolejny odcinek dla Dwójki.:

Rozdziobią nas kruki, wrony…

Nareszcie – po tym całym wożeniu pupska za kierownicą – długi, uczciwy marsz brzegiem Jeziora Góreckiego. Nad polami wrony, w lasach dzięcioły. Tak pięknie, że aż nie chce się włączać słuchowiska.:

W Polsacie na temat Festiwalu w Wenecji i filmu M. Szumowskiej „Śniegu już nigdy nie będzie”, którego nikt nie widział, a jest polskim kandydatem do Oscara.:

No i ze studia dwa kroki do restauracji Brovaria na starym rynku (oczywiście – deser). Tu dumnie prezentuje się malarstwo nurtu „późny browaryzm polski”.: