Odmierzam czas liści kolorami…

W Wielkopolskim Parku nic nowego:

W „Fakcie” opis kolejnej tragedii. Tam są zresztą same tragedie. No, prawie. Zazwyczaj jest jeszcze o tym, która gwiazda w tym tygodniu pokazała majtki. Ale nawet jak „Fakt” relacjonuje bezsprzeczne tragedie, to jest w tym coś takiego…
We śnie zmarł wnuczek piosenkarza Andrzeja Rybińskiego. Kilkumiesięczne dziecko. „- Żona próbowała wnuczka reanimować, ale…– mówi zdruzgotany Rybiński tygodnikowi >>Rewia<<”.

Wczoraj cytowałem diagnozę pani Elżbiety Kruk: Polskę niszczy telewizja. A dzisiaj czytam w „Głosie Wielkopolskim”, że już rodzi się oddolny opór, bunt przeciw tej instytucji. I – co ciekawe – iskra wychodzi z Wielkopolski! Oto w Kaliszu pewien patriota tak dalece przejął się groźbą unicestwienia naszej ojczyzny przez telewizję, że wszedł do supermarketu, chwycił za młotek i rozbił siedem telewizorów pod rząd. Policja, która go zatrzymała, stwierdziła dwie rzeczy: najpierw jeden promil, co świadczy, że jest prawdziwym Polakiem. A potem, iż za podobne przestępstwa ów kaliszanin był już karany. A więc to nie jest słomiany zapał, to nie sporadyczny impuls! Kaliszanin uprawia metodyczną kampanię, wymierzoną w telewizję. Gdyby tak każdy Polak-katolik, na swoim skromnym odcinku, wziął młotek i… Ech, rozmarzyłem się.

Strasznie smutno bywało mi ostatnio, bo moja ulubiona tematyka gender wzięła i zdechła. Z jakąż więc radością wysłuchałem dziś w Radiu M. informacji, że na spotkaniu z członkami KRRiT w kwestii kary nałożonej na TV Trwam był Zespół Parlamentarny „Stop ideologii gender!” A więc walka trwa!

Koniec odsłuchiwania powieści kryminalnej „Bielszy odcień śmierci” Bernarda Miniera, autora francuskiego:

Nad Sekwaną podobno wielkie wydarzenia, nakłady, tłumaczenia itd.
U mnie odsłuchiwanie trwało trochę, bo powieść jest spora. Ponieważ słuchałem podczas łażenia po polach i lasach, oceniam ją na co najmniej 130 kilometrów.
Rzeczywiście – historia serii morderstw w niewielkim francuskim miasteczku na zboczach Pirenejów robi wrażenie pomysłowością, rozmachem, galerią postaci. Autor sporo tu zainwestował.
A co do dziegciu… Nie wiem, czy to naprawdę konieczne, żeby w każdej powieści kryminalnej powtarzał się numer, że policjant patrzy na to czy tamto i orientuje się, że coś jest nie tak, tylko nie wie co. I wpada na to dwa dni później. Podświadomość zarejestrowała, on nie. No, dobra – można raz, ale nie dziesięć.
Dalej – ktoś powiedział coś przypadkiem i nieuważnie, ale to właśnie to, a nie wypowiedź przemyślana okaże się najważniejsze. Można raz…
Wreszcie – bohater, oficer śledczy, doznaje często uczuć przykrych i gwałtownych. W ślad za tym pojawiają się reakcje fizjologiczne. Te „pustki w żołądku”, „lodowate dłonie na karku” itd. Próbowałem liczyć, ile tego jest w powieści. Po 50. poddałem się.
Osobna sprawa: wzdryganie się, wstrząsy, podskoki itp. Ja rozumiem, że nowa wiadomość może kogoś zaskoczyć, że w rezultacie zadrży. Ale psychika się przyzwyczaja i – moim zdaniem – z czasem tym śledczym nie powinno już tak telepać. Ale co ja tam wiem o pracy operacyjnej…
Bo po mojemu to np. powinno być tak, że policjant, od kontaktu z którym zależy życie wielu ludzi, powinien maniakalnie zwracać uwagę, czy ma sprawny i naładowany telefon. A tu „komendant” czeka na przełomowe dla śledztwa połączenie. I dopiero kiedy ono nie następuje, zauważa łaskawie, że ma rozładowany akumulatorek w aparacie. Ale poza tym drobiazgiem to jest bardzo bystry śledczy.

Eartha Kitt „Revisited” (1960). Płyta podsumowująca czasy, kiedy Eartha (+2008)nie była jeszcze „panterą”, jak ją nazywał Lucjan Kydryński, lecz dziewczątkiem produkującym słodki repertuar. Na przykład hiszpański kawałek „Angelitos negros” w którym pobrzękują kastaniety. Albo kolejny – amerykańsko-turecki. Śpiewa też po francusku „C’est si bon”. A po angielsku to już gładko: „Let’s Do It, Let’s Fall In Love”, „My Hart Belongs To Daddy” i takie tam:

Colin Bass & Józef Skrzek „Planetarium” (2005). Brytyjski muzyk progresywny ze swoją gitarą akustyczną koncertuje w chorzowskim planetarium w duecie z Józefem Skrzekiem (na syntezatorach, zwłaszcza Mooga). Najczęściej do piosenek Bassa Skrzek dorabia klimatyczne solówki. Wyglądają na doczepione, ale płyta trzyma równy klimat, nie wybrzydzajmy:

Wojciech Jarociński „Eldorado” (2003). To członek Wolnej Grupy Bukowina, autor muzyki do „Majstra Biedy”. Tu na płycie solowej. Mocny, pogodny, czysty głos. Klimaty podobne jak u Bukowiny. Cyganeryjny żywot muzyka, powszednie, niegroźne smuteczki. Dekadencja i melancholia.
Ze zdumieniem czytam informację: „Płyta wyprodukowana została dla Katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Akademii Ekonomicznej w Krakowie”:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *