Słuchajta Barry White’a!

Coraz trudniej ukończyć spacer przed zmierzchem. Ale nie ma tego złego… O wiele bardziej romantycznie wygląda wówczas horyzont:

Wierzby, które za dnia wydają się pospolite:

Nawet skrajnie banalna rzepa:

By nie wspominać o trzcinie nad jeziorem:

Pismo Świadków Przebudźcie się! przynosi cover story pt. „Jak prowadzić szczęśliwe życie”. Artykuł-instruktarz mieści się na czterech niewielkich stronicach (w tym ilustracje).

Jakoś się nie śpi (zwłaszcza, gdy się nie przeszło dystansu lasami), więc przed ostatecznym złożeniem głowy na poduszkę – słuchowisko. Przedpotopowy Teatrzyk Zielone Oko z Trójki. Ostatnio:
Jerzy Siewierski – Morderstwo po szwedzku
      Jerzy Edigey – Szary mercedes
      Jerzy Edigey – Mister MacArec i jego interesy
      Jerzy Edigey – Zielony diament.
Koneserzy rozumieją.

W gazetce rozdawanej na ulicy „Czas Stefczyka” (nr 113) entuzjastyczny artykuł o Tadeuszu Boyu Żeleńskim, który – podobno – żywił niezwykły szacunek dla Kościoła. Rzeczywiście, jeżeli ktoś uchodził w Dwudziestoleciu za zwolennika i poplecznika Kościoła, to na pewno był nim Boy.
Moją uwagę zwróciło jednak co innego. Pod artykułem podpisał się autor, który z pewnością ma to, czego mnie brakuje. I czego mu zazdroszczę: szacunek dla własnej pozycji, własnych dokonań, własnego dorobku. Podpis: „Mgr Mateusz Pielka”.

Basia „Time And Tide” (1988). Pamiętane z tamtych lat: „Promises”, „New Day For You”.
Angielska encyklopedia: „pop singer Basia Trzetrzelewska („pronounced Basha Tshetshelevska”). I że to bardzo mądre, iż w tej sytuacji poprzestała na imieniu. Bo to pierwsza płyta, kiedy opuściła grupę Matt Bianco. Do dziś pamiętam jak tego słucham pod koniec lat 80. na ulicach miasteczka Wałcz. Oczywiście, z walkmana, kupionego za jakieś straszne pieniądze. Aż tu nagle podchodzi facet, pokazuje blachę i żąda dowodu osobistego. Podaję, ale pytam, o co chodzi, bo nic nie przeskrobałem. On na to: „- O nic nie chodzi. Jestem ze szkoły w milicyjnej. Mamy letnie praktyki”. :

Barry White „I’ve Got So Much To Give” (1973). Zanim zacznie śpiewać, stęka i mruczy, co na jego płytach było ogólnie przyjęte. I to jego notoryczne: “Baby, please…”. Gitary z „kaczką” i pogłosem. Perkusja z tym jej „esta esta”. Przypominam, że Barry White (+2003) był czarnoskóry:

2 przemyślenia nt. „Słuchajta Barry White’a!

  1. Informacja o artykule magistra Pielki przypomina mi stwierdzenie, które widziałem w jednym folderze dla inwestorów: „Poznań – historyczna stolica Małopolski”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *