Waldemar Bawołek „Furtka przy dozorcy”

Waldemar Bawołek „Furtka przy dozorcy”:

Opowieści inteligenta, który dorabia jako krakowski hydraulik. Gdyby bardziej trzymał się realiów, a mniej powoływał się na swe wysokie oczytanie…
Cytaty:

Waldemar Bawołek: Furtka przy dozorcy
Ale ty przy pierwszym spotkaniu nie możesz powiedzieć jej, że nie jesteś bogaty, że jesteś rozwiedziony i pijesz. Tak nie można. Musisz mówić, że posiadasz wysoką kulturę słowa, jesteś życiowym optymistą, twardo stąpasz po ziemi, bez nałogów, wierny, odpowiedzialny, tolerancyjny, skromny, czuły.

Nikt za ciebie nie będzie robił dobrego wrażenia.
Do orła dodać należy nie tylko koronę, ale i krzyż; tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska będzie Polską, a Polak Polakiem. A po co mu wiedzieć, co stworzył Dante, kim był Petrarka, co charakteryzuje gotyk, renesans lub barok, kto napisał „Hamleta”, jak brzmi fuga Bacha!
Różni tu przychodzą, biznesmeni tu przychodzą, urzędnicy, zagraniczni. Zawsze nienagannie ubrani, pachnący. Kiedyś sąsiadka usłyszała od niej, że ona nie wyobraża sobie teraz w tym wszystkim męża, jak zostawia włosy w wannie, zachlapuje łazienkę, jak rzuca skarpety gdzie popadnie. Albo wraca z pracy i kładzie się na kanapie, by skakać po programach pilotem. A rozmawiając z nią dłużej, można się dowiedzieć, że jest wolna, że robi, co chce. Gdy chce sobie kupić bluzkę – nie pyta, gdy chce pójść do kina – idzie.
Zacząłem kluczyć po ulicach Azorów, patrząc na grupki mężczyzn w pełni sił, słaniających się, wystających, mamroczących. Jeden z nich jął wygrażać całemu światu. Zapewne tylko co wyszli z jednej z tych bud, które znaczą wszystkie drogi w tym kraju, w których wiszą świecidełka od producentów piwa, unosi się dym gęsty jak para w fińskiej saunie, wzbija się smród ludzki, czuć kwaśne piwo.
Jeszcze sprzątaczka jak co dzień gorzkie żale odprawia dla jego bolesnej męki. Dała ogłoszenie do gazety o pracę. Wczoraj rano męski głos w słuchawce zapytał, czy chce sprzątać. A była akurat w sklepie, nic nie słyszała, tak było głośno, więc powiedziała, że oddzwoni. Oddzwoniła. W trakcie rozmowy ustaliła warunki, wszystko wyglądało w miarę dobrze, trochę daleko, ale to już nie miało wielkiego znaczenia. Facet zapytał ja, ile za godzinę, więc odpowiedziała. Dziś rano miała tam jechać, a on znów dzwoni i pyta o strój roboczy. Powiedziała, że ma. A on na to, czy mogłaby sprzątać w krótkiej spódniczce, to on zapłaci podwójnie. Tak ją zdenerwował, tyle gadania i wszystko poszło – jak stwierdziła za przeproszeniem – się jebać.

W mieszkaniu zostawiliśmy narzędzia. Lumbago zaglądnął pod stół, tam leżą potrzebne nam stopówki. Zauważył też, że nie ma piwa, które rano tam schował.
– Komuś zaraz przypierdolę, przyznać się bez bicia.
– Ależ, Stasiu, co się stało?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.