Szcze ne wmerła Ukraina

Na Ukrainie straszne rzeczy. Współczuję. Ale pamiętam całkiem inne. Kiedy byłem w Kijowie, pokazali mi pomnik Tarasa Szewczenki, który jedną ręką przytrzymywał połę płaszcza na wysokości krocza. Pytają gospodarze Ukraińscy: „- Kak etot pamianik i nazywajetsa?” Ja, oczywiście, nie wiem. A on się nazywa mniej więcej: „Gdzie tu się można odlać?” Podobnie było z innymi pomnikami. W Odessie pokazali mi monument poświęcony marynarzom z pancernika „Potiomkin”. Kilku facetów strasznie spiętych. Miało się to nazywać: „Kopiejku naszli”. Bo każdy z osobna był zafascynowany tym, że znalazł grosz na ulicy.

O Ukrainie wiedzieliśmy z Sienkiewicza i z powieści „Łuny w Bieszczadach” Jana Gerharda, wydanej w roku, kiedy ja się urodziłem. Jakież to cuda on tam opisywał! Że na Tarnicy (najwyższy w Polsce szczyt, byłem 50 razy) banderowcy stawiali  szubienice i tam wieszali polaczków. „Rezat żydiw, lachiw, komunistiw.” To miało być ich hasło. Powstał z tego film „Ogniomistrz Kaleń”. Prosty i zakłamany. W którym jednakowoż wziął udział Leon Niemczyk. Bo on we wszystkim brał  udział.

I wspomnienie pływackie. Jestem w jakimś radzieckim ośrodku dla zasłużonych towarzyszy. Okolice Charkowa. Rzeczka, kąpielisko. Ja się szykuję do wejścia do wody, a tu jedna obywatelka, dziewczyna ładna i niczego sobie, grozi: „- Jak pan do wody wejdiosz, to ja panu majtki zdejmu.” Reaguję na to beztroskim rechotem. Ot, szutnica! Idę się kąpać, pływam (tak sobie), a tu do mnie zbliża się od dołu dziewczyna. Widzę, że pływa pięć razy lepiej niż ja. I co ona robi? Ona mi ściąga majtki! A ja nie mogę pilnować majtek, bo ja muszę wykonywać rękami ruchy pływackie, by nie utonąć. I wychodzimy w końcu  na brzeg. Ona tryumfalnie potrząsa moimi majtkami, ja spieprzam w pierwsze krzaki, aby się okryć liśćmi. Ot, cała Ukraina!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *