xXx

 

Oglądamy takie, żeby  mniej więcej wiedzieć, co się dzieje tam, gdzie zazwyczaj nie zaglądamy.
Kolejna wersja „Parszywej dwunastki”. Wyrzutek i kryminalista, ale bystry i umięśniony dostaje szansę. Ma wykonać misję na granicy opłacalności. Jak zginie, nikt nie będzie po nim płakał. Chodzi o rosyjską broń biologiczną.
Gwiazda: Vin Diesel. Góra mięśni. Ręce całe w tatuażach.
Analogie do Bonda, choć wszystko tu odmienne. W muzyce zamiast songów łomot tępych metali. Są gadżety jak od Q, ale mało wyrafinowane. No i dziewczyna – na końcu na wyspach Bora Bora, gdzie znajduje go wezwanie do nowej misji.
Wszystko nakręcone w tonacji teledysku, ale zupełnie nie trzyma napięcia. Główny bohater jakoś nie nakłania, by się z nim utożsamiać. Wrogowie ludzkości też jakoś mało  przekonujący. Fajna jest ta rosyjska agentka, która spędza czas u boku terrorysty, bo centrala w Moskwie zapomniała o niej w trakcie reorganizacji.
Akcja w Pradze. Plenery. Gdzież tam naszej Warszawie do tego… Z topografii filmowej wynika zresztą, że Praga leży w Alpach.
Melodia grana na cytrze. Ta sama, co w „Trzecim człowieku”. Tam akcja toczyła się w Wiedniu, ale z amerykańskiego punktu widzenia to nie taka wielka różnica.
Jak agenta xXx ma zdjąć snajper, to chowa się, oczywiście, za pomnik, na którym żołnierz radziecki też stoi z wycelowaną pepeszą.

„Policjant to ten facet, co ma garnitur z zasłon w motelu”.

Komenda dla terrorystów: „Schwytać szybko. Zabijać powoli.”

xXx, reż. Rob Cohen, 2002 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *