Janusz Rudnicki „Życiorysta 3”

Janusz Rudnicki „Życiorysta 3”:

Rudnicki czyta po autorach i wyławia, co najważniejsze. My czytamy po Rudnickim. Sama przyjemność.
Cytaty:
Piłsudski

I na koniec perła w koronie: „Ta kobieta była żywym dowodem na to, iż termin Matka Polka, tak znienawidzony przez współczesne polskie feministki, nie był jedynie pustym frazesem”. Ja pierdolę, to jakby spod ręki premier Szydło.
Chciałam, żeby to zesłanie trwało zawsze, każdy robił, co chciał, przeważnie nikt nic nie robił, była biblioteka, gazety, a wieczorami biesiady, to były wczasy na koszt państwa, nie wierzcie w mit polskich zesłańców na Syberii, jeszcze dorabiać mogliśmy, Ziuk był korepetytorem dzieci zesłańców, nauczył się stawiać pasjanse i pić herbatę, tylko to umiał zrobić sam, nic więcej, ani posprzątać, ani poprać, rozpuściła go ta jego matka, jakby jedynakiem był.
Urodziłam się w Suwałkach, w których nie było nic prócz Suwałk.
To jego zacofanie w technice, nie znosił telefonu, sam nie umiał się z nikim połączyć, nie znosił gramofonu, radia, nie umiał go regulować, a kiedy chciał je wyłączyć, zniecierpliwiony wyjmował wtyczkę z kontaktu. Zresztą słuchał tylko hejnału mariackiego i prognozy pogody, muzyka klasyczna, literatura, nic z tego. W sztuce filmowej też był zacofany, nie chodził do kina, uważał, że to rozrywka dla dzieci, filmy oglądał dopiero wtedy, kiedy pojawiły się przenośne projektory i mógł zapraszać gości do Belwederu na regularne seanse. Filmy… Ani dramatów, ani komedii, nic do niego nie docierało poza… filmami animowanymi, był fanem kreskówek Disneya. Nie chcę być złośliwa, ale to, że kazał po śmierci swój mózg przekazać do badań naukowych, to chyba jednak przesada.

Rasputin
W muzeum erotyki w Petersburgu w słoiku, czy może raczej w słoju, spoczywa sobie preparat jego członka. Ranga sacrum, 28,5 cm. Przy czym chuj jeden wie, czy to jego penis. Coś tam musiało być na rzeczy, skoro wśród oficerów rosyjskich, ku ich uciesze, krążył rysunek z penisem podpisany „Ster Rosji”.

Makuszyński
Mieszkają w Warszawie, ale coraz częściej drugą nogą w Zakopanem. Miejscowym się wprzódy naraża, pisze, że rycerz Giewont, zanim zasnął na dobre, załatwił ludzką potrzebę i tak powstało Zakopane. Potem mu wybaczają, staje się piewcą miasta, robi tatrom PR. Zostaje panem Krupówek, splendor, ukłony z prawa i lewa, kiedy nimi przechodzi. Plan dnia prosty: rano pisanie, po obiedzie do Morskiego Oka na kawę, potem brydż w Harendzie.

Wanda Rutkiewicz
Dobra, już mniej więcej wiem, teraz do fryzjera i tekst gotowy. Fryzjer stąd, że tekst w wersji roboczej to łeb w kołtunach. Tak go przyciąć trzeba, żeby na podłogę wyrazy spadły, a na głowie jak najwięcej słów zostało. I maszynką po karku, jeśli za dużo przecinków. Potem żel i ostateczny kształt, i fartuch z szyi, i gotowe, tekst może iść na miasto.
Stawiam na szali swój autorytet. I swój wiek, w którym jeśli ma się laskę, to białą.
Piastowski księżyc nad wrocławskim rynkiem. Na jednym z murów niezły mem, pod „Wrocław twoje miasto. Odra twoja rzeka” dopisane: „Kurwa twoja mać”.
Dom? To miejsce, z którego się wychodzi, a nie wchodzi.

Paderewski
Zwierzaczek był narkomanem, uzależnionym od sławy i pieniędzy. Dla nich potrafi ćwiczyć co najmniej dziewięć godzin dziennie, a przed tournée szesnaście! Palce nie wytrzymują, jeden krwawi, więc na koncertach gra w bandażu, pod koniec występu klawisze stają się biało-czerwone. Opłaca się, w Carnegie Hall bije rekord wysokości honorarium, stany ogarnia „Paddymania”. Do kasy po bilety tłumy ustawiają się od wczesnego rana, przeważnie kobiety, które na jego widok wpadają w ekstazę. Na pończochach wyszywają sobie nuty jego „Menueta”, wdzierają się do zajmowanego przez niego pokoju w hotelu, na ulicy obcinają mu nożyczkami pukle włosów. Na rynku można kupić lizaki w kształcie jego postaci i specyfik do mycia włosów, ponoć według jego przepisu, wszystko znika natychmiast z półek.
Szybko się postarzeje, zamknie się w sobie i nie będzie rozumiał nowych na świecie trendów, jazzmanów na przykład nazwie „bolszewikami muzyki”.

Dąbrowska
Żadna tam piękność, przeciętna, z silnym zezem lewego oka. Miłosz nazywa ją „zezowatym karzełkiem”. Słonimski dobitniej, „skrzyżowanie jamnika z Piastem Kołodziejem” (ona go z kolei „szmatą udającą literata”). Dodam Nałkowską z dzienników: „brzydka, o zacnej rzetelności”, lub: „mała, nieładna i mądra Dąbrowska, z bielmem na oku”, o jej fryzurze: „piorun z fryzurą pod garnuszek, na polkę”.
Następny kwiat w wazonie jej miłości to Anka Kowalska. Nieszczęśliwa w swoim małżeństwie, zakochuje się w niej od razu i bez pamięci. Nie może żyć bez jej oddechu w nocy, Maria z kolei nie wie na początku, co z tą gorącą miłością robić, tym bardziej że uroda Anki polegała na jej braku. Gładko uczesana, bez makijażu, niezgrabna. Ubrana w workowate suknie, wyglądała jak prototyp dziarskiej i krzepkiej pracownicy PGR-u. Razem z Marią wyglądać muszą jak ilustracja do przysłowia „nieszczęścia chodzą parami”.
Oficjalnie podkreśla, że brzydzi się antysemityzmem, ale w dziennikach i listach pełno u niej „brudnych Żydków”. To jeszcze nic, Kienzler cytuje jej wpis: Jezus Maria. Jak ja drżę – że zwycięstwo bolszewicko-angielskie mogłoby oddać znowu Polskę w ręce Żydów? Na myśl, że nasze miasteczka mogłyby znowu zamrowić się tym posępnym czarnym tłumem – wszystko nam z rak wydzierającym – zimny dreszcz mnie przechodzi i żyć się nie chce”. Pisze to w maju 1944. Z wiedzą o getcie i Oświęcimiu.

***
I kiedy jedna z opiekunek mówi do jednej z pensjonariuszek” „jeśli chociaż trochę nie ograniczy pani spożycia cukru, nigdy nie dożyje pani tylu lat, ile pani ma”. I kiedy jedna z pań przyznaje, że śpi z portmonetką między nogami, Henrik komentuje, że to zdecydowanie bezpieczne miejsce, a jeśli odważy się już ktoś tam sięgnąć, to należy mu się nagroda. Evert, chory na raka przyjaciel Hendrika, dodaje, że portmonetka jest chyba otwarta, żeby zachęcić potencjalnego złodzieja.
Z pogrzebem jak z autobusem, im dłużej się czeka, tym większa szansa, że zaraz będzie.
Widziałem gdzieś na ulicy wielki plakat „Stare jest piękne”, ale to chyba była reklama sera.

***
Zdanie Antoniego Sygietyńskiego: „Każdy, kto zabiera się do pisania, powinien zapamiętać sobie, że jeżeli chce wyrazić dobrze, iż deszcz pada, najlepiej zrobi to, pisząc <<deszcz pada>>”.
I dokłada nam jeszcze do pieca” „i który to ich wieszcz wmówił im, że Polska Chrystusem narodów jest, w czym bardzo jej do twarzy jest, i tak już kompletnie oszołomieni żyją, siedząc na dupie lub bujając w obłokach, a nie chodzą, bo chodząc, Polskę świętą depczą”.
Ginczanka
W Warszawie, która jest największym skupiskiem ludności żydowskiej w Europie i w której jedna trzecia mieszkańców to Żydzi, wychodzi sto dwadzieścia dziewięć pism, czterdzieści osiem tygodników i dwadzieścia sześć dzienników w języku żydowskim. Nie ma o nich pojęcia. Jej codzienną lekturą jest „Skamander”, „Wiadomości Literackie” i „Sygnały”, a Talmudem wiersze, na przykład Słowackiego, potem Leśmiana, Tuwima… No właśnie, oto paradoks polskich Żydów, kompletnie zasymilowana inteligentka polska stała się nią ze względu na miłość do polskiej poezji, tworzonej przez polskich zasymilowanych Żydów.

***
Lud rosyjski, lud polski, z każdym podobnie. Jeśli naszego nie stać na to, aby jechać daleko, to złazi się w jakimś tam Władysławowie i wtedy plażą zamienia się w chlew z zagrodami.

***
Amerykanie swoje nazwisko wypowiadają wyraźnie, głośno i dobitnie, łatwiej zapamiętać, w Europie niewyraźnie, cicho i mamrocząco, jakby ono nic nie znaczyło.
Koło i demokracja. Nic lepszego do nich wymyślić nie można, można jedynie doskonalić.

***
Coś w sobie ma, kulki waginalne mianowicie.
Powtórzę za Hanuszkiewiczem: życie jest jak transwestyta, wszystko pięknie i pięknie i nagle chuj.

***
Co się będzie patrzeć całymi dniami na ścianę, szkoda ściany.

***
To nieprawda, że historia się powtarza, powtórzę się, ona się jąka.

***
W kinie najczęściej jest tak, że na początku jest fajnie, bo reklamy, a potem zaczyna się film i czar pryska.

***
Warszawa. Grudzień, w tramwaju, wcześnie rano na dworzec. Koła po szynach, a moje oczy po ludziach się toczą. Tępa młodzież obok tępych starców, tępe matki, tępi ojcowie, tępe dzieci. tępe ich spojrzenia mijają się w locie w tępo zwolnionym tempie. Wszystko, kurwa, tępe, tępy tramwaj wlecze się przez tępe miasto tego tępego kraju. I nawet ja, rtęć w termometrze inteligencji polskiej, też czegoś tępy. Takie wrażenie, taka wizja, takie widzenie na Zatoką Wiślaną.

***
Kiedyś dwie kobiety z roszczeniami do młodości siadają i zamawiają, jedna z nich mówi: dwie pięćdziesiątki, a Karolina: to widzę, ale co podać? Karolina…

***
Nachlany wchodzi do morza, jesteśmy przecież mistrzami Europy w pływaniu w stylu śmiercionośnym, gdzie indziej tylu się nie topi, ci inni jakoś tego po prostu nie lubią. Załóżmy, że tym razem jakoś go ratują, obrażony na wodę, idzie do lasu, w nim grzyby pozbiera, do domu zataszczy, nażre się ich i zatruje nimi, nie ma w Europie tylu zatruć ile u nas, bo Polak wie swoje, na jego polskie oko to ten grzyb dobry był. Gdzie indziej nie lubią grzybów trujących, bo one trują. Jakoś go ratują, wychodzi ze szpitala i obrażony na wodę i las wsiada w auto i powoduje wypadek, jesteśmy przecież mistrzami Europy w jeździe wypadkowej na czas. Jakoś go ratują, wychodzi ze szpitala i obrażony na wodę, las i na przemysł motoryzacyjny wsiada na rower i na przejściu kolejowym potrąca go pociąg. Nigdzie indziej nie ma tylu wypadków na przejściach kolejowych, inni tego po prostu nie lubią. I jeśli nawet z tego jakimś cudem wyjdzie, bo pociąg tylko o koło zahaczył, to wyjdzie ze szpitala i obrażony na wodę, las, przemysł motoryzacyjny i kolejowy, piechotą będzie sobie po mieście chodził. Niedługo, zaraz będzie miał przejechane, na przejściu dla pieszych zginie jako pieszy. Na miejscu zginie, może i lepiej tak, zginąłby na następnych i tak, co się będzie po mieście pałętał. Nigdzie indziej nie ma tylu wypadków na przejściach dla pieszych, ponieważ one przeznaczone są dla pieszych. Jeśli Polak chce popełnić samobójstwo, to udaje się w miejsce, które pomalowane jest w pasy, wcześniej czy później się uda. I teraz, kiedy go przekroją, kiedy zrobią mu sekcję jego zwłok, okaże się, że w środku ma same leki, najczęściej przeciwbólowe. Nikt na świecie nie połyka ich tyle, co Polacy. Bo Polaka boli wszystko, on sam go boli, inni go bolą i świat go boli.
I jak zwykle idę środkiem chodnika i zbieram zdania z prawej i lewej. Jeden mężczyzna deklaruje kobiecie, że „kocha i ceni kobiety, bo jego babcia była kobietą, i matką, i jego żona jest kobietą”. Jedna kobieta mówi do drugiej, urodziła się wtedy, kiedy „depilacja nieznanym wynalazkiem była”. Dziewczyna do chłopca, no nie odchodź, bo jak „zgrzewka rozjebana zostanę sama”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.