Kłopoty to moja specjalność

 

Próba przełożenia Chandlera na polski.
Młody milioner nazywa się Bajon.  Jest też stary Bajon (Leszek Herdegen).

Marlowe (Dobrowolski): „- Przerwać picie na dwa dni? Bardzo dobry pomysł. Trzeba to opić.”

Jerzy Dobrowolski, prywatny detektyw, wynajęty, by udaremnić pewien szemrany romans. „- I ja mam zabić tę miłość?!”

„- Ten pan to jest pan Tom Bayne. – Czy pan jest ten Tom z >>Chaty wuja Toma<<?”

Zbigniew Buczkowski, jak wszędzie. Film jednak bardziej potrzebuje twarzy pospolitych niż pięknych.

Snajper nosi karabin w pojemniku na trąbkę. Zbyt klasyczne. Tu wygląda na zgrywę.

Parkingowy Himilsbach o próbie przekupstwa: „- Dwadzieścia dolarów to jest dużo, ale to jest za mało, żebym ja stracił pracę. To jest taka różnica jak stąd do tego wyjścia”.

Dobrowolski do Himilsbacha: „- Przepraszam, jeżeli pan poczuł ode mnie alkohol”. Himilsbach: „- Nie ma za co”. Obaj alkoholicy.

Dobrowolski „- Nie umiem rozmawiać na stojąco”.

Marek Frąckowiak. W „Psach”: „- Ja chcę do biura! Ja chcę, kurwa, do biura…”

„- Stary Bajon to jest taki facet, który dałby ci nawet dolara. Jak by przy sobie nie miał akurat połówki”.

„- Ktoś dzisiaj zabił Arbogasta, prywatnego detektywa. – Nie znałem go. Ale jestem wstrząśnięty”.

Kłopoty to moja specjalność, Teatr Kobra, reż. Marek Piwowski 1977

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *