Radio Merkury, Moda cmentarna

Pora roku taka, że nawiedzamy cmentarze i zastajemy tu nieco rzeczy nowych.
Na cmentarzu obowiązuje moda – jak wszędzie. Cmentarze zmieniają się jak cała Polska. No, może trochę wolniej, bo tu się już tak nie spieszy…

Pierwsze wrażenie: na naszych cmentarzach nastąpiło ostatnie pożegnanie z lastriko typu parapet i klatka schodowa. To lastriko w połączeniu z obłędnie pstrokatym kwieciem nagrobnym zaraz po przekroczeniu cmentarnej bramy sprawiało, że czuliśmy się jak podczas meksykańskiego Halloween. Teraz dominuje sztuczny marmur. Znikają złamane kolumny, bolejące wdowy, zapłakane anioły. Coraz częściej zamiast anioła pojawia się jedna z dziewięciu muz o twarzy stylizowanej na „drogą zmarłą”. Na grobie młodego leśnika w Resku (Zachodniopomorskie) koledzy ustawili blaszane sosenki pociągnięte srebrolem. Mimo, iż dookoła szumi mu sporo naturalnych sosenek. Ale te blaszane są o niebo piękniejsze i ładniej szumią.

Trwa moda na mauzolea. Jedyne w swoim rodzaju fundują sobie bogaci Romowie. To rodzaj pałacyku, wewnątrz którego znajduje się grób właściwy. Łączą wszelkie możliwe style (np. grecki z mauretańskim) i ociekają złoceniami. Do wglądu na poznańskim Junikowie.

Zmienia się także to, co na grobie napisane. Epitafia pozostają po staremu grafomańskie – ból po stracie wyraża się w najprostszych rymach i kiczu. „Zostawiłeś nam żal i tęsknotę/ Co spokojność MĘCI,/  Żyjesz jednak, drogi mężu i ojcze, w sercach naszych PAMIĘCI”. Inskrypcje pomysłowe to rzadkość. W Poznaniu małżonek kazał wyryć na grobie zmarłej żony: „Dzieli nas tylko czas…”.

Groby coraz częściej i z coraz większą fantazją zdobią artyści. Przykre incydenty towarzyszyły ozdabianiu grobu Kantorów: Tadeusza, twórcy Cricot 2 i jego matki. Sam Kantor zamówił jeszcze w 1987 roku żeliwną instalację, która kopiowała fragment scenografii do spektaklu „Umarła klasa”. W staroświeckiej ławce szkolnej siedział chłopiec w mundurku gimnazjalnym. Niestety, wszystko wykonane było z żeliwa, a ono miało swoją cenę w skupie złomu. Skutkiem tego nagrobek Kantorów był rozkradany już trzykrotnie. Tak nawiasem: trudno znaleźć grobowiec z liternictwem z metali kolorowych, które nie byłoby zdekompletowane przez meneli, którzy nie mają za co napić się wódki.

Skandalem i protestami zakończyła się (?) instalacja pomnika na grobie (cmentarz w Sieradzu) Antoine’a Cierplikowskiego. Był w pierwszej połowie XX wieku „królem fryzjerów i fryzjerem królów”. Czesał koronowane głowy i gwiazdy: od Josephine Baker po Brigitte Bardot. Oryginał. Kiedy pod koniec życia wrócił do Sieradza, sypiał w kryształowej trumnie. Kilka razy przeprowadził na ulicach Sieradza próbę własnego pogrzebu. Kroczył w nim sam na czele konduktu z orkiestrą strażacką. Pomnik nagrobny wystawił mu przyjaciel – Xawery Dunikowski. Problem w tym, iż rzeźba przedstawia – jak by jej nie interpretować – kobietę i mężczyznę w finalnej fazie zbliżenia.

A przypomnijmy, że pół wieku temu Władysław Hsior na wzgórzu Wdżar niedaleko Czorsztyna wzniósł pomnik czy czci poległych w walce o utrwalenie władzy ludwej na Podhalu. Tak zwane orhany Hasiora, bo miały przeciągle i żałosnie zawodzić, kiedy wieje wiatr. Ale coś poszło nie tak, nie zawodzą i honorują utrwalaczy władzy ludowej w milczeniu.

Fotografia nagrobna przechodzi ewolucję, ale powolną. Nadal obowiązują zdjęcia paszportowe, nawet jeżeli są już barwne. Zmarły wygląda na nich na osobę zasadniczą, z reguły lekko nabzdyczoną, często wystraszoną. Na fotografiach, które bywają już całkiem sporych rozmiarów, pojawiają się dziewczęta uśmiechnięte zalotnie jak by pozowały dla kolorowych magazynów. Chłopcy w bejsbolówkach i z deskorolką, czasem z gitarą, panowie z ulubionym psem, na tle willi, przy ulubionym samochodzie, niekiedy nawet w trakcie rozpalania grilla. Zdarzają się też zmarli na zdjęciach z wakacji: jak na „Naszej klasie” – z palmą w tle.

I jeszcze – ceremoniał cmentarny. Tu zmiany zachodziły z marszu i są wyraźnie widoczne. Przede wszystkim – grabarze nie bywają już podpicii. Nie noszą się jak robotnicy rolni – mają stroje służbowe. Tu panuje prawdziwa rewia mody. Raz asystują księdzu w „jaskółkach”  a la Starsi Panowie i w cylindrach kominiarskich. Innym  razem noszą skromne czarne garnitury jak z inscenizacji dramatów Kafki. Zdarzają się peleryny a la Batman i wymyślne kreacje z krepą i falbankami – prosto z operetki. Poza tym panowie ci – braku pomieszczeń socjalnych – pod koniec pogrzebu zwykli się przebierać w „cywilki” za najbliższym nagrobkiem. Co daje efekty jak z filmów Felliniego, ponieważ nierzadko obok pogrążonej w smutku rodziny paradują w gaciach i podkoszulkach.

Pogrzeb może już prowadzić mistrz ceremonii świeckiej, który wygłasza bardzo mgliste sądy na temat spraw ostatecznych. Do mniejszych miejscowości trzeba go sprowadzać z miast wojewódzkich, ale na razie mistrzowie ci nie są rozchwytywani. W oprawie muzycznej panuje banał albo gust zmarłego. Banał, bo w Polsce najczęściej puszczają  „I Will Always Love You”. Puszczają też Evę Cassidy, może dlatego, że rak skosił ją tak wcześnie. A gust własny? Przyjaciel piszącego niniejsze, gdy dowiedział się, że rak ma liczne przerzuty, zażyczył sobie melodię z enerdowskiego „Winnetou”, bo przypominała mu beztroskie dzieciństwo. I motyw z „Winnetou” popłynął nad domem pogrzebowym na poznańskim Junikowie. Choć parę lat wcześniej nie pozwolono tam zgrać śp. motocykliście kawałka  „Highway To Hell” w wykonaniu AC/DC. Choć to przecież piosenka na temat. Autorowi niniejszego mają pośmiertnie puścić „Day In The Life” Beatlesów. O facecie, co całe życie bardzo się spieszy i umiera na zawał stojąc w samochodzie na światłach. Ale pewnie ktoś czegoś nie dopilnuje i trębacz z ekipy grabarskiej zagra „Il silenzio”. Jak wszystkim.

radiomerkury

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *