+ 34

Polem, lasem, wysokim brzegiem Jeziora Dymaczewskiego. Zapach rozgrzanego igliwia i topiącej się żywicy zatyka dech. Chcieliście lipiec, no to go macie!.:

Jeszcze Białystok. Muzeum Malarstwa na Rynku. Miniatury pejzażowe – Jan (nie Tadeusz) Stanisławski i koledzy. Standard, ale oko odpoczywa. Zwłaszcza, że dzień wcześniej wokół Muzeum było gorąco. I spory dotyczyły kolorów, choć nie na obrazach.:

3 przemyślenia nt. „+ 34

  1. Skumbrie w tomacie. Nb ta trasa wokół jeziora stanie się niebawem (nie bójmy się tego słowa) kultowa. Będą wycieczki śladami Wiesława Kota.

  2. Jezioro kojarzy mi się z kolegą z pracy o podobnym nazwisku. Unikałem go, jak mogłem, bo uparł się, by mnie – nie wiem dlaczego – zapisać do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Na uczelni był zatrudniony jako nieformalny „przyjaciel młodzieży”. Miał własny pokoik, ułatwiał studentom kontakty z wykładowcami w momentach krytycznych. Ze mną nie, bo do sytuacji „krytycznych” nie dopuszczam. Z którego to powodu jestem przez słuchaczy traktowany pobłażliwie, jako okaz zabawny i nieszkodliwy. W każdym razie w pewnym momencie uczelnia wdrożyła cięcia – powtarzam powszechną opinię – i nie mogła już sobie pozwolić na zatrudnianie kolegi na dotychczasowym stanowisku. Zaproponowała mu funkcję szatniarza. Nie zniósł tego ciosu. Zmarł.
    Spacer wysokim brzegiem Jeziora Dymaczewskiego zawsze zaczynam od westchnienia za Jego duszę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *