Bossa novy Antonio Carlosa Jobima

 

Te z „Czarnego Orfeusza” i następne. Nastrój niedzielnego popołudnia w małym miasteczku gdzieś tak około roku 1967. I ten facet nie śpiewa. On mruczy jak stary, leniwy kocur. Tylko, że to nie tylko nie przeszkadza, ale pozwala jeszcze obszerniej rozwalić się na kanapie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *