Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Ain’t no sunshine

W przyrodzie sama burość i ponurość.:

Lesie pod Komornikami to dopiero musiał być Sylwester!:

Poza tym otwierają się nowe możliwości. Zamiast łazić w Komornikach bezproduktywnie, mógłbym chodzić do pracy.:

TVN 24 w temacie Złotych Globów. Czekaliśmy na wejście na antenę i kolega operator, którego prosiłem, by pstryknął fotkę, trochę się nudził…:

Zaszłości. Delft, Holandia. I strona z Małej Encyklopedii PWN, w której zobaczyłem je po raz pierwszy – pół wieku temu.:

Tu byłem. Fabian

Wyż Fabian był łaskaw sprowadzić nieco słonecznej pogody, więc południowa Wielkopolska. Przemęt, byłe opactwo cysterskie. W historii wzmianki o św. Bernardzie, po którego śladach błądziliśmy ledwie tydzień temu. No i współczesna wersja św. Krzysztofa.:

Boszkowo i okolice – leszczyńska Riviera.:

Górka Duchowna, „wielkopolska Częstochowa”. W kruchcie kościoła ostry promień popołudniowego światła pada na wizerunek mojego ulubionego świętego: Izydora Oracza. Święty się modli, a całą robotę odwalają za niego anioły.:

Osieczna z jej wiatrakami. Fotkę z serii: Pradziadek …. machnąłem z ręki. :

Krzywiń jest koło Lubinia.:

A Lubiń koło Krzywinia.:

Nieopodal Kościana przybytek zbudowany dla celów kursokonferencyjnych. Dowód, że idee Walta Disneya są wiecznie żywe.:

Różowa studzienka

Pogoda jak obrazie Stanisława Czajkowskiego „Ziemia” (1910), więc wielkiego wyboru nie ma…:

W poznańskim Muzeum z dawna odkładana wystawa. Odpryskowo: Picasso, Warhol, Mondrian.:

 

Na osobną uwagę zasługuje dzieło Henryka Tomaszewskiego „Projekt wklejki do >Książki zażaleń<„.:

Poza tym – starzy znajomi.:

Po drodze zerknąłem do EMPiKu, żeby się przekonać, co jest na literackiem topie.:

Na ścieżkach

Rankiem jakieś 50 stron tekstu do kamery, a potem to już jeziora i jeziora.:

Trochę zaszłości z wyjazdu. Gwiazdka na każdym kroku. W Ostendzie postawili na środku plaży puszczę jodłową. Ale zwykłego wariactwa to już wszędzie pełno. Spotkałem także jedną jedyną jodełkę pod śniegiem. W Luksemburgu, w kawiarni.:

W księgarniach nie wypatrzyłem prozy naszej noblistki, ale bajka McCartneya jest wszędzie.:

Odsłuchane w samochodzie. „Sherlock Holmes i skandal w Czechach”. Już było, na szczęście sporo zapomniałem…:

… w domu najlepiej.

W drodze powrotnej na ojczyzny łono – kawałek Magdeburga.:

W domu jeszcze końcówka stand upu w poznańskiej TV.:

Potem coś dla Dwójki i – spać!:

Odsłuchane w samochodzie (ok. 20 godzin!).:

Drugorzędny brytyjski kryminał (u nas 1993). Dziewczyna ginie bez śladu na Rodos i podstarzały pijaczek próbuje ją odnaleźć wbrew wszystkim i wszystkiemu. Jak w pierwszym akcie pojawia się strzelba, to – wiadomo. Nagranie dla niewidomych (18 kaset, teraz oczywiście nagrane longiem, ale każda strona kasety jest zapowiadana), czyta Mirosław Utta. Kojarzy sie miło z taśmami VHS.

Pierwsze godziny

Noworoczny poranek w Rotterdamie. Miasto usiłuje się pozbierać po Sylwestrze. Podziwiam zwłaszcza tego pana w podkoszulku (+ 1).:

Gouda.:

Utrecht.:

Arnhem. Wieczorna kawa (dla Doroty oczywiście piwo) w kawiarence przy kinie.:

Odsłuchane w samochodzie: Agata Christie „Próba niewinności”:

Mniej udany kawałek. Potrójne wałkowanie tych samych wydarzeń. Spekulacje zamiast działania. W samochodzie usypia.

Happy?

Wszystkim Gościom – obfitości tego, co byłoby dla Nich najlepsze. Czyli niekoniecznie tego, czego sobie życzą.
Dorota i Wiesiek

Holandia. Przez kolejne miasta. Delft. Miasto znam z obrazów Jana Vermeera dzięki Małej Encyklopedii PWN od lat pięćdziesięciu. Tym chętniej pstrykam sobie fotkę jako „Dziewczyna z perłą”.:

Haga. Posągi wybitnych prawników przed Trybunałem Sprawiedliwości: XVI – XVIII wiek. My wtedy nie miewaliśmy wybitnych prawników. Za to bohaterów pod dostatkiem. Poza tym mnóstwo ważnych gmachów, bo ciągle ktoś prosi, by mu zrobić zdjęcie na ich tle.:

Lejda. Znana z „butelki lejdejsiej” oraz paru innych rzeczy. Plus pradziadek…:

Haarlem. Nerwowo, bo za parę godzin Sylwester.:

A nasz Sylwester w miasteczku Gorinchem (środkowa Holandia), gdzie mamy hotel. Litościwa mgła już jest na miejscu.:

Lux

Wielkie Księstwo Luksemburga. Clervaux. Słynne opactwo, z świętym Bernardem i zamczyskiem. Plus pradziadek przy saniach.:

Luksemburg. Diekirch. Tutaj, jak wszędzie w okolicy, kultywują pamięć bitwy o Ardeny.:

Luksemburg. Echtermach. Miasteczko wokół opactwa. Lasy, lasy, lasy, więc centrum turystyki i wypoczynku.:

I Luksemburg. W Luksemburgu na sam zmierzch (tu zapada godzinę wcześniej niż w Polsce). Wszędzie nic tylko przedsylwestrowa gorączka.:

 

Benelux

Dunkierka. Normandia. Francja. W niedzielny poranek port odpoczywa.:

Ostenda. Belgia. Taki ichni Sopot. Niekończące się bulwary. Za tym morzem jest Dover.:

Brugia. Belgia. Taki ichni Kraków. Nie pojmuję, jak tyle ludzi może się pomieścic w jednym miasteczku?: