Janusz Rudnicki „Życiorysta dwa”

Janusz Rudnicki „Życiorysta dwa”:

Sprawozdania z lektur i z życia. Żeby opuścić to, co nudne, zostawić resztę. Duża przyjemność.
Cytaty:

Hrabal
Pierwszy idol to brat ojczyma, stryjek Pepin. Tak, ta, to ta maszynka do gadania z filmu „Postrzyżyny”. Mówił bezustannie, jeśli nie miał do kogo, sam sobie coś opowiadał. Przychodzili do nich sąsiedzi i prosili ojczyma: panie Hrabal, pożyczy nam pan pana Josefa na sobotę, na niedzielę albo tylko na wieczór! Ten pomyleniec z samorodnym talentem narracyjnym stanie się dla niego prawdziwym ojcem.
I powie, że literatura dla niego to przede wszystkim kapitalna zabawa. Ten czeski, zdrowy i trzeźwy stosunek do prozy poleciłbym naszym polskim wyznawcom misyjnego etosu pisarza, który to pisarz jak koń jakiś ciągnąć powinien za sobą furę pełną głębokich i ważkich treści.
„Pociągi pod specjalnym nadzorem”. Film tak popularny, że kiedy odtwórca roli zawiadowcy emigruje w 1968 do Stanów i pracuje tam w myjni samochodowej, kobiety przyjeżdżają specjalnie do niego z pieczątkami, żeby przystawił im je na tyłkach.
W „Diamentowym oczku” podróżni opowiadają sobie historie, ktoś zaczyna i nie może skończyć, bo musi wysiadać, jest na peronie, słuchająca prosi przez okno, żeby koniecznie dokończył, kończy, biegnąc za pociągiem.
„Ten świat jest piękny do obłędu. Nie żeby taki był, ale ja go takim widzę”.
Próba samobójcza, chce wyskoczyć przez okno, jedną nogą jest już po drugiej stronie, zahacza butem o „Sklepy cynamonowe”, wywraca się, wstaje, patrzy przez okno, widzi ludzi idących po zakupy, idących z psami, idących na spacer, wracających z pracy, boi się, że spadnie na kogoś z nich, nie skacze.

Miłosz
I lubił ślinić palec, przewracając kolejną stronę, przy nagrywaniu tekstu do radia o tożsamości poślinił go dwadzieścia dziewięć razy. Który nie znosił honorowych obowiązków, procedur, rautów, bo słuch tępy, a kochał wódkę, wódeczkę, i żeby zawsze była zmrożona.

Annemarie Schwarzenbach
Jej „Podróże przez Azję i Europę” czytam bez wypieków na twarzy, w dużej części coś jak wzorcowe wypracowanie najzdolniejszej uczennicy w klasie po wycieczce szkolnej. Doliny się rozciągają, drogi biegną, przesmyki prowadzą, góry roztaczają, morze lśni i tak dalej.

Korczak
Po powrocie każe zamurować drzwi Domu Sierot, żeby się odciąć od Niemców. Ma manię prześladowczą, boi się w dzień, a w nocy wpada w niebezpieczną brawurę, chodzi po Warszawie, a kiedy widzi patrole, udaje pijanego, śpiewając jakieś piosenki. Błaga Wydział Opieki i Zdrowia, aby dostarczył im żywą krowę, żeby dzieci mogły pić mleko. Jak tę krowę dostarczyć? Przez przejście piwniczne.
Korczak był na granicy obłędu. Ratował go pamiętnik i chyba jednak alkohol. Pod łóżkiem w pokoju miał butelkę. Pięć kieliszków spirytusu i tyle samo gorącej wody dawało mu natchnienie. I jeszcze taki zapis: „A propos wódki – ostatnia półlitrówka ze starego przydziału; miałem jej nie otwierać – na czarną godzinę zapas. Ale diabeł nie śpi…”.

Hitler
W akcie zemsty podpalił ulubiony ul swojego ojca. Manto za to dostał okrutne, a kiedy interweniowała matka, dostało się i jej. Ojciec, Alois, codziennie bił go pejczem ze skóry hipopotama. Nic to nie dało. Nie dały też nic stosy przeczytanych przez niego książek i ich rzekomo zbawienny wpływ; Hitler, który już w roku 1934 napisał o sobie: „Życie swe uważam za najznakomitszą powieść w dziejach świata”, pochłaniał całe tomy i pamięć miał fotograficzną.

Hans Frank
Ubrany nienagannie, jak każdy z ławy oskarżonych. Amerykanie, wiedząc, że proces śledzić będzie cały świat, uszyli im uniformy z czarnej gabardyny i dbali o każdy szczegół, nawet o guziki przy mankietach. Co noc ubrania starannie im prasowano.

Tomasz Mann
Był definicją egoisty, nie liczył się z nikim i nie liczył się dla niego nikt, ja ujmę to tak, dwie tylko osoby były dla niego ważne, on sam, a druga to jego odbicie w lustrze. Ach, ta potęga miłości własnej, najbardziej luksusowej ze wszystkich, obchodzi się bez partnera i jest zawsze odwzajemniona.
Prawie sześćdziesiąt lat po wydaniu „Śmierci w Wenecji”, a piętnaście lat po jego śmierci, w 1970 roku, koproducenci „Śmierci w Wenecji” chcieli jeszcze, aby Visconti zamienił Tadzia na dziewczynę.
Notuje, że do śniadania wypił półtorej filiżanki kawy, uwaga, nie jedną lub dwie, półtorej! A w innym dniu: „herbata, dwa jajka, jedno z nich bez białka. Jedno, bo drugie z białkiem”. Zjeść coś, wstać, udać się do gabinetu i zapisać, co się zjadło, skrupulatnie i szczegółowo, jak do protokołu.
Sam nie przeżył prawie nic, a opisał prawie wszystko.
No i rozczarowała wszystkie walczące o równouprawnienie kobiety, przerwała studia, stała się żoną i matką dzieci Manna, i to w zasadzie koniec jej życiorysu. No może jeszcze to, że krewka starucha z niej była.. jeśli zdarzyło jej się czekać w kolejce dłużej, pchała się do przodu, krzycząc: „ja jestem pani Tomasz Mann!”. Miała prawo jazdy, ale prowadziła tak, że była postrachem wszystkich pieszych i kierowców. Kiedy jej je w końcu odebrano, zdana była na taksówki, spieszyła się zawsze, więc kiedy taksówkarz zatrzymywał się na czerwonym świetle, tłukła go laską.
Dzieciństwo w dom państwa Mann, biedny Golo [syn] wspomina, „jak dobrze pamiętam sceny przy stole, jego wybuchy złości, brutalność”. I poza tym cisza jak w szpitalu podczas operacji. Rano cisza, bo pisze, w południe cisza, bo pisze, po południu cisza, bo czyta, a potem śpi, wieczorem cisza, bo znowu nad czymś pracuje. Burza w domu z piorunami, jeśli zdarzyło się, że ktoś mu jednak przeszkodził. Do jego pokoju wchodzić można było tylko wtedy, kiedy zezwolił, czytał im wtedy fragmenty z książek, ale zdarzało się to raz na ruski rok. Przy stole też przeważnie cisza, tylko szczęk sztućców o talerze (też mamy swojego Manna u nas, wystarczy przeczytać wywiad z córką Herlinga-Grudzińskiego).

Zofia Stryjeńska
Dźwiękowy leitmotiv jej dzieciństwa i wczesnej młodości to dzwonek nad drzwiami. Dzyń, dzyń, wchodzi hrabina kleptomanka i lokaj, ona kradnie, co chce, i wychodzi, on zostaje i płaci za nią. Dzyń, dzyń, wchodzi Jacek Malczewski, zanotuje w pamiętniku, „pan o czarnych jak otchłanie oczach, jarzących się pod obraną z sierści kopułą czaszki”.
Ponownie zachodzi w ciążę, ucieka od niego, ukrywa się, nie chce, żeby widział ją, jak grubieje i robi się brzydka. Rodzi bliźniaki, jej komentarz jest przedni, widok „dwóch miniaturowych dżentelmenów o poważnych minach, obrośniętych czarnymi bakami, dawał mi długo złudzenie, że zalała, pałę i widzę podwójnie”.

Maria Skłodowska-Curie
Nazywali mnie „cyniczną lubieżnicą”, a Paula „chopinem tej Polki”. Podłe, w podmiejskim żargonie na żigolaka mówi się „chopin”. Powiedziałam guwernantce, żeby wymknęła się z domu i sprowadziła pomoc. Otoczyli dom, potłukli okna kamieniami. Schowałam się na pierwszym piętrze, paru wdarło się do środka, na parter, zniszczyli meble. Przetrzymam to, wytrzymam.
Jestem w alpejskim sanatorium. Mam anemię połączoną z białaczką. Przez całe życie byłam aktywna, teraz jestem… no tak, radioaktywna, żart smutny, ale prawdziwy.

Marek Hłasko: „Wilk”
A Rysiu dostaje lanie od matki, kiedy nie udaje mu się znaleźć i przyprowadzić do domu pijanego ojca, a od ojca dostaje lanie, kiedy mu się go znaleźć udaje, czyli manto prawie codziennie.

***
Halo? Tu Polska, słychać mnie? Czy wy przestaniecie w końcu gębę sobie mną wycierać? Czy wy mnie na chwilę chociaż ni emożecie4 zostawić w świętym spokoju? Odbija mi się już wami, wymiotować mi się od was chce. Dlaczego ja, Polska, mam takiego pecha, że akurat we mnie mieszkać muszą Polacy? Co wy beze mnie zrobicie, jak się tak wkurwię, że was opuszczę?”.
Chłopcy nie mogą wyglądać jak Harry Potter i latać, kurwa, na miotle. Wyglądać mają jak „Jaś nie doczekał” i jeździć na starej szkapie. A dziewczynki mają wyglądać jak streszczenie sierotki Marysi z wiankiem na głowie ulepionym z siedmiu krasnoludków. I w ogóle cała Polska ma wyglądać tak, jakby ona sama jedna czwórkami do nieba szła. I po drodze ma ta Polska Polskę Polską poganiać. Tak jak Chrystus poganiać ma Chrystusa Bogiem na lekcjach religii oraz przerwach, bo po co one.
Jeśli obecna dzietność utrzyma się na poziomie około 1,3 na jedną Polkę w wieku rozrodczym, to w ciągu trzydziestu lat będzie nas sześć milionów. Cholera wie, czy to dobrze, czy źle. W roku 2004 właśnie sześć milionów Polaków znalazło się poza kulturą pisma, to jest, ani jedna książka, ani jeden artykuł w prasie…
Życie na starość to sześćdziesiąt sekund samotności na minutę.
Hitler był przygłupem w dziedzinie rozwoju medycyny. Na walkę z kiłą miał receptę prostą: wczesne małżeństwo, prewencja i uświadamianie. A tymczasem w aptekach dostępny był już salwarsan, i to od roku 1910. Kamień milowy w farmakologii, lek wynaleziony przez lekarza i serologa Paula Ehrlicha, laureata Nagrody Nobla, no i Żyda. Niemców mogło być więcej, gdyby nie ich przywódca. Dla którego Ehrlich był podejrzanym szarlatanem, a jego lek odrażającym żydowskim groszoróbstwem. Salwarsan jakoś się w końcu przebił i tak to Żydzi uratowali wielu Niemcom życie, po czym dotknął ich los, który sami sobie zgotowali.
Trzeba tu wiedzieć, że przez całe stulecia to właśnie epidemie, z chorobami wenerycznymi na czele, spowodowały więcej ofiar śmiertelnych wśród żołnierzy niż pola bitew. Nie chce mi się czołgać przez chaszcze liczb, ale coś mi się wydaje, że jeśliby polskie prostytutki zarażone kiłą lub syfilisem uchylały się przymusowemu leczeniu i jako takie, z taką właśnie bronią biologiczną w pochwie, spółkowały z Niemcami, więcej byłoby z tej Armii Kurew pożytku niż z działalności Armii Krajowej, a już na pewno z powstania warszawskiego.
Nasza krew, nasza wojna. I nasz burmistrz. Na przykład taki jeden w Bieńkowicach, w Krakowskiem, ten to w niedzielę ogolone kobiety do kościoła prowadził, żeby cała wspólnota polska mogła je zobaczyć, hańba! I raz jedna z ogolonych przedarła się na ambonę i powiedziała, a ja bym chętnie z naszymi się kochała, ale z kim, tutaj na wsi co jeden Polak, to większy matoł.
Trzy miliony Polaków coś tam z niemieckością mających wspólnego i nic z niemieckością niemających wspólnego zwróciło się do władz niemieckich o zarejestrowanie na folksliście. Trzy, kurwa, miliony. Więcej Polaków chciało się zniemczyć niż walczyło z Niemcami.
Sklepowa jest w stanie, który zaobserwować można raczej w organizmach prostych, wśród much przykładowo, w stanie anabiozy jest, to jest ma krańcowe obniżenie aktywności wskutek zbyt wysokiej temperatury. Bliski jestem popełnienia samobójstwa rozszerzonego.
Dlaczego akurat ród Piastów jest tak durny, że konsekwentnie od wieków myli stopy z nogami? Ta kobieta, pytając syna, czy wymył nogi, miała na myśli stopy, bo przecież ile razy dziennie można szorować się po kolanach i udach? No dobrze, trudno mówić nagle „wymyj stopy”, będzie trochę za anatomicznie, ale na miłość boską, te nieszczęsne nogi darować sobie powinien przynajmniej Kościół! Chrystus nie nogi mył Apostołom, stopy mył, nie widać na rycinach? Magdalena też mu nóg nie myła, sto-py, stopy mu myła, halo? Gdyby myła mu nogi, grzesznicą podwójną stałaby się, nogi nie kończą się na kolanach. Więc głoszenie, że „znakiem największej pokory i czci jest całowanie nóg w liturgii Wielkiego Czwartku”, to niezamierzony komizm, a ten akurat nie na miejscu jest akurat przy kimś, kto…
Który krzycząc hasło „Polska do Europy!”, kiedy mnie zobaczył, zmienił na: a my dokąd?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.