Mr. Majestyk

Charles Bronson jako samotny mściciel. Raz jeszcze. Pogranicze amerykańsko-meksykańskie i walka na tle zatrudniania latynoskich robotników na plantacjach arbuzów.

Al. Lettieri jeszcze raz jako tępy zabójca. Nie pamiętam go w innych rolach.
Bronson nie ma ćwierćdolarówki, by zadzwonić z baru. Barmanka: „Taką sumę mogę dać panu na zeszyt.” (tłumaczenie). Gdzie się tego nauczyła? W Zachodniopomorskiem?

Policjant: „07 zgłasza się.”

Majestyk, spokojny obywatel, ale też były szkoleniowiec komandosów, wykańcza bandytów, ale jest do tego zmuszony. Żeby ta jatka miała moralne uzasadnienie.

Nauka: strzeż się przeciwnika, który walczy na własnym terenie.
Z myśliwego łatwo stać się zwierzyną.

To pewnie najciekawsze z całej opowiastki: dla bandytów groźna jest nie sama ewentualność śmierci, ale jej nieustanne przybliżanie się, poczucie bycia osaczonym. Bezwyjściowość.

No i nadciąga kawaleria, żeby policja nie okazała się całkiem niepotrzebna.

Mr. Majestyk, reż. Richard Fleischer ,1974 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *