Radio Merkury, poniedziałek 12 grudnia 2016

Mili Państwo,
dziś kalendarze podają aż 22 imiona solenizantów, nie będę więc Państwa zanudzał wszystkimi, pozwolę sobie na kaprys i przytoczę tylko te, które mnie się podobają. Więc: Amonaria, Edburga, Epimach,  Gościwit,  Liberata, Maksanty, Merkuria, Paramon,  Spirydion, Synezjusz. I mój numer jeden – Suliwuj. A reszta niech się buja. Nie licząc Suliwuja.

Święta tuż, a ja się zgapiłem i przepuściłem gratkę. Oto w Ostrowskim Centrum Kultury organizują warsztaty w Ramach Świątecznej Fabryki Prezentów. Można własnoręcznie wykonać kartkę bożonarodzeniową, zwierzaki-cudaki i świąteczne stroiki z tkanin. Nie byłem i to bym jakoś przebolał. Gorzej, że w ostatnią sobotę opuściłem zajęcia z wykonywania zawieszki ze sklejki w kształcie bombki. I teraz jak ten idiota zostałem ze starymi zawieszkami ze sklejki: jedna w kształcie cygara, druga w kształcie grzyba.

Kryminalna Wielkopolska, ale z roku 1932, wertujemy gazetki lokalne:

W czasie nieobecności księdza proboszcza Fałkowskiego włamano się na plebanię w Próścach. Łupem złoczyńców padły dwie skarbonki o zawartości 200 zł, zegarek, rewolwer, kołdra i dwie pary spodni. Policja wdrożyła pościg. – koniec cytatu.

No i wyobraźmy sobie teraz czcigodnego kapłana, który odprawia nabożeństwo bez należytego skupienia, bo przyklękając ciagle myśli o tym, czy parafianie nie zauważą, że pod sutanną nie ma tych przeklętych spodni.

Funkcjonariusze straży granicznej przytrzymali podczas nielegalnego przekraczania granicy dwie mieszkanki wsi Przystań w pow. Wieluńskim – Franciszkę Pietrzakową i Marjannę Gajdosową – przy których znaleziono po 1 litrze spirytusu skażonego pochodzenia zagranicznego. Obie przytrzymane przemytniczki znajdowały się w stanie więcej niż nietrzeźwym, a na zapytanie, po co przechodziły przez granicę, odpowiedziały, że „poszły sobie na jednego”.

Afera w sądzie odolanowskim. Od kilku lat zatrudniony był w Sadzie grodzkim w Odolanowie kancelista Józef Kurosiński. Cieszył się zaufaniem przełożonego Sądu, dlatego powierzono mu załatwianie czynności kasowych. Kurosiński jednak nadużył zaufania i przed paru dniami zbiegł z kluczami od kasy w niewiadomym kierunku. Jakie szkody poniósł Skarb Państwa nie wiadomo, gdyż z powodu zabrania przez zbiega kluczy, stanu kasy dotychczas nie zbadano. O Kurosińskim krążą różne wersje. Podobno widywano go z oznakami hitlerowskiemi pod kołnierzem ubrania oraz w towarzystwie szpiega Stempniewicza z Sulmierzyc, oprócz tego często wyjeżdżał do Leszna.

No tak, ja nie chcę nic mówić, ale te wyjazdy do Leszna całkiem Kurosińskiego pogrążyły. Raz – Kwinto to on nie był. Dwa – gdyby wyjeżdżał dzisiaj, wiadomo, mógłby się tłumaczyć, że do Aquaparku Akwawit albo do Mac Donald’sa, ale w 1932 to nic tylko na robotę.

Ech, i żeby o tej Wielkopolsce nie tylko na ponuro, poszukałem miejscowego słowa poetyckiego. Jest! Franciszek Dzierżykraj a Paulo Morawski z Chomęcic, herbu Nałęcz, który opuścił był ten padół w roku 1861. Z Chomęcic. A ja tak lubię przejść się rankiem z Rosnówka do Chomęcic… W każdym razie Franciszek Dzierżykraj zanim zszedł był wykonał fraszkę „Żółw i motyl”.

Żałował motyl Żółwia, że w gorącem lecie
musiał ciężki swój pancerz nieść ciągle na grzbiecie.
Spadły grady, legł motyl lekki i skrzydlaty,
żółw się wtulił pod pancerz i uszedł zatraty.

Życzę więc Państwu, by latem byli Państwo motylem, a zimą żółwiem. Nigdy odwrotnie, zwłaszcza w Chomęcicach –
Wiesław Kot

radiomerkury

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *