Kielce on my mind (2)

Bardzo trudno rozstać się – nawet we wspomnieniach – z Ziemią Kielecką. Więc jeszcze dwa słowa.
Oto przemiłe miasteczko Bodzentyn z doskonale zachowaną ruiną zamku. Ale miejscowi ruinę już widzieli. Teraz więc oddają się ulubionemu zajęciu: siedzą w oknach i przyglądają się przyjezdnym. Ten obyczaj tak dalece wszedł im w krew, że jeżeli sami w danej chwili nie mogą patrzeć z okna, wyszukują sobie zastępcę. W jednym z okien do tej roli został wynajęty nawet Jezus Frasobliwy:

Niedaleko rynku swój skromny, ale jakże użyteczny interes prowadzi specjalista od „usług pogrzebowych” – J. Kita. Wszystko fajnie, ale gdyby mu tak lekko podkręcić „piar”? Np. hasłem: „Wystarczy odwalić kitę, resztę załatwi Kita”:

Poza tym w Kielcach na honorowym miejscu pomnik dzika. Niby wiadomo: nazwa Kielce wzięła się ok. kielec, czyli od kłów dzika. Tylko czy ten dzik musi stać w miejscu, w którym – jak w każdym polskim mieście – powinien stać pomnik Jana Pawła, a co najmniej Kościuszki?

No i huśtawka duchowa. Dorotą wstrząsnął widok doczesnych szczątków księcia Jeremiego Wiśniowieckiego (ten z Trylogii), eksponowanych na Świętym Krzyżu:

Do tego stopnia, że przed furtą klasztorną na Świętej Katarzynie rozważała porzucenie wszelkich światowych uciech i oddanie się pokucie i umartwieniom:

Kielce mają jednak to do siebie, że łagodzą wszelkie skrajności. I po pewnym czasie oboje znaleźliśmy w Kielcach swoje ulubione miejsca. Najpierw Dorota:

A potem ja:

Poza tym – życie biegnie itd. Siedzę przy kawie na kieleckim deptaku (ul. Sienkiewicza). Przy sąsiednim stoliku nastolatki plotkują o swoich chłopakach. W pewnym momencie jedna z nich mówi do koleżanki podniesionym głosem: „- Pamiętaj! To jest facet! On cię zawsze wykorzysta!”.
Na Fronda.pl rekordowe zainteresowanie komentatorów budzi temat: „Czy katoliczka może karmić piersią podczas Mszy?”
Z kolei w tygodniku „Niedziela” – zmiany, zmiany, zmiany. Odsunięto od kierowania pismem ks. infułata Skubisia (kiedyś proponowałem jednostkę nudy: „jeden skubiś”), a na jego miejsce weszła pewna pani, która zapowiedziała „nowe otwarcie”. Czytam – i rzeczywiście. W eksponowanym miejscu witryny biegnie złota myśl tygodnia: „Żeby uwieżyć, trzeba chcieć. Biskup Tadeusz Pikus”. Na razie mamy więc „nowe otwarcie” w ortografii, ale przecież od czegoś trzeba zacząć…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *