„Biały miś…”

Okoliczności leśno-jeziorne jak co dzień.:

„W małym kinie…” Wyrównywanie repertuaru. „Wesele”. Mawiałem z przekąsem (także do kamery), że Smarzowski „kręci swoje filmy siekierą”. Dziś jestem zdania, że tak po prostu trzeba.:

Odsłuchane po lasach. I po latach. John le Carré „Uciec z zimna” (1963). Wszystko wiadomo. Dla niewidomych czytał (prawie 8 godzin) Henryk Pijanowski.:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.