Radio Merkury, sobota 16 lipca 2016

Dziś w audycji muzycznej felieton o Ciechocinku.:

Na deptaku w Ciechocinku, gdy ja
Stanę przy fontannie, to wiem, że gra
Wszystko, panie, na tym świecie ma
Sens głęboki Ciechocinek zna.
Danuta Rinn  i Bogdan Czyżewski wywodzili o tym Ciechocinku 46 lat temu dość pokrętnie, ale za to szczerze. Bo też Ciechocinek to jest kopalnia, krynica i gejzer. I – proszę darować osobiste wyznanie – moja duchowa ojczyzna, miejsce gdzie naprawdę czuję się u siebie. Nawet bardziej niż w Licheniu. Na szczęście to niedaleko – w każdym sensie.
Muzyką Ciechocinek tętni od świtu. Na deptaku gość z dalekiego Peru daje koncert na okarynie. Spytacie: jaką melodię może grać Peruwiańczyk, na okarynie, w niedzielne popołudnie, na deptaku w Ciechocinku? Tak, zgadliście! On gra: „Pan kiedyś stanął nad brzegiem…” W muszli koncertowej w Parku Zdrojowym: Jerzy Połomski, konkurs orkiestr strażackich oraz Don Wasyl, ale to oczywiste. Mniej oczywisty jest wokalista Jacek Szyłkowski w programie „Tylko polska muzyka”. Jak wszedłem, śpiewał akurat amerykański standard country „Blue Bayou”. Trzeba przyznać – po polsku. Choć  mógłby po angielsku, co jemu za różnica. Na Kujawach ludzie są przecież dwujęzyczni. Najlepszy przykład: w poświęconej niedawno w obecności pana prezydenta i pani premier świątyni przy Radiu M. w Toruniu, 25 kilometrów do Ciechocinka, najpierw idą  napisy po angielsku, dopiero poniżej po polsku. Na drzwiach świątyni najpierw: push, a dopiero poniżej: pchać, najpierw: pull, poniżej: ciągnąć. To najzupełniej zrozumiałe: słuchacze tego radia są wyjątkowo biegli w angielskim. Szekspira czytują w oryginale.
Na deptaku w Ciechocinku się wie
Że o ludziach można dobrze i źle
Mówić w kółko, jak fontanna taka,
Sączyć temat całe dnie.
W księgarni nastawionej na kuracjuszy tylko najpotrzebniejsze pozycje. „Kochankowie prawdziwi i zmyśleni”, „Ile Żydzi winni Polakom” i „Gwarantowane przepisy na kaca”. Ostatecznie pijalnie zdrojowe są czynne całą dobę. Na rondzie w centrum miasta pyszni się od lat ten sam pomnik wdzięczności dla żołnierzy radzieckich, ale już nieopodal figuruje na postumencie nasz orzeł. Napuszony, z rozpiętymi skrzydłami, zrywa się do lotu. Bo orły u nas nieszczególne. Proszę zobaczyć: ten na urzędowej pieczątce zasadniczy, że ani przystąp. Ten na monecie smutny i obolały, ten na znaczku całkiem zgaszony. Zresztą uprzedzał poeta w „Weselu”: „Ptok ptakowi nie jednaki, człek człekowi nie dorówna, dusa dusy zajrzy w oczy, nie polezie orzeł w (wykropkujemy) gówna”. A orzeł w Ciechocinku nie dość, że nie polezie, to się wzbija. Dumny i gniewny. Ale to nie jest najbardziej wpieniony orzeł w kraju! I nikt mi nie wmówi, że najbardziej wpieniony orzeł jest na pomniku marszałka Piłsudskiego w Grudziądzu. Nieprawda! Podobnie jak nie jest prawdą, że najbardziej wpieniony orzeł stoi na kolumnie w Olsztynie. Wierutne kłamstwo! Najbardziej wpienione orły stoją przed bazyliką w Licheniu, 80 kilometrów od Ciechocinka! Nie dość, że są najbardziej wpienione, to jeszcze mają najlepszy pedikiur w Polsce. Mianowicie szpony mają pociągnięte na złoto.
Na deptaku w Ciechocinku pan ma
Samo życie albo nieraz i dwa
Serca, które jak solanka ta
Biją, choć tu wszystko słono masz
W chińskim sklepie w Ciechocinku bardzo pouczające urządzenie. Zabawka. Oto para złączona w namiętnym uścisku. Jak się podłączy bateryjkę, to para wykonuje zalotne ruchy. W Ciechocinku wszystko jest na swoim miejscu. No, bo ostatecznie jaki naród ma prawo instruować resztę świata, w tym kuracjuszy z Ciechocinka, w kwestii skutecznego rozmnażania, jak nie Chińczycy? Kolejny okaz wypatrzyłem w Brześciu Kujawskim, 42 kilometry od Ciechocinka, w sklepie wszystko po 5 złotych. Był to obraz młodego Elvisa, z gitarą i litrem brylantyny we włosach. Natychmiast wziąłem go pod pachę, żeby mi ktoś nie podkupił. Patrzę, a Elvis jest już po trzech przecenach. Miła pani sprzedawczyni patrzy na mnie podejrzliwie i upewnia się, czy na pewno zamierzam kupić portret Elvisa. Ja twardo, że absolutnie, że tak! Wtedy westchnęła: „- Żeby pan wiedział, ile ten Presley się tu na pana naczekał…”
Na deptaku w Ciechocinku od lat
Płynie życie, moda, ludzie i czas
Wreszcie byłoby pomyśleć o tym
By podleczyć tu i świat
I jeszcze: przy bramie Parku Zdrojowego stoją Świadkowie. Z literaturą na gustownym stelażu. Jest „Strażnica”, jest i „Przebudźcie się!” a jakże. Uprzejmie zagadują, uprzejmie odpowiadam. Zgadało się o końcu świata. Temat mnie z miejsca wciągnął, bo jakże to – pytam – kiedy z martwych powstaną wszyscy zmarli, na ziemi zapanuje straszny tłok. I pojawią się problemy. Przykładowo ja – tłumaczę – lubię słuchać bardzo głośno muzyki haevy metalowej. No, a sąsiedzi nie lubią i będzie im to bardzo przeszkadzało. Więc jakiż to raj na ziemi? E tam, bagatelizują problem Świadkowie: pan troszeczkę ściszy, oni odejdą kawałek dalej… – A poza tym, powiada Świadek, po Armagedonie świat będzie, świat będzie… – rozgląda się bezradnie, bo zabrakło mu słów. Świat będzie jak –  jeden wielki Ciechocinek!
Amen!

radiomerkury

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *