Tajemnica „koguta”

Świadkowie Jehowy mają dla mnie (via skrytka na pocztę) dwie wiadomości. Złą i dobrą. Zła jest taka, że światem rządzi szatan, a dobra, że koniec tego świata już blisko.

Czytam, że nasi narodowcy będą się uczyć współpracy z mediami u ks. Rydzyka. Ale – z jakimi mediami? Polsat i TNV to stacje „demoliberalne”, załgane i działające wbrew interesom Polski. Telewizja publiczna – jeszcze gorzej. Występować tam to gest judaszowy. Zostaje tylko Telewizja „Trwam”. A tam nie trzeba się uczyć „współpracy z mediami”. Wystarczy być sobą. Cała reszta jest nawet źle widziana.

TVPInfo pyta o warszawski market „Sezam”, który za parę dni mają zamknąć, bo będą przeprofilowywać Ścianę Wschodnią. „Sezam” wystąpił w filmie. Na pewno w „Przepraszam, czy tu biją” (może i w „Dzięciole”). Belus z kolegami rabowali go z całej kasy. Co ciekawsze – w lokalu, który się tam miał znajdować, do kotleta grała Budka Suflera. Co jeszcze ciekawsze, pewien grubas miał tam  pożycie z jedną małolatą „na koguta”. Film wspomina o tym kilkakrotnie, jednak nigdzie nie daje wyjaśnienia, jak się ten „kogut” odbywał. Jest to jedna z najgłębszych tajemnic filmu polskiego…

Jeśli chodzi o prasę katolicką, to ciągle mam zawstydzające braki w lekturze. Ucieszyłem się więc, gdy wpadł mi w ręce lutowy numer „Niedzieli”, jeszcze pod redakcją ks. Skubisia. I jego felieton na temat chorób i leczenia. Po dogłębnym omówieniu kwestii choroby autor przechodzi do problematyki służby zdrowia: „Choroba wiąże się z kupowaniem lekarstw, podawaniem i przyjmowaniem ich w odpowiednich dawkach – to odpowiedzialne i ważne czynności. Ludzie zaangażowani w leczenie chorych to także farmaceuci w aptekach, osoby pracujące przy produkcji lekarstw w zakładach farmaceutycznych, odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się zanim leki trafią do chorych. Nie jest to powołanie łatwe, wymaga inteligencji, sprawności intelektualnej i nieodzowna jest tu potrzeba niesienia pomocy. Wśród osób związanych z chorymi znajdują się także: pielęgniarz, akuszerka, salowa, człowiek który trwa na posterunku i pilnuje bezpieczeństwa zakładu pracy: to zespół karetki pogotowia – ludzie, którzy są do dyspozycji innych. Na zewnątrz nie wyróżniają się, nie są widoczni, ale ich praca jest nie do przecenienia. Ci ludzie to – ogólnie mówiąc – służba zdrowia.”
Ja też czuję, że to już nadchodzi. Jak zacznę pisać recenzję filmową: „Żeby obejrzeć film, trzeba pójść do kina. Kino to jest takie miejsce, gdzie ludzie się schodzą, aby obejrzeć film. Żeby obejrzeć film, trzeba najpierw w kasie kupić bilet. Bilet to jest taki kawałek papieru, na którym jest napisane, jaki film mamy obejrzeć oraz w którym rzędzie i na jakim fotelu usiąść. Z biletem w ręku udajemy się do biletera. Bileter to jest taki pan (lub pani), który…” Więc kiedy zacznę tak pisać, znaczy, że to już nadeszło.

Była taka dyrektywa za moich czasów: „Zacznij od Bacha”. Więc któryś poranek z rzędu leci u mnie wiązanka barokowych melodii kościelnych. Wykonawca: Tafelmusik Chamber Choir & Baroque Orchestra. Tytuł ma charakter wywoławczy: „Gloria in excelsis Deo”. W repertuarze – Bach, Vivaldi i mistrzowie mniej znani. Miło przynudzają. I te nieskończone melizmaty!

Bardzo elegancki i wytworny jazz. Pianista Aaron Goldberg z kolegą od basu i drugim od perkusji podaje klimatyczne kawałki w stylu Theloniusa Monka. Z czego recenzenci czynią zarzut, bo przecież jeden Monk wystarczy. Dla mnie ważniejsze, że Goldberg grając nadzwyczaj delikatnie, nie popada w mielizny smooth jazzu z jego bezmyślnym pitu-pitu na trzy akordy przez godzinę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *