Peter Cheyney „Kat się niecierpliwi”

Peter Cheyney „Kat się niecierpliwi”:

Klasyka brytyjskiej powieści detektywistycznej. Klimaty z Chandlera, tyle że w Londynie.
Cytaty:

Mignęło mu w pamięci jakieś pół tuzina kobiecych postaci, które stały albo siedziały przed tym biurkiem, opowiadając mu starą jak świat historię: – Zdawało mi się, że go kocham. Zaufałam mu, a teraz on żąda dwóch tysięcy funtów na wyjazd do Ameryki Południowej i jeszcze pięciuset na zamknięcie ust człowiekowi, który widział nas w takim to a takim hotelu i grozi, że napisze anonim do mojego męża. Callaghan słyszał tę historię tyle razy, że chyba warto by już dorobić do niej muzykę.

– Te papierochy mnie wykończą, jeżeli nie zacznę o siebie dbać – zauważył ni w pięć, ni w jedenaście. Znów się zaciągnął.

… zatrzymał się przed herbaciarnią, jednym z tych lokalików z pretensjami, prowadzonych zwykle przez dwie stare panny i kota.

Pomimo braku pieniędzy jadał zawsze w najlepszych restauracjach, świetnie się ubierał, jego jedwabne koszule dowodziły znakomitego gustu. Miał poza tym bardzo rozległy krąg znajomych, przeważnie płci żeńskiej, przeważnie dużo starszych niż on. Kiedy wszystko szło dobrze, nie pracował. Kiedy się pogarszało, zniżał się do udzielania informacji każdej prywatnej agencji śledczej, która mu za to płaciła.

Na kilka sekund Londyn ukazał mu się we właściwym świetle, taki jak jest. Ujrzał go jako całość składającą się w zasadzie z dwóch części: z bardzo cienkiej warstwy górnej i z potwornie grubej warstwy dolnej, skrytej pod tamtą. Ta wierzchnia to błyszcząca powłoka szacowności, elegancji, czystości, którą Londyn pokazuje światu; ta gruba, spodnia warstwa to zepsucie, drobne łajdactwa i ogólne parszystwo, pieniące się w tej dżungli, w sercu metropolii. Ich rozmiary znane są każdemu w miarę inteligentnemu funkcjonariuszowi policji.

Callaghan, obserwując jego chwiejną wspinaczkę po schodach, pomyślał, że jeden z nadchodzących sześciu miesięcy będzie dla Percivala ostatnim. Ilość wypitego alkoholu, z którą ludzki żołądek i serce mogą sobie dać radę, ma przecież swoje granice.

Teraz niech pan słucha – powiedział. – Nie chce mi się owijać w bawełnę: leżysz pan jak śliwka w kanalizacji. A jak ja mówię, że pan leżysz, to wiem, co mówię.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.