Ludzie w hotelu / Grand Hotel

 

Greta Garbo, John Barrymore, Joan Crawford

Najbardziej elegancki hotel w Berlinie splata losy kilku osób. „Ludzie przyjeżdżają, ludzie wyjeżdżają. Nic się nie dzieje.” Rzeczywiście ludzkie rojowisko. Scenka za scenką, bohater zbiorowy.
Opozycja – luksusowy hotel, nieszczęśliwi goście. Są tak nieszczęśliwi, że aż groteskowi. Nawet swoje klęski muszą przeżywać patetycznie, czyli tak jak nakazuje status społeczny.

Pewien śmiertelnie chory urzędnik przyjeżdża tu spędzić ostatnie tygodnie życia. Imponuje mu, że jednym pstryknięciem może włączać i wyłączać światło. A kąpać się w ciepłej wodzie może nawet w nocy.
Zmęczona karierą primabalerina nazwiskiem Grusinskaja (Greta Garbo). Histeryzuje, nie chce tańczyć, widownia z każdym wieczorem coraz bardziej pusta. Menedżer: „- Kończę z baletem. Jazz! Tylko jazz!”

Greta Garbo w wyjątkowo emocjonalnych scenach gra wyłącznie ruchem brwi.

Szef wzywa stenografkę do pokoju. Ona: „- His master’s voice!”.

Jeżeli ktoś zachowuje się impertynencko: „- Fe, berlińskie maniery!”

„- Zatańczy pan ze mną? – Nigdy nie tańczę przy ludziach”.

„ – Gdyby któryś z pańskich pracowników był tak głupi w małej skali, jak pana jest w dużej…”

Ludzie w hotelu / Grand Hotel, reż. Edmund Goulding, 1932 filmweb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *