Obcy: Przymierze / Alien: Covenant

 

O filmie „Obcy: Przymierze” pogadaliśmy z Romkiem Rogowieckim w Radiu RDC mniej więcej tak.:

– Wiesiek, w kinach mamy kolejnego „Obcego” Tym razem jest to „Obcy” z rozszerzeniem: „Przymierze”. Film wyreżyserował ten sam Ridley Scott, który wprowadził „Obcego” do kin po raz pierwszy w roku 1979. I tu pytanie: czy ta seria ma się ku końcowi czy też zamierza się ciągnąć jak Bond czy „Gwiezdne wojny”?

– Wszystko wskazuje na to drugie, Romek. Dlaczego? Bo Ridley Scott już jest myślami przy kolejnej części, dokładniej – przy prequelu do części pierwszej. Co ciekawe, miałaby w nim zagrać Sigourney Weaver – tyle że komputerowo nie tyle odmłodzona, co zrekonstruowana do wyglądu, jaki aktorka prezentowała na 3 czy 5 lat zanim pokazała się w części pierwszej jako kapitan Ripley. Kiedy Sogourney grała w pierwszym „Obcym” miała lat 30, jest z rocznika 1949, więc teraz będzie biegać po czeluściach statku kosmicznego jako dwudziestolatka. Czemu nie ma się co dziwić – skoro istnieją techniczne możliwości wprowadzania na ekran aktorów nieżyjących – jak Paula Walkera z „Szybkich i wściekłych”, skoro istnieją możliwości posługiwania się aktorami radykalnie odmłodzonymi, to się będzie po nich sięgać i jest to kwestia raczej niedługiego czasu.

– Ale na razie mamy tego nowego „Obcego”. Tylko – czy naprawdę nowego? A może to jest koktajl z dobrze już znanych składników.

– Znowu odpowiem: raczej to drugie. Bo ciągle mamy tu dobrze znaną zabawę w kotka i w myszkę. Jak pamiętasz, w pierwszym obcym ten napastliwy kosmiczny stwór wymordował całą załogę statku, oszczędził panią Ripley, a ona w ostatniej scenie katapultowała go daleko między gwiazdy. W następnej części okazało się, że Obcy zaczepił się na jakiejś planecie, gdzie wymordował wszystkich prócz pewnej dziewczynki. W części kolejnej Obcy miał kłopoty, bo sam się nabawił jakiegoś wstrętnego choróbska i już się wydawało, że zdechnie, a on czmychnął na kolejną planetę. I tak dookoła Wojtek.

– A co Obcy porabia w najnowszym „Obcym”?

– Najnowszy odcinek, „Przymierze”, zaczyna się od tego, że ekipa kolonizatorów kosmosu wyrusza na nieznaną planetę, która początkowo wydaje się idealna do zamieszkania przez człowieka, ale też dość szybko okazuje się rezydencją obcych.

– To mi wygląda na fabułę poprzedniego filmu Ridleya Scotta, „Prometeusz” sprzed pięciu lat.

– Jak najsłuszniej. Tam historia trochę zatrącała o rewelacje zapomnianego dziś nieco ufologa Hoimara Von Ditfurtha o tym, że ludzkość jest hodowlą nadinteligentnych istot z innych planet. Poza tym ten „Prometeusz” ciągnął się jak nudna opera i jeszcze zapodawał wykład o DNA, istocie człowieczeństwa, duszy nieśmiertelnej i tym podobnych sprawach. one pasują może do Bergmana i Kieślowskiego, a widza który przyszedł na film Ridleya Scotta o kosmicznych awanturach po prostu wkurzają.

– No tak, ale widz też przyszedł sobie popatrzeć.

– Otóż to! Z tego całego science fiction nie trzeba wiele rozumieć. Nie przypadkiem w pierwszych filmach o Obcym widać było nie potwora, ale – jak pisał wtedy Zygmunt Kałużyński – kawałek czarnego gluta. Niech pracuje wyobraźnia. No i w najnowszym „Obcym” mamy minimum rozważań ogólnych, za to maksimum atrakcji wizualnych.

– Ale wszystko i tak rozgrywa się w półmroku.

– Z tym, że – zauważ! – w pierwszym „Obcym” akcja w tych przepastnych instalacjach statku kosmicznego toczyła się właściwie po ciemku. A tutaj nie ma ciemności – jest półmrok, a to ogromna różnica. Bo widać już bez porównania więcej. Nawet samego Obcego w całej okazałości.

– Ale widać też coś, czego nie byłoby w poprzednich częściach?

– Nie. Bo film jest nakręcony dla tych, którzy albo poprzednich części w ogóle nie widzieli, bo są za młodzi, albo widzieli i już nie pamiętają, albo dla cmokierów, których interesują tylko efekty specjalne. Jako redaktor muzyczny stykasz się, Romek, zapewne ze słuchaczami, którzy tworzą grono tak zwanych Hi- Fijołów. Kolekcjonują drogą aparaturę i pozostają zasłuchani w efektach akustycznych, w wyrafinowanym brzmieniu. Sama muzyka interesuje ich mniej albo wcale. Liczy się pasmo dźwięku i takie tam.

– I „Obcy: Przymierze” jest dla takich „Fijołów”, którzy lubią sobie popatrzeć?

– Popatrzeć – jak turysta na wodospad Niarana – podziękować, wyjść, zapomnieć.

Obcy: Przymierze / Alien: Covenant, reż. Ridley Scott, 2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *