Kiedy mnie już porzucisz…

 

Kawałek bezinteresowny. Jakoś nieskończenie smutny. Gdzieś tak koło roku 1985 wypożyczyłem sobie płytę (oczywiście winyl) i słuchałem cierpliwie, aż pojawi się ten utwór. A potem, kiedy mi się coś udawało, np. wygłosiłem referat dobrze przyjęty, odwijałem sobie w głowie taśmę. I wtedy mi smutno grało: “If You Live Me Now…” Chicago.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *