Szelesty, kiksy…

Na jeziorach trzciny sobie trzciny sobie spokojnie szeleszczą…:

W poznańskiej TV. Jak zwykle za późno, żeby coś poprawić. Na przykład to, że Oscary są nie za miesiąc, jak powiedziałem, lecz za tydzień z hakiem. Za miesiąć to one były, kiedy ten program nagrywałem, niestety…:

W Dwójce przed filmem ciut lepiej. Ale pewnie też – do czasu…:

4 przemyślenia nt. „Szelesty, kiksy…

  1. Taki wiersz mi się przypomniał. Początek był, że gdzieś w Wenecji na gondoli coś tam coś tam. Nie wiem dlaczego mi się skojarzyło.

  2. Ten gatunek muzyczny nazywa się barkarola. To „typ pieśni śpiewanej przez gondolierów”. Barkarole pisali Rossini, Chopin, Liszt. Nie potrafię wskazać, do kompozycji którego z nich powstało owo libretto. Pamiętam jednak ze szkoły, że brzmiało ono:
    „Tam w Wenecji na gondoli
    jakaś para się kołysze
    i zakłóca nocną ciszę”.

    Chór wtórował:
    „Cały dzień i całą noc…”

    1. O to to właśnie. Stało tam też, że letni wietrzyk łodzią buja. Była też pieśń o jednym co się zesunął z konia, ale to już chyba nie gondolier.

  3. Odmianą intelektualną barkaroli była tak zwana barkarola akademicka, np.
    Politechnika góruje,
    są tam same tęgie głowy,
    o lenistwie nie ma mowy”.
    Lub np.
    „A weterynarzy zgraja
    wciąż obcina koniom grzywy,
    przez co koń jest nieszczęśliwy.”

    A na swoją monografię oczekuje też od lat barkarola w odmianie podhalańskiej, np.
    „Hej, nikogo mi nie zol,
    jeno Józwy grajka,
    hej, odcydzoł pirogi,
    opazył se nogi”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *