Miesięczne archiwum: Marzec 2020

Ad absurdum

Krzysztof Penderecki R.I.P. Robiłem raz wywiad w dworku pod Krakowem. Mistrz chciał jeszcze pokazać zaprojektowaną przez siebie aleję drzew, ale zapadł zmierzch…

Przeczytane na portalu Fronda.pl: „Znany teolog i dogmatyk , ks. Roman Rogowski podczas misji w Wietnamie spotkał się z proroctwem mnicha zwanego patriarchą Cholonu. Przepowiednia mnicha dotyczyła Polaków i Chińczyków… Przybywszy na spotkanie, mnich zwrócił się do ks. Rogowskiego z następującym proroctwem: „Widzę wszechświat w jego prostocie. Sięgam myślą do końca bytu. Ten, który jest wszystkim, udziela mi światła. Widzę więc moje Chiny, widzę świat. Na świecie tylko dwa narody – chiński i polski.”
Polski to chyba tylko po to, by „China Shops” miały jakąś klientelę…

Obejrzane dzięki… itd. Przybora & Wasowski „Divertimento Op. 7”. Ta odmiana absurdu i groteski się nie starzeje.:

Obejrzane dzięki… itd. „Skradziona kolekcja”, reż. Jan Batory 1979. Według J. Chmielewskiej. Jakoś niezręcznie śmiać się klinicznych idiotów…:

Jest taki samotny dąb

Rzut oka na kwarantannę nad brzegami jeziora Jarosławieckiego i na rogalińskie dęby polne.:

Obejrzane dzięki itd. „Milion za Laurę” (’71), komedia bigbitowa. Tak absurdalne, że aż interesujące. No i na ekranie tak z 50 prominnetnych osób filmu i show biznesu tamtych lat. Na parę sekund nawet Anna Jantar zanim jeszcze rozpoczęła właściwą karierę.:

Ubique

Ostatnie nagrania w radiu. Od jutra wpuszczają już tylko bezpośrednią obsługę anteny. Następne nagrania w studiu domowym – profesjonalny sprzęt został już zakupiony dzięki łaskawości Allegro.
Wieczór w lesie pod Szreniawą. Tu widać, jak powszednie ceremonie domowe przenoszą się na obrzeża leśne.:

Filmy z puli koronowirusa. „Wyspa złoczyńców” z Panem Samochodzikiem. Pamiętam jak oglądałem ten film w Kłodzku w trakcie „ciemnej nocy stanu wojennego”. Łaziłem po Gorach Bardzkich, Bystrzyckich czy po Masywie Śnieżnika, nie pamiętam. Bo co lepszego było w tym kraju do roboty (podobnie zresztą jak dziś). W Kłodzku rozbiłem się na polu namiotowym i by jakoś przepękać do nocy poszedłem do kina, które przy pustej sali wyświetlało tę – już wówczas – ramotę. Pamiętam, że kiedy rankiem wyszedłem z namiotu zobaczyłem na trawie lekki szron. Kierownik powiedział, że zamyka interes i ode mnie ze względu na ten pogodowy dyskomfort pieniędzy nie weźmie. Wsiadłem w autobus i pojechałem w Karkonosze, które okazały się zamknięte, bo szlaki przebiegały granicą z Czechami i jeszcze by ktos próbował tam uciec po azyl polityczny…
To w tym filmie Joanna Jędryka tak liże loda na rynku w Kazimierzu, że powinni to pokazywać wyłącznie po 22.00. A film był dla młodzieży!:

Philip K. Dick „Ubik”

Philip K. Dick „Ubik”:

Zawsze chciałem przeczytać, nigdy jakoś nie było czasu. Wizja rozhustanego czasu. Widać, że pisane po amfie, LSD i czym tam jeszcze i podlewane – wiadomo. Ale uzysk wyobraźni też niewąski.
Cytaty:

Herbert Schoenheit von Vogelsang, jako właściciel Moratorium Ukochanych Współbraci, oczywiście zawsze przychodził do pracy wcześniej niż jego pracownicy. O tej porze ruch w chłodnym, odbijającym odgłosy wnętrzu budynku dopiero się zaczynał. W recepcji oczekiwał z kwitem w ręku zatroskany, wyglądający na księdza mężczyzna w bardzo ciemnych okularach. Miał na sobie kurtkę z kociego futra i żółte, ostro zakończone buty. Najwyraźniej zjawił się, by korzystając z wolnego od pracy dnia, odwiedzić jakiegoś krewnego. Zbliżało się Święto Zmartwychwstania, dzień poświęcony oficjalnie osobom na wpół żywym. Należało oczekiwać, że już niedługo zacznie się ruch.

… podszedł więc energicznym krokiem do drzwi wejściowych apartamentu, przekręcił gałkę i odsunął zasuwę. – Proszę o pięć centów – powiedziały drzwi, nie otwierając się. Przeszukał kieszenie, ale nie znalazł w nich już żadnych monet – ani jednego centa. – Zapłacę jutro – powiedział do drzwi. Znów próbował kręcić gałką, ale drzwi wciąż były szczelnie zamknięte. – Pieniądze, które ci daję, to w gruncie rzeczy napiwek. Nie mam obowiązku ci płacić! – Jestem odmiennego zdania – odparły drzwi. – Proszę sprawdzić w kontrakcie, który podpisał pan, kupując ten apartament.

Tymczasem, myślał dalej, nasz świat zamiera, cofa się we własną przeszłość, demonstruje na zewnątrz realia minionych etapów swego rozwoju. Być może, obudziwszy się pod koniec tygodnia, zobaczymy, że po Piątej Alei jeżdżą, dzwoniąc, staromodne tramwaje. „Trolley Dodgers” – zastanawiał się, co oznaczają te słowa. Zarzucona nazwa, pochodząca z przeszłości, pojawiła się w jego świadomości jako mgliste wspomnienie, wypierające obecną rzeczywistość. Pod wpływem tego niejasnego, subiektywnego przecież odczucia poczuł się nieswojo: zjawisko, jakiego nigdy dotąd nie przeżył, stało się nagle zbyt realne.

Proces cofania się w czasie przybiera na sile: archaiczne obiekty wdzierają się w nasz świat szybciej, niż nam się zdawało. Teraz każdy przeskok obejmuje jeden wiek. Winda, którą widzieliśmy, musiała mieć co najmniej sto lat.

Joe poczuł się nagle jak bezradna ćma, obijająca się o szybę rzeczywistości, znajdująca się na zewnątrz, bez możliwości ujrzenia, co jest w środku.

W każdym przedmiocie, rozmyślał Joe, muszą żyć w jakiś szczątkowy sposób jego formy poprzednie. Przeszłość – choć ukryta pod powierzchnią, utajona – tkwi tam w dalszym ciągu i może wynurzyć się na światło dzienne, gdy tylko narosłe później formy znikną w jakiś niefortunny i nieprzewidziany sposób. Mężczyzna nie zawiera w sobie młodego chłopca, lecz wcześniej żyjących mężczyzn, myślał Joe.

A więc co twoim zdaniem zrobiliśmy? Posunęliśmy się w czasie naprzód? – Nie ruszyliśmy się z miejsca – powiedział Joe. – Jesteśmy tam, gdzie byliśmy zawsze. Ale z jakiegoś powodu… istnieje wiele możliwych przyczyn… rzeczywistość przeszła proces regresji; straciła dotychczasowe trwałe punkty oparcia i cofnęła się do poprzedniego etapu. Do etapu, na jakim znajdowała się pięćdziesiąt trzy lata temu. Może zresztą nastąpić jej dalszy regres.

Zgodziliśmy się wziąć ze sobą Pat Conley, nieznajomą kobietę, której zdolności nie pojmowaliśmy; być może nawet Hollis nie wie, na czym one polegają. W każdym razie łączą się one z umiejętnością wskrzeszania przeszłości; nie jest to jednak w gruncie rzeczy umiejętność poruszania się w czasie… nie potrafi ona na przykład wybiec w przyszłość. W pewnym sensie nie umie również cofać się w przeszłość; jej zdolność… o ile jestem w stanie to pojąć… polega na wywoływaniu procesu odwrotnego, który odsłania minione etapy kształtowania się rzeczywistości.

Polem, lasem…

+ 10, osiem kiloemtrów po pustym.:

A tak chętnie bym, jak te kotki. Obalił flaszeczkę i odpoczął pod krzaczkiem.:

Rankiem nagrania w TV, oczywiście po pomiarze temaperatury i pod pisaniu oświadczenia, że nie wróciłem, nie jestem i nie stykałem się z nikim kto by ewentualnie mógł być itd.:

Raz po raz czytam w sieci informacje, które krzepią i pozwalają zachować pogodę ducha (choć same w sobie raczej zabawne nie są). „W środę do jednej z mieszkanek Jarocina zostały wezwane trzy zastępy straży pożarnej, policja oraz karetka pogotowia. Służby pojawiły się u niej po zgłoszeniu, które sugerowało, że kobieta może być zakażona koronawirusem. – Pijana kobieta dzwoni na nr 112, bo koleżanka nie oddycha, bo wróciła w ubiegłym tygodniu z Niemiec. Po przyjeździe służb, agresja w stosunku do strażaków, którzy wchodzą w specjalistycznych, ochronnych kombinezonach. Krótka rozmowa i okazuje się, że koleżanka w Niemczech była, ale rok temu. Że nie straciła przytomności, tylko też jest kompletnie pijana, że zgłaszającą boli ręka, ale w sumie to do szpitala nie pojedzie, bo został jeszcze alkohol – informują funkcjonariusze z komendy powiatowej policji w Jarocinie”.

Obejrzane dzięki wirusowi itd. Serial „Święty”, odcinek 40. – „Przyjęcie z cudowną herbatą”.: