Kolędnik

Samochód na przeglądzie i wymianie oleju. Po ulicach wiatr jak by się kto obwiesił i zacinający deszcz, więc nawet tam ciężko zrobić te należne 10 kilometrów. Nic tylko siedzieć, gapić się na choinkę, odpowiadać na życzenia „od osób i instytucji”, których nie znam lub nie pamiętam.

Dorota kupiła komplet nowych lampek. Też chińskie, ale te przynajmniej świecą. I z rezygnacją zademonstrowała mi bombkę-Mikołaja, który ma skośne oczy:

Sąsiedzi z naprzeciwka pięknie udekorowali światełkami balkon. Rzuciłem się pstryknąć mu fotkę w nocy, ale wszystko było już wygaszone. Rano też. Świecą tylko wieczorem, czyli w prime time. Poznań.

Stałem się drugą – po wytwórni Sony – istotną ofiarą ataku hakerskiego w tym sezonie.  Komenda Miejska w Sosnowcu zwróciła się z prośbą o kontakt, ponieważ namierzyła jakiegoś hakera, który miał na dysku zabezpieczonym przez policję również mój adres mailowy. Zastanawiam się, co mógł z mojej korespondencji zhakować, by mnie szantażować. Najniebezpieczniejszy towar to chyba jednak mail do Doroty, że na obiad życzę sobie nie grochową, lecz pomidorową. Wiadomo, że nie o jedzenie tu chodzi, lecz o hasło. „W Paryżu najlepsze kasztany…”

Wyborcza pyta swoich czytelników: „Myślisz, że jesteś mistrzem kolęd i znasz wszystkie? Mylisz się”. A ja tylko chciałbym zobaczyć faceta, który mówi o sobie: Jestem mistrzem kolęd. I nie jest prowincjonalnym organistą.

Z mojego rodzimego miasta bezprawia: „24-latek uprawiał w kuchni konopie indyjskie”. Internauta: „A ja w kuchni uprawiałem z Zośką sex – i co?”

Alessandro Scarlatti „7 Concerti con Flauto”. W czasach Scarlattiego (XVII-XVIII w.) kompozytor mógł się realizować albo w kościele, albo w operze. Scarlatti próbował i tu, i tu. Na szczęście możnych protektorów nie brakowało. I wszyscy chcieli kompozycji na instrumenty strunowe, zwłaszcza skrzypce. Ale Scarlatti nie zaniedbywał i fletu, który zawsze miał w jego koncertach swoje partie. Nie jest tak rozchichotany jak u Vivaldiego. Raczej dostojnie towarzyszy poważnym instrumentom:

Philips Glass Ensamble „Glassworks” (1993). Ten nieustający minimalizm. Ten sam motyw muzyczny, powtarzany uparcie z niewielkimi zmianami. Najpierw rzecz wiedziona na fortepianie, potem na rogu ze stowarzyszeniem innych dęciaków, wreszcie w formie coraz to bogatszych tutti. Ale zasada ta sama. Powtarzanie w kółku tego samego motywu, aż po fazie znudzenia i odrzucenia, myślisz: To chyba już tak musi być…:

Jedno przemyślenie nt. „Kolędnik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *