Witaj, Pamelo!

Na Święcie Świni w miejscowości Siedlec (14 tuczników na jednego mieszkańca) pod Wolsztynem fiesta była jak co roku. W centrum miasta, w miejscu zazwyczaj zarezerwowanym dla Jana Pawła, a co najmniej Kościuszki, stał sobie na cokole dorodny wieprz:

Dorota jadła kiełbaski, ja kaszankę. Na estradzie dzieci śpiewały o mamie, misiach i przedszkolu:

Nagle z wszystkich głośników rozległ się potężny ryk: melodia ze „Stawki większej niż życie”. Przy jej dźwiękach ukazał się konsumującej publiczności artysta estradowy Konjo (okazuje się, niedawno odznaczony przez IPN za walkę z komuną). Konjo w Siedlcu, „światowym epicentrum energii”, powitał „trzeci filar, budżetówkę, Nergala oraz Metallikę”, która miała zagrać na Święcie Świni o piątej nad ranem:

I wtedy dzwoni telewizja. Telewizja, jak zwykle, prosi mnie o wypowiedź tylko na najbardziej ważkie i doniosłe tematy. Tym razem prosili o kilka zdań na temat Koziołka Matołka. Ale powiedziałem, że nie będę mówił o koziołku, skoro jestem na uroczystości poświęconej świni. I wtedy właśnie musieliśmy wracać do Poznania na umówione wcześniej spotkanie. Pozostało tylko rozpamiętywanie tego, co zobaczyliśmy przed Świętem Świni. Na przykład wizyty w Muzeum Tercetu Egzotycznego w Lubiniu:

Muzeum skrzy się kolorami kostiumów, okładek płyt, instrumentów. Za najcenniejsze uważam jednak dwa stosunkowo niepozorne eksponaty. Pierwszy to autograf kultowego songu o Pameli:

A drugi – jeszcze ciekawszy – to zapis tekstu piosenki wykonywanej w języku hiszpańskim. Z tym, że – uwaga! – jest to zapis fonetyczny, ze słuchu, przy pomocy polskich liter i znaków. Cóż, zespół, który przez pół wieku krzewił kulturę hiszpańskojęzyczną na całym świecie, nie nauczył się tego języka na tyle, żeby sobie prosty tekst napisać w oryginale. A dla wielu milionów niezmiennie pozostawał ambasadorem kultury ojczyzny Cervantesa. Tylko artyści najwyższych lotów są zdolni do wywarcia tak silnej sugestii:

Po wizycie w Muzeum długo nie mogłem przyjść do siebie. Pomyślałem więc, że przejeżdżając wstąpię do znajomego dilera:

Ocean łez wylałem z powodu, iż ucichła – jak nożem uciął – kampania wymierzona w gender. Niesłusznie! Po pierwsze kampania płynie sobie własnym nurtem. Kiedy byliśmy na Kujawach, przeczytałem w miejscowej gazecie o prelekcji, w trakcie której pan prof. Jaroszyński przekonywał, iż uprawianie niektórych sportów prowadzi do defeminizacji kobiet. Upodabnia je do mężczyzn, a więc wprowadza gender. Komentująca to dziennikarka doszła do jedynie słusznego wniosku, że czołową przedstawicielką genderyzmu w Polsce jest Justyna Kowalczyk.
Przeczytałem to i od razu zacząłem się wahać. Zgłupiałem bowiem i nie wiedziałem już, która wiadomość z prasy regionalnej tego lata jest najciekawsza. Bo do tej pory byłem pewien, iż jest to informacja, że władze Ząbkowic Śląskich podjęły pewną drakońską uchwałę. Nie wolno prowadzić sprzedaży alkoholu w sklepie, który byłby oddalony od przedszkola, szkoły i kościoła mniej niż cztery metry.
Po drugie: dzisiejszy „Nasz Dziennik” przypomina o nowych zagrożeniach. Mianowicie o: transgender i o cisgender. Nadzieja wróciła.

Keanu Reeves reklamuje Kujawsko-Pomorskie hasłem „Cieszę się, że tu jestem”. Byłem ostatnio w Ciechocinku, ale nie spotkałem go. Ale pewnie dlatego, że ja bywam tam rzadziej niż on.

Arcangelo Corelli to nie jest dla mnie żaden Corelli, z imienia i nazwiska, z dorobku, z hasła w encyklopedii. To tylko plama dźwięku, która pozwala przyjemnie wystukać pewną porcję znaków na klawiaturze.
I teraz zacytuję „Pieśni”:
Ile lat nad strof tworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Beethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?
Gałczyński doznawał przy tych strofach ukojenia, a ja tylko prostego chilloutu. Podkreślam to. Zwłaszcza od czasów, kiedy dowiedziałem się, jak Jerzy Andrzejewski opisywał swoje wrażenia po muzyce poważnej. Czytałem je pilnie na ostatniej stronie zapomnianego dziś tygodnika „Literatura” (Putramenta). A potem okazało się, że pisarz nie miał słuchu za grosz, na muzyce się nie wyznawał wcale, najczęściej w ogóle nie słuchał tego, o czym pisał. A pisał, żeby sobie dodać powagi. Pomijając fakt, że był pijany na okrągło:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *