Archiwa kategorii: Co niesie dzień

Reims

Reims:

Na frontonie katedry „rzygacz”, obok niego król Dawid, który gra Panu na Harfie. Wczoraj w paryskim metrze chłopak grał na gitarze. Jak tylko usłyszałem: „I’d heard there was a secret chord/ That David played and it pleased the Lord”, wsunąłem mu w czapkę parę euro.:

Belgia. Bouillon. Zamek, z którego Godfryd z Buillon wyruszył na Pierwszą Krzyżową. W deszczu, ale zawsze.:

Nad dachami Paryża

Dorota nie mogła znieść, iż zadowalamy się byle jakimi kasztanami zamiast udać się do źródła. Więc:

A potem to już jak wycieczka ze Szreniawy. Cmentarz Père-Lachaise. Nieźle nas prześcigał, a i to dotarliśmy do nielicznego grona Wielkich Nieobecnych.:

W Centre Pompidou wystaliśmy się w półkilometrowej kolejce. I spędziliśmy trzy godziny, a należałoby trzy dni. Jak zresztą w każdym z tych miejsc.:

Stąd Paryż ściele się u stóp.:

I – wiadomo – Dzielnica Łacińska. A tu – też wiadomo:

Najlepsze kasztany

Do tych najlepszych dzisiaj nie dotarliśmy, ale te z Parku Kellermanna też są niezłe.

Nie dotarliśmy, bo centrum Paryża sparaliżowane przez protesty. Część linii metra zamknięta, więc trochę się poszastaliśmy po mieście. Nie pamiętam, kiedy tyle jeździłem transportem publicznym.

Zmarła Izabela Skrybant +. Pamelo, żegnaj!

Słuszną linię ma nasza władza

Ranek w Pradze wstał promienny. Teraz?! Miał być wieczorny Paryż, ale dotarliśmy na noc – trzy godziny zabrał korek na autostradzie w Niemczech (Unfall!). No więc decydujemy, że powitalnego szampana wypijemy w hotelu. Aby nabyć go drogą kupna jedziemy na stację, a tu pan przeprasza, ale po 18.00 nie wolno im sprzedawać alkoholu! Ludzie! My przyjechaliśmy z kraju, gdzie stacja benzynowa jest w takiej sytuacji ostatnią (i pewną!) deską ratunku. A tu – dzicz! Wreszcie wytłumaczyłem panu sprzedawcy, żeby się nie ośmieszał i sprzedał. Spod lady! A w ubikacji reklama rozpanoszona do granic. O nie! Ta Unia zdecydowanie wymaga gruntownej reformy. Prezes wie, co mówi! Popieram obiema rękami!

Ukončete prosím výstup a nástup, dveře se zavírají

W Pradze leje. Nawet na zdjęciu w hotelu Most Karola po ulewie. Dorota miała umówione spotkanie z Marksem & Spencerem, a ja miałem się delektować tymczasem w pobliskim Muzeum Narodowym (świeżo po remoncie). Ale – może z powodu deszczu – kolejka do kasy była tak absurdalnie długa, że skończyło się na kawie w Starbucksie. A dyskusja o sztuce to dopiero po powrocie do hotelu.:

Niedziela konwencjonalna

Zanim zajęcia z panami policjantami (zaoczni) – zwykły sobie las. Na zajęciach z języka wypowiedzi prasowej ćwiczyliśmy opis. W tym przypadku – opis naszej sali wykładowej. Jeden z panów mówi, że ma zasadnicze trudności w opisywaniu metodą luźnych skojarzeń, ponieważ jest technikiem kryminalistycznym i opisy sporządza na co dzień. Z tym, że muszą być maksymalnie drobiazgowe i rzeczowe. A tu mu nagle każą, żeby było odwrotnie…:

Rzadko mogę sobie pozwolić na czytanie czegoś dla czystej przyjemności. Ale zdarza się. Julia Hartwig: „Poezja jest dowodem na istnienie chwili”.:

Kolejna niedziela konwencji.:

„… tak się nagle zachmurzyło”

W redakcji „Głosu Wielkopolskiego” kameralny koncert upamiętniający rocznicę występu w tym budynku zespołu Krzysztofa Komedy w czasach, kiedy nie był on sławą nawet na miarę Poznania. Początek: „Ze świata czterech stron…”, na bis: wiadoma kołysanka.:

Na ulicach mnóstwo ludzi odstających wyglądem. W Poznaniu dzisiaj trzy imprezy. Zlot miłośników fantastyki Pyrkon, Konwencja PiS i Koalicji Europejskiej. Na którą imprezę wybierają się ci rodacy?:

Po lasach stabilnie. Podniosłem nawet ze ścieżki kamyk, który czekał tam na mnie jakiś milion lat. I w końcu się doczekał.:

Życie polityczne:
„>To próba osłabienia amerykańskiej obecności w Polsce< – mówi Joanna Lichocka, kandydatka PiS do europarlamentu pytana o incydent w Pruchniku”.

Kto to jest Kudłaty?

Las suchy jak pieprz (+29). Ale kwitnie literatura nadrzewna (czy to ten Kudłaty z „Kilera”?); kamienie się piętrzą na skraju pól; jary ścielą się tuż za krawędzią. Itp., itd.:

Wczoraj na witrynie lokalu a la PRL (ul. Wrocławska) dekoracja wiosenna.:

W sieci mnóstwo interesujących głosów na temat bieżącego życia publicznego. Wyrzucam sobie, że tak rzadko się zagłębiam…:
„Ufam, że Polacy jeszcze ockną się z judeo-lewackiego Matrixa i oddadzą głoś na prawdziwie prawicowych, Białych Polaków, dla których nie istnieją zgniłe kompromisy i nie istnieje pojecie współpracy z wrogim nam żydostwem”.

„PiS raczej wygra wybory, przynajmniej te parlamentarne. Dlaczego? Bo piątka Kaczyńskiego wchodzi w życie w lipcu a podwyższona akcyza na alkohol, papierosy i paliwo planowana jest dopiero na styczeń 2020”

Wczoraj obejrzałem swój program o kinie w TVP Poznań dopiero w nocy, z komputera. Ale nawet bez obrzydzenia.:

Traktory zdobędą wiosnę!

Na Osiedlu Poetów w Komornikach funkcjonuje policja sąsiedzka. Wiadomo, że poeci (i miłośnicy poezji) śpią na forsie, co kusi. A może zachodzi obawa, że poeta okradnie poetę. Toż to niepodobna!:

W powietrzu + 24. Pył znad Sahary pokrył samochód gruntownie (świeżo z myjni przybywszy). Ale w lasach klimat umiarkowany.:

Kolejne zawirowanie wokół Bonda:

Głos Wągrowiecki.:

„… przed wzruszeniem trudno się obronić”

Wzruszenie dopadło mnie, gdy wróciliśmy z rodzinych celebracji na Pomorzu Zachodnim. Nie spodziewałem się bowiem, iż miasteczko Pruchnik, w którym byłem setki razy, ponieważ jest oddalone od mojego macierzystego Jarosławia (Podkarpacie) zaledwie o 20 km, będzie na ustach całej Polski, a w jakimś sensie i świata. Poprzednio o Pruchniku mówiło się szerzej ze 20 lat temu, gdy zastrzelono generała policji Marka Papałę, kolegę z równoległej klasy licealnej. Marek dojeżdżał do jarosławskiego Liceum z Pruchnika (ma tam na cmentarzu piękny grobowiec). I teraz taka niespodzianka na same święta. A przecież w Pruchniku byliśmy z Dorotą ledwie miesiąc temu i nic nie zapowiadało tak doniosłych wydarzeń. A może to my nie patrzyliśmy wystarczająco uważnie..?