Labo

W tygodniku Przegląd zabawa we własne kryteria Oscarowe.:

Jeszcze Ratyzbona (Regensburg). Wiadomo, gdzie po wojnie zadekował się Brunner,że książki mogą być na wagę, a biskup może (co wcale nie takie rzadkie) demonstrować trzeci stopień otyłości. I takie tam…:

7 przemyśleń nt. „Labo

  1. W Barcelonie czy Havanie są bary, które reklamują się hasłem „Hemingway nigdy tu nie był”. Less is more.

  2. Czekam na banery (może już są?): „Tej restauracji nie rewolucjonizowała Magda Gessler”.
    Napis na polskich murach: „Tu byłem. Tony Halik”.
    W Ratyzbonie minęliśmy pizzerię o nazwie „Balboa”, ale Dorota nie kojarzyła, skąd taka nazwa, więc nie dałem zdjęcia szyldu…

  3. Brunner skojarzył mi się z nieżyjącym już Robertem Brutterem, który naprawdę nazywał się Andrzej Grembowicz. Kiedyś dostał awizo z poczty na nazwisko Brutter. Pani w okienku patrzy na dowód osobisty i widzi nazwisko Grembowicz. Pyta zatem: „a pan to w jakim charakterze mieszka razem z panem Brutterem?”.

    1. Odsłuchałem parę jego miniatur kryminalnych. Bardzo zręcznie skrojone – zwłaszcza jak na polskie realia…

  4. Lubię sformułowanie: „jak na polskie realia”. Znaczy, gdyby nie te obiektywne trudności, to dopiero byśmy pokazali światu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *