Te wodospady liści, te listopady łez…

W powietrzu zawiesina:

Mrowiska też zawiesiły działalność:

Ostatnie grzyby czekają nie wiedzieć na co:

Liści tyle, że to już nudne:

Ale wśród nich ten jeden jedyny, niepowtarzalny „żółty, jesienny liść”:

I ten powracający nieustannie element pejzażu. Odporny na zmiany pór roku, na wahania aury, na koniunktury. Wieczny:

Dziś szedłem szlakiem im. Jana Pawła II. To najszerszy szlak w Parku (całkiem zrozumiałe), biegnie prosto jak strzelił, żadnych zygzaków, zakrętów (żeby nie poczytano to za aluzję). Jedno tylko mnie uderzyło. Chodziłem tym szlakiem już tyle razy, ale nigdy nie spotkałem na nim żadnej pielgrzymki.

Rankiem kliknąłem pilotem. W telewizji znowu Kloss. Ten serial miał tylko 18 odcinków, ale ponieważ od początku lat 70. pokazują go non stop, udziela się wrażenie, że nie ma początku ni końca.

Na Fronda.pl rozważania, czy tragedia powstania warszawskiego nie była karą Bożą za grzechy tego podobno wyjątkowo zdemoralizowanego miasta. Wskazywałyby na to m. in. objawienia s. Faustyny. W tej sytuacji rola powstańców jest co najmniej dwuznaczna. Zamiast przyjąć karę z należnym poddaniem, opierali się woli Bożej, wyrażanej w tym wypadku przez SS. Czyli – wojujący bezbożnicy! I takim stawiać pomniki?!

Spacerek przekrojowy po dorobku Burta. Choć kawałków  z puli „The best” sam wymieniłbym znacznie więcej niż mieści ta płyta. Grane ni to na dancingu, ni to w filharmonii. Bo nadają się i tu, i tu. Mój ulubiony od dziesiątków lat: „I’ll Never Fall In Love Again”. Krytyka określa ten styl mianem “baroque pop”. Burt Bacharach Orchestra “Live in Japan” (2006):

Jorgos Skolias eksperymentuje z własnym głosem. Po polsku, po grecku, po angielsku. Głos mocny, pewny, pełny. Czasami ociera się o spazmy. Bardzo wydolny, gdy śpiewa „Summertime”, „Sitting On The Dock of The Bay”, “Yesterday”. W podkładzie fortepianowym Bogdan Hołownia. „Tales” (2006):

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *