Radio Merkury, piątek 17 marca 2017

Mili Państwo
Dziś, 17 marca wypływa z kalendarza Dzień Morza. Kiedyś ewentualnie będziemy krajem od morza do morza, na razie jesteśmy – jak powiada klasyk – krajem od może do może. Dziś też Dzień Łodzi podwodnej. „In the town, where I was born…”

Z kart historii: w 17 marca 1945 roku – w Mrzeżynie odbyły się zaślubiny Polski z morzem. O weselu i o poprawinach i nocy poślubnej annały milczą.

Skoro morze, to i ryby morskie. Z literatury wagonowe, kupionej po przecenie, „Sławni ludzie w anegdocie” za pięć złotych. Pewnego dnia Władysław Broniewski wszedł do sklepu i poprosił o śledzia. Bo lubił sobie strzelić pod śledzika. Bez śledzika zresztą też. Ekspedienta podniosła rybę z beczki za ogon i podaje poecie. Ten prosi o papier. – Śledzi nie zawijamy – brzmi odpowiedź. – Poproszę o książkę zażaleń – mówi na to Broniewski. Ekspedientka podała, poeta otworzył, wyrwał kilka kartek, zawinął w nie śledzia i wyszedł bez słowa. Cóż, socjalistyczny poeta umiał się znaleźć w socjalistycznym sklepie.

Wielkopolska. Nie tylko my wsłuchujemy się w jej tętno. Na swoim poletku czyni to choćby Adam Zagórski, felietonista portalu Konin24.info. Cytuję jego świeże obserwacje:

Media doniosły, że : „ Prezydent nie zgadza się z Wojewodą”. Wojewoda jest w depresji.

Ponieważ ktoś najpierw „ zamachnął „ się bombą na posterunek w Kłodawie, potem ktoś udawał, że podłożył bombę w konińskim szpitalu , a następnie ktoś powiadomieniem o bobie zmusił do ewakuacji wszystkich sędziów w Kole, proponuję by wszystkie te hasła: „ Konin wita!”, „ Powiat Konin – energia pokoleń” i tym podobne zmienić na : „ Wielkopolska Wschodnia – region bombowy”.

Rozebrano kolejny dom. Na Wodnej tym razem. Nic wielkiego, ale uwaga… Zostało coraz mniej.

Burmistrz Ślesina nikogo nie przyjmuje, bo kosztem 5 milionów buduje , przepraszam, rozbudowuje Urząd. Robi to głównie dla dobra osób niepełnosprawnych, bo – jak wyjaśnia – w poprzedniej siedzibie nie było windy. A propos samochodu i Ślesina. W Urzędzie w Koninie też brakuje windy. Może tak rozbudowa ?

I już jesteśmy w dniu dzisiejszym, no prawie, bo bezcenny poradnik Ireny Gumowskiej „Dom bez tajemnic” ukazał się w roku 1990. W nim: co wolno: „Nowoczesne meble kuchenne mają powierzchnie tzw. laminowane. Zwykle są jasne i robione „na drewno”. Można na nich stawiać gorące naczynia, można – na upartego – gasić papierosa. Nie można tylko silnie uderzać, np. nożem, toporkiem, bo łatwo w nich zrobić czarną dziurę (to znaczy wyrąbać kawałek laminatu z płyty pilśniowej)”. Jest to zapewne odpowiedź autorki na liczne zapytania czytelników, dlaczego oni sobie w niedzielne popołudnia jak gdyby nigdy nic tłuką toporkiem po blacie, ot tak dla zabicia czasu, bo nic nie ma w telewizji, a tu w laminacie robi się dziura. Jakim prawem?

Też stukam, też robię dziury, ale dlaczego one powstają już się nie dowiemy, ponieważ pani Irena zmarła w rok po ukazaniu się jej książki. Czyżby Omen?

W niemym zdumieniu żegna się
Wiesław Kot

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *