Klakson

W kampusie uniwersyteckim na poznańskim Morasku odbyło się szeroko reklamowane i głośno zapowiadane studenckie grillowanie. Dorota namawiała, żebyśmy pojechali, odmłodzili się. Pojechać nie miałem możliwości z racji arcynapiętych terminów, a i sztucznego odmładzania nie potrzebuję. W rezultacie – mogę jeszcze robić użytek z głowy (niewielki, bo niewielki), ale pewien grillujący student ze swej głowy użytku już nie zrobi, bo mu ją odciął przejeżdżający tramwaj. I tramwaje poznańskie z części swego taboru użytku też nie zrobią, bo zdewastowany do imentu. Znaczy – zgrillowany.

Pogoda ładniejsza, kierowcy jeżdżą szybciej i bardziej ryzykownie. Część, jak zwykle, dostaje regularnego zajoba. Moją uwagę zwrócił staruszek za kierownicą. Bardzo mu się spieszyło, a stał w korku. Ani w prawo, ani w lewo, ani w przód, ani  w tył.  W jakimś opętańczym szale naciskał klakson, wrzeszczał w tym swoim blaszanym pudełku i walił łbem w kierownicę. Wszystko psu na budę, bo nie mógł zrobić literalnie nic. Przypomniał mi się slogan Polsatu: „Włącz emocje!” Włączył.

W Polsat News o filmie „Powstanie Warszawskie” wygenerowanym ze starych kronik filmowych. Dwie kategorie powstańców nie chciały dać się filmować: łączniczki, bo nieuczesane i nieumalowane i ci powstańcy, którzy biegali nie z kamerą, lecz z karabinem. Fachowcy z ruchu warg odczytali, że do filmowców rzucali komendę: „Sp……j!”

W I Programie radia o Grace Kelly, bo film o niej się zbliża. Pani redaktor mówi, że jej kochanków mogłaby wyliczyć na jednym oddechu. Wchodzę jej w słowo: „- Na jednym to na pewno nie dałaby Pani rady…”
A poza tym w watykańskich biurkach spoczywają petycje, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Księżnej Monako. Ciekawe, na jakie cuda można tu liczyć?

Akurat wyjąłem to, bo mi do czegoś potrzebne. Rozdzialik książki, którą napisaliśmy z Dorotą przed laty. O pierwszej dekadzie polskiego kapitalizmu:
W sztok

Pijaństwo artystyczne
Spożywanie alkoholu wykształciło na przestrzeni lat 90. swoiste obrzędy. Do izby wytrzeźwień w Szczecinie można było trafić tylko wtedy, gdy miało się osobę wprowadzającą, najczęściej policjanta. Rekordzistką szczecińskiego przybytku była kobieta, która w latach 90. gościła tam 235 razy. Zielonej Górze pojawiło się jugosłowiańskie wino „Feliks”, czerwone jak krew i z portretem Feliksa Dzierżyńskiego na etykiecie. Obradował tu także Zjazd Zjednoczeniowy Kongresu Pijaństwa Artystycznego, którego naczelnymi hasłami były pluralizm i tumiwisizm. U pewnego biznesmena nieopodal Jasnej Góry policjanci naliczyli 126 butelek bimbru i przerwali destylację 120 litrów zacieru z lizaków. W Olsztynie patrol drogówki zatrzymał posła Stanisława K. Miał 2 promile oraz immunitet. Wobec tego odwieziono go do żony. W kampanii wyborczej poseł posługiwał się hasłem: „Tak dalej być nie musi”. Pewna pogrążona w żalu rodzina udała się wprost z uroczystości pogrzebowych na stypę do eleganckiej restauracji w Szczecinie. Zmęczoną płaczem i alkoholem familię odtransportowano nad ranem w komplecie do izby wytrzeźwień.

Wódka między szlabanami
Niekiedy spożywanie wódki przynosiło pijącym niespodzianki. Pijana dróżniczka na stacji Jedlice zatrzymała orszak ślubny między opuszczonymi szlabanami. Chciała złożyć życzenia. Tymczasem nadjechał pociąg i orszak umknął w popłochu. Aż do Zgierza dotarł podchmielony konwój żołnierzy, którzy mieli dostarczyć amunicję do swojej jednostki na ziemi lubuskiej. Na szczęście żandarmeria wojskowa zatrzymała ich w drodze do magazynu. W Końsku właściciel baru „Pod Czartem” wywiesił w oknie lokalu listę dłużników, którzy uporczywie pili na krechę. I natychmiast tego pożałował. W zadymionej mordowni, gdzie kłębił się tłum, zapanowały cisza i spokój. Z kolei wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Dębicy odwołano za pijaństwo. Nie pomogło wstawiennictwo kolegów, którzy jego stan tłumaczyli nadmiernym rozdyskutowaniem w stanie silnych emocji.

Odległość alkoholowa
W latach 90. wprowadzono przepis, że sprzedaż alkoholu powinna odbywać się minimum 100 m od kościoła, szkoły i zakładu pracy. W Suwałkach pewien właściciel baru miał z tego powodu niemałe trudności, bo jego lokal oddalony był o 96 m od posterunku policji.

Szkło alkoholowe
Alkohol wiązał się z licznymi rekordami. Po balu w szkole rolniczej w Dowspudzie znaleziono 200 butelek po wódce. Grono pedagogiczne broniło jednak młodzieży, przypominając, że uroczystość rozpoczęła msza święta. W Kielcach po zabawie sylwestrowej na rynku ekipa sprzątaczy odwiozła do Huty Szkła „Sława” kilka ton szkła. Znaleziono także trzy pary rajstop, kilka biustonoszy i majtek oraz kilkanaście par butów. Komisarz Urzędu Kontroli Skarbowej w Koninie nadzorował przewóz spirytusu z wiejskich gorzelni do zakładów „Polmosu”. Odlewał próbki do słoiczków i po pracy zabierał je do domu. Po kilku latach zgromadził 350 litrów czystego spirytusu. Zatrzymany wyznał, że zawsze chciał mieć miłą i przyjemną starość. Zawczasu robił zapasy, żeby się na emeryturze nie stresować. W Szczecinku odwołano tuż przed wyruszeniem w trasę do Słupska pociąg, w którym kierowniczka i jedna z konduktorek były w stanie upojenia alkoholowego.

Piknik na trawniku
Także rodzime obrzędy alkoholowe obfitowały w osobliwości. Kiedy w 1998 r. do Polski przyjechał australijski zespół AC/DC, jego wokalista oświadczył, że do występów u nas skusił go smak polskiej wódki. Z kolei w Poznaniu Chopin Trio, zespół muzyczny z poważnym dorobkiem, prowadził sklepik z piwem, by podreperować swoje finanse. „Gazeta Stołeczna” donosiła w 1991 r. z Mazowsza: „O tym, jak przemożny wpływ wywierana mieszkańców Józefowa zakład spirytusowy „Polmos”, można się przekonać choćby w dniach wypłaty. Ta mała, senna osada gminy Ożarów nagle się ożywia. Na ulicach pojawiają się rowerzyści jeżdżący slalomem, niektóre skwerki zamieniają się w miejsca hucznych pikników, ludzie śpiewają, kłócą się, często dochodzi do bójek. Następnego dnia w przydrożnych rowach i krzakach żony szukają swoich mężów, którzy odsypiają tam upojny dzień”.

Otrzeźwiony
Alkohol przysparzał pijącym niespodzianek. W łódzkim sądzie Jacek K. wystąpił o unieważnienie małżeństwa: „Ożeniłem się w jakimś amoku, byłem oszołomiony alkoholem, bogactwem. Dopiero po ślubie uświadomiłem sobie, że moja żona mogłaby być z powodzeniem moją matką.

Sojusz piwny
W kręgach politycznych powstała kwestia, z kim Polska Partia Przyjaciół Piwa wejdzie w sojusz. Tak komentował to Janusz Rewiński, poseł I kadencji: „Już nawet Partia Przyjaciół Whisky ogłosiła, że wchodzi z nami w koalicję, ale daliśmy zdecydowany odpór tym wszystkim naiwnym politykierom, którzy popierają wódkę”.

Pół litra polityki
Poseł Aleksander Małachowski jeździł nocą po Białymstoku radiowozem, aby zbliżyć się do realiów życia. Spotkał wielu młodych pijaków. „Zadziwiające, jak ci młodzi pijani ludzie łatwo przechodzą od pijaństwa do polityki” – podsumował.

Maszynista bez prądu
Maszynista międzynarodowego ekspresu Berlin-Warszawa-Moskwa spał kompletnie pijany, a pociąg pędził jak błyskawica. Aby zapobiec katastrofie, wyłączono zasilanie trakcji. Skład wypadł z szyn pół kilometra przed stacją w Terespolu, 10 osób odniosło obrażenia. Badanie krwi u maszynisty wykazało 2 promile alkoholu we krwi. Po obudzeniu przyznał, że pił w przeddzień jazdy, a podczas samej podróży po prostu… leczył kaca piwem.

Wiesław Kot, Dorota Górska: Jak budowaliśmy kapitalizm. Pierwsze dziesięciolecie. Poznań: Publicat, 2011

4 przemyślenia nt. „Klakson

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *