Radio Merkury, poniedzialek 20 marca 2017

Mili Państwo,
No ale przecież nie rozerwiemy się tego dwudziestego marca! Bo świętujemy dziś na przykład Międzynarodowy Dzień Astrologii. To nie żarty. Proszą łaskawie zauważyć, iż dziś „Uran przechodzący w znak Wężownika tworzy ciekawą koniunkcję triodytyczną z Wenus i Gwiazdą Polarną, co może skutkować w zaburzeniach w przepływie świadomości astralnej w części zodiakalne”. Respect! I żebyśmy się w trakcie hucznego świętowania nie zatratowali, obchody – proszę łaskawie pamiętać – koordynuje Polskie Stowarzyszenie Astrologiczne. Cóż, jak powiada klasyk: Biedny, kto gwiazd nie widzi bez uderzenia w zęby.

Kto posiada język francuski, obchodzi Międzynarodowy dzień Frankofonii. Merci beaucoup.

Kto kocha wróble, ten doczekał się dziś Światowego Dnia Wróbla. Przeczytałem na murze: Powystrzelać strachy – wróbel.

Ale wszystkie te obchody przyćmi zapewne proklamowany przez ONZ Międzynarodowy Dzień Szczęścia. Wylansowało go na forum ONZ drogą upartej kampanii dyplomatycznej himalajskie królestwo Buthanu. Nota, zawsze uważaliśmy, że szczęście jest gdzieś daleko i wysoko, w każdym razie nie tu.

Z doniosłych rocznic: 20 marca roku 1957 z taśm montażowych zjechała królowa polskich szos, samochód osobowy syrena, zwana też skarpetą lub kuro łapką. Prędkość maksymalna 80 km, do – teoretycznej – setki rozpędzała się w dziesięć minut, oczywiście tylko jadąc z górki.

Przypominam, iż w tych zamierzchłych czasach samochód bardzo radykalnie decydował o statusie społecznym. I tak:

Minister: Mercedes, whisky i artystki.

Dyrektor zjednoczenia: Wołga, koniaki i kociaki.

Dyrektor przedsiębiorstwa: Fiat, starka i sekretarka.

Kierownik: Syrenka, wyborowa i koleżanka biurowa.

My tu gadu gadu, śmichy chichy i byłbym zapomniał o ciężkim losie artysty, na co zwrócił mi uwagę poznański „Dziennik Poranny” z roku 1937. Konkretnie chodziło o przedwojennego rzeźbiarza poznańskiego Marcina Rożka, cytuję:

„Ukazały się ostatnio w prasie warszawskiej wiadomości o niezwykłym w swym rodzaju wypadku, jaki miał miejsce w Wolsztynie i którego bohaterem jest znany artysta, rzeźbiarz wielkopolski Marcin Rożek, twórca Pomnika Wdzięczności w Poznaniu i pomnika Chrobrego w Gnieźnie.

Artysta zamieszkuje w Wolsztynie i z tamtejszym właśnie urzędem skarbowym miał niezwykle przykre zajście. Pewnego dnia zjawił się w domu artysty egzekutor skarbowy i zaczął nalepiać znaczki urzędu za jakąś ratę podatku dochodowego, która zresztą w tym samym właśnie dniu została zapłacona. Rezultatem była ostra wymiana słów, a wszystko to tak podziałało na artystę, że zniknął z domu, pozostawiając testament. Dopiero po trzech dniach znaleziono go w stanie ostatecznego wyczerpania nerwowego (nie brał posiłków!) i nerwowego, na pół obłąkanego, błąkającego się po lasach”, koniec opowieści.

Gdybyż to rzeźbiarz Rożek miał wypisane w sercu to, co głosił inny kolega artysta wielkopolski Stanisław Przybyszewski:

Artysta stoi ponad życiem, jest Panem panów, nie kiełznany żadnym prawem, nie ograniczony żadną siłą.

No, może z wyjątkiem komornika. Bo – wyjątek jest zawsze ciekawszy od reguły.

Powiada klasyk i ja –
Wiesław Kot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *