Plugastwo jest złe

W moich rodzinnych stronach dzień jak co dzień. Pewna 76-letnia jarosławianka udała się na prezentację garnków o kosmicznej technologii i przystępnej cenie (jak na taka technologię, rzecz jasna). Coś tam wypełniła i okazało się, że jej kupon wylosował taki komplet garnków (za darmo). Jednak zamiast kompletu przyszedł do niej drogą pocztową zestaw blankietów do spłaty kredytu, jaki na te garnki – nic o tym nie wiedząc – zaciągnęła (samych garnków ciągle nie ma). Cóż, jeżeli ktoś ma 76 lat, wychowywał się w Jarosławiu, więc nie na ptasim mleku, to zakupem na starość najpilniejszym jest zestaw do kosmicznego gotowania. To jest warte każdych pieniędzy. Tylko to w moim mieście zapewni długowieczność. Bo jeżeli jarosławski emeryt miałby nie wydawać na technologie kosmiczne, to ja już nie wiem, co miałby robić z tą comiesięczną górą forsy…

Pożywka intelektualna. Na Frondzie.pl czytam wywiad z Robertem Tekielim na temat „brulionu”, pisma, które ten obecny publicysta katolicki współredagował od 1985 roku. Swego czasu byłem pod sporym jego wrażeniem. Pamiętam też, że część jego redaktorów zasiliła „Krytykę Polityczną”, część „twarde” media katolickie, a część poszła własnymi drogami. Robert Tekieli nawrócił się na katolicyzm. Odżegnał się od – jak sam twierdzi – pseudokultury, która dominuje w powszechnym obiegu. Uważa, że jest jałowa i autodestrukcyjna, co potwierdza w tym wywiadzie. W opozycji do kultury wypływającej z katolicyzmu, która jest twórcza, orzeźwiająca, wyzbyta pozornych wartości. W porządku. Tylko że Tekieli jakoś niewiele (z tego, co mi wiadomo) pisze o twórczych przejawach tej kultury. Za to bez porównania więcej pisze o wszelkich, nawet pięciorzędnych i błahych przejawach „kultury śmierci”, czy jak to nazwać. Zredagował nawet coś w rodzaju encyklopedii New Age’u. Zastanawiam się, czy nie szkoda talentu? Tyle fantastycznych zjawisk z dziedziny kultury wysokiej, tyle oryginalnych arcydzieł powstałych z inspiracji katolickich pozostaje nienagłośnionych, a Tekieli cały talent poświęca kartom tarota?! Że te szczególne zjawiska (wynikające z wiadomej inspiracji) to nie deklaracja, lecz materialna prawda, świadczy wskazanie Tekielego z wywiadu:
„W hip-hopie słyszę teksty na najwyższym poziomie literackim. W pisemkach kibolskich nie znalazłem natomiast żadnych przejawów tego poziomu. Kibole mnie wzruszają, wtedy kiedy reagują na wartości. Do nich przemawia męczeństwo. Dlatego Żołnierze Niezłomni są tak szanowani przez kiboli”.
Otarłem się o ten problem przed laty. Pracę magisterską pisałem o problematyce tzw. literatury katolickiej (Bernanos, Marshall, wczesny Graham Greene, młody Andrzejewski itd.). Był to problem z gatunku kwadratury koła. Jak napisać powieść intelektualnie niezależną, niedewocyjną, nie ustawioną pod dogmat i tezę, która dotykałaby żywych problemów religijnych, a jednocześnie nie traciłaby przymiotnika „katolicka”. Cóż, w tej kampanii było wiele trupów…
Ale w wywiadzie, jakiego udzielił Tekieli, najbardziej inspirujące są nie twierdzenia wypowiedziane wprost, jasne, zrozumiałe. Najbardziej intrygują mnie pytania i odpowiedzi, które są dla mojego umysłu nieprzeniknione. Które obiecują pożywkę intelektualną na razie dla mnie niedostępną. Przykład:
„- Czy plugastwo, czy coś, co na pozór wydaje się plugastwem, zawsze musi być złe?
– Plugastwo zawsze jest złe. Natomiast zło się lepiej sprzedaje.”

John Lee Hooker „Blues For Big Town” (1995). Składanka wczesnych kawałków od lat 40. do początku 60. Bardzo surowe, z elektryczną gitarą, która rzęzi i charczy. John Lee dialoguje z ta gitarą. Akordy, palcówka, akordy. Rozklekotane pianino sporadycznie. Kawałki wydają się takie same. Raczej chwyta się nastrój, metrum, rytm (wystukiwany na jakimś pudle) niż melodię. Teksty o sprawach damsko-męskich, ale z tych prostszych. Więc – muzyka ludowa. Tyle, że ten sposób grania słychać potem było u najlepszych: u Hendrixa, Led Zeppelin:

J.J. Cale „Guitar Man”. Zadziwiające, jakbym słyszał Erica Claptona. Ale to nie wina J.J. Cale’a, lecz Claptona, jeśli można tu w ogóle mówić o winie.
Muzykę napędza gorączkowa perkusja, a przede wszystkim gitara, która sekunduje wokaliście. Muzyka ściszona, ale kipi energią.
“Ain’t Got no Money, Ain’t Got no Job. Doctor told me: Get yourself relaxed”. Ta fraza w starych bluesach powraca jak refren:

Henryk Debich „String Beat” (reedycja 2011). Debich był zmorą mojego dzieciństwa i młodości. Byłem skłonny podejrzewać, że to on wespół z Alibabkami zamordowali polską piosenkę. Jak w telewizji transmitowali jakiś festiwal i na samym początku wychodził dyrygent Debich i kłaniał się od pulpitu, wiadomo było, że teraz nastąpią tzw. snuje, czyli PRL-owskie, piosenkarskie smędzenie. Zazwyczaj to przeczucie się sprawdzało.
Klimat tej orkiestracji oddaje tytuł jednej z piosenek: „Bądź wieczorem w dyskotece”. Kompromis orkiestry z zespołem rockowym. Gitara z przystawką typu „kaczka”. I jeszcze melodia z filmu „Shaft” o czarnoskórym odpowiedniku Brudnego Harrego. Idealnie nadawałoby się to do zilustrowania, powiedzmy, „07 zgłoś się”. Poza tym „Obladi-Oblada” i kawałki góralskie. Słowem – wszyscy w domu:

SBB umiera, lecz się nie poddaje. „A Late Night Recital” (dwupłytowy). Ciągle nowe recitale, dogrywki, the best, powtórki. Teraz płyta koncertowa z recitalem z 1976 roku. Gubię się w tym, choć nie przeszkadza mi, gdy słucham znanego materiału po raz kolejny. „W kołysce dłoni twych”. Tutaj też. W trakcie tego występu zespół pokazał się w towarzystwie śląskiej formacji folklorystycznej. Oni „Poszła Karolinka”, a Skrzek im dogrywa partie na moogu. Ale jak posłuchać sola Jerzego Piotrowskiego na perkusji to chapeau bas:

2 przemyślenia nt. „Plugastwo jest złe

  1. Jestem wielkim fanem zwrotu: „Przerwał milczenie”.
    Tak z 10 lat temu w telewizji Kino Polska miałem podwładną, a ta opowiadała mi o koledze, który miał bogatych rodziców, ale zerwał kontakty. Został parkingowym (rzecz toczy się na dolnym Mokotowie), ponieważ doszedł do wniosku, że społeczeństwo polskie zbyt mało uwagi poświęca wczesnej twórczości Prince’a . Zanim zaśpiewał „Purple Rain”. Wszelkie jego próby zwrócenia uwagi na ten skandaliczny fakt zostały zignorowane. W związku z tym zdecydował, że będzie milczał. Jako parkingowy. Na tym polegał jego protest.
    Regularnie i jak najbardziej poważnie pytałem więc dziewczynę: – Czy X przerwał milczenie?
    Ona odpowiadała z niezachwianą powagą:
    – Nie, jeszcze nie przerwał milczenia.
    Być może, milczy dotąd, bo wczesna twórczość Prince’a jakoś nie doczekała się renesansu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *