Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Gdy przeżyjesz Wronki, Orzysz…

Od jakiegoś czasu miałem do naprawienia kwestie związane z przepukliną, ale ciągle były pilniejsze sprawy. Aż tu nagle w Łodzi w hotelu okazało się, że nie ma pilniejszych spraw. Piszę już jednak pozszywany, choć nie jest pewne czy definitywnie. Za wyrazy współczucia – wyrazy wdzięczności.

Na etapie rehabilitacji będziemy żyli nostalgiami z ostatniego wyjazdu. Więc – Mrągowo:

Więc – Ryn, gdzie interesujący jest nie tylko zamek krzyżacki.:

Więc – Orzysz.:

Majom rozmach…

Wszystkiego lepszego w Nowym. Niby niewiele wskazuje, że się spełni, ale obok naiwności wykazujemy też dobrą wolę – Dorota i Wiesiek.

Wczoraj w Mariampolu o ichniej północy dali kanonadę jak pod Stalingradem. Nasuwa się cytat z klasyka: „Majom rozmach…”:

Supraśl w deszczu jak całe Podlasie:

Białystok. W tamtejszym TVNie wymądrzałem się o filmach minionego i obecnego roku.:

Poza tym – Białystok jak zawsze.:

Dzień ostatni, dzień pierwszy

Wczoraj nocowaliśmy w Druskiennikach. To taki litewski Ciechocinek. Ale „willa w stylu angielskim” nie oferowała internetu (wbrew obietnicom). Rankiem pierwsze kroki skierowaliśmy do parku komunizmu w pobliskim Grutas. Bo kto jak nie my odwiedzi w taki dzień tych wszystkich Leninów i Stalinów rozstawionych w lesie?:

W Wilnie, na centralnym placu, u wylotu Prospektu Gedymina, jak zwykle jarmark, żeby Dorota mogła się pokrzepić grzanym winem.:

Zaraz po winie w jedyne możliwe w tej sytuacji miejsce – do Ostrej Bramy. Modlić się o trzeźwość narodu (w tym własną). Tu wzmiankuję (wbrew zaleceniom Pisma), że daliśmy jałmużnę. Pierwsza propozycja była, by zasilić kościelną skarbonkę, ale szybko upadła. Zasilona została natomiast pani, którą (jako drobny przecinek) widać klęczącą w bramie po prawej stronie. Pani miała twarz koloru fioletu, a nos purpurowy (zapewne od zimna), więc była osobą naprawdę potrzebującą.:

Na Sylwestra wybraliśmy miasteczko Mariampol, w którym zatrzymujemy się przy każdej okazji z powodu, że nie ma tu literalnie nic do obejrzenia. Za to my mamy widok na główny plac miasta (tu północ godzinę wcześniej niż u nas). Na parkingu hotelu „Mercure” na Dorotę czekało nawet zarezerowane miejsce (po raz pierwszy tak nas honorują!):

Czytam, że nie żyje profesor Jan Sandorski z Wydziału Prawa na UAM. Wiadomość na pierwszych miejscach we wszystkich witrynach. Przyjąłem ją ze smutkiem. Z panem profesorem przez kilka sezonów w jednej komisji pytaliśmy kandydatów na Prawo. Profesor z historii, ja z literatury. Często odchodziliśmy od wylosowanych pytań i wdawaliśmy się ze studentami w rozmowy, na tematy, jakie były im bliższe. Żeby nie przepadł kto inteligentny i pracowity tylko dlatego, że mu nie podeszło pytanie. Cóż to była za jazda! Profesor – spotkany po latach – wspominał ją z rozrzewnieniem…:

Internet:

Ludzie na prowincji mają własne spojrzenie na politykę czyli na otaczającą nas rzeczywistość, zamiast TVN włączają myślenie i dlatego dokonują modrych wyborów.

Chwilówki

Taki tytuł nosił obraz, który podziwialiśmy w Elbląskiej Galerii El w byłym kościele.:

 

Frombork. W Muzeum Kopernika m.in. portrety dawnych pastorów na tych ziemiach. Czy to nie czasem jakiś przodek Olbrychskiego?

W niedalekim muzeum dawnej medycyny same cuda. Śmierć łudząco podobna do UFO i strój grabarza w dobie epidemii.:

Braniewo. Misje kościelne nazywają się tu: „Mission”. Impossible? Reszta dokładnie taka, jaką zostawiliśmy trzy lata temu.:

Orneta – serce Europy:

Próbowaliśmy zamówić bilety do Teatru Jaracza w Olsztynie. Okazało się – nie ma, premiera. Ale miła pani z kasy zadzwoniła wczoraj, że ktoś oddał dwa bilety, proszę podać nazwisko i można się po nie zgłosić w kasie. Zgłaszamy się, a tu nikt się nie chce przyznać, że do nas dzwonił i biletów oczywiście nie ma. Pozostała olsztyńska starówka.:

Flash

Odchodzą ludzie, z którymi dane było mi się zetknąć. Ryszard Marek Groński. Jego felietony czytałem zdanie po zdaniu. Pisał je jak monolog kabaretowy. Co zdanie to puenta…
Biskup Tadeusz Pieronek. Raz robiłem wywiad w siedzibie episkopatu w Warszawie. W trakcie opieprzył siostrę zakonną, że nie podała dziennikarzowi nic do picia (w sensie kawy, oczywiście).
Właśnie dowiedziałem się, że zmarł wybitny pisarz izraelski Amos Oz. Robiłem rozmowę. Przemiły człowiek.
R.I.P.

A życie się toczy. Angora przedrukowła mój tekst o zwyczajach bożonarodzeniowych z Przeglądu. Miło dostać dwa honoraria za ten sam kawałek.:

Trójmiasto we fleszach. Gdynia – molo.:

Sopot. Molo (im. Jana Pawła II oczywiście).:

Przy molo napoje rozgrzewające. Nareszcie coś dla mnie: żołądkowa gorzka z kotła.:

Dorota w jakże właściwym dla niej gustownej oprawie.:

Takoż ja.:

Muzeum Sopotu. Tak urzędował Eugeniusz Kwiatkowski.:

Słynny falowiec na Zaspie.:

Tu w bibliotece – wystawa świętych obrazków. Cóż, moja mama miała ich więcej w książeczce do nabożeństwa…

Ale nie to było tam najważniejsze. Dorota już dziś zażyczyła sobie analogicznej tablicy pamiątkowej.:

Wieczorem Teatr Gombrowicza w Gdyni. „Być jak Krzysztof Krawczyk”.:

Ale osobna przyjemność – zobaczyć na żywo pana Eugeniusza Krzysztofa Kujawskiego. To on lubił odwiedzać nocne lokale w towarzystwie porucznika Klossa.

Po sezonie

Mierzeja Wiślana. Krynica Morska. W całym posezonowym smutku. Ale wygląda bez porównania lepiej niż w letnim szczycie urlopowym.:

Unikatowe molo – połączenie drogi na pastwisko pod Sochaczewem i wybiegu na rewii mody.:

W tym całym opuszczeniu najbardziej wzruszył mnie ten bezrobotny goryl z wesołego miasteczka.:

Duchowa adopcja

W przyrodzie szaro, buro i ponuro.

Wczorajsze Konarzewo. A mnie się czasem wydaje, że mam sporo na głowie.:

W kruchcie zachęta do duchowej adopcji kapłanów. Sam chętnie by zaadoptował, ale moi faworyci: Głódź, Paetz czy Rydzyk są już zapewne gruntownie zaadoptowani…:

Internet (prawy):

Trzeba bronić się przed lewactwem unijnym i przed muzułmanami . No i przed masonami .