Jak zabiłem Muchę…

Czytam, że aktorka Anna Mucha odchodzi czy też jest wyrzucana z jakiegoś serialu. Mocno współczuję . Zwłaszcza, że wobec tej aktorki jestem mocno nie w porządku. Bo było tak: jest lato zeszłego roku, ale dzień deszczowy. Ja na zwyczajowym spacerze po lasach. Ale jakoś mi to nie idzie. Gałęzie chlastają po oczach, komary tną, buty grzęzną w błocku. A tu jeszcze deszczyk siąpi. W gardle zaschło, piwa bym się zimnego napił, ale nie mogę, bo do domu wracam samochodem. Wszystko to razem powoduje, że ogólnie jestem niepomiernie wkurzony. I wtedy odzywa się telefon. Pani dziennikarka z pisma kobiecego, co o nim nie wiedziałem, że istnieje, pyta mnie, czy Anna Mucha jest wybitną aktorką. Normalnie, to bym odpowiedział grzecznie, że może raczej nie bardzo. Ale tu sytuacja jest inna. Komary tną, gałęzie po oczach, buty w błocie, w gardle sucho, piwa znikąd. Co powoduje maksymalny wkurw. I ja się drę do słuchawki: „- Jaka tam z niej aktorka!!!  Może zagrać panienkę numer trzy w drugim rzędzie, w scenie zbiorowej.” I podobne obelgi, bo komary tną, piwa ani widu. Pani redaktor podziękowała, podkręciła to jeszcze i wrzuciła na łamy. Na to z kolei rzuciły się „Pudelki” i Karolina Korwin-Piotrowska w telewizji. Że z Muchy żadna aktorka – i bach: moje zdjęcie – tak bowiem twierdzi krytyk Wiesław Kot. Jak się o tym dowiedziałem, to miałem najczystszy zamiar schować się ze wstydu pod podłogę. Bo komu ja teraz wytłumaczę, że Mucha jest aktorką, jaką jest, ale nie zasługuje na takie traktowanie. Jak to moje.  Ale te cholerne komary, błoto i ani śladu piwa…

Czytam: „Poseł John Godson uznał, że używanie nazwy „afrykański pomór świń” jest dyskryminacją Afryki. Sejm przyjął te słowa ze śmiechem.” Dziś jesteśmy na ten temat przeczuleni. I jak by jakiś nowy Tuwim napisał „Murzynka Bambo”, to media by go zliczowały w minutę.
Ale też te wystąpienia sejmowe. Marszałek sejmu z ramienia PSL, Józef Zych, występował z mównicy sejmowej setki razy. Nikt z jego koronkowych wywodów nie zapamiętał jednego zdania. Po czym marszałek Zych wygłosił przez nieuwagę zdanie, które od razu zapamiętały miliony. Wszedł bowiem na mównicę i podniosłym tonem – jak to on – wygłosił frazę: „- Nie po raz pierwszy staje mi…” Tu rozległy się brawa na granicy owacji i okrzyki: „- Wiwat! Gratulacje!”

Redaktor Andrzej Niczyperowicz w swoim kąciku satyrycznym w „Głosie Wielkopolskim”:
„Czechu z Golaja pyta: – Czym się różnią stringi od ruskiego generała?
Czechu, to proste: – Stringi mniej piją. „

Z frontu gender. Kwestia paląca. Jeden z prawicowych mózgowców omawiając powstanie warszawskie raportuje: „Uczestniczki zaprzeczają, by seks był istotnym problemem w ogniu walki.” Cóż, było już nieco na ten temat. W „Kanale” Wajdy Emil Karewicz przed bitwą idzie do łóżka z łączniczką. A kiedy później, w kanale, wyjawia jej, że jest żonaty i dzieciaty, ta popełnia samobójstwo. A znowuż w tym samym filmie Tadeusz Janczar jest wleczony po kanałach przez śmiertelnie zakochaną w nim „Stokrotkę”. Która, tak przy okazji, pozostaje zwykłym kurwiszonem. A jeśli mowa o seksie… Pomieszkałem sobie przez rok, dwa w kamienicy na Ochocie przy niedługiej uliczce Glogera. Przypadkiem przeczytałem, że właśnie tam w  czasach powstania kobiety schwytane przez Ukraińców były chwytane, gwałcone, potem zabijane i palone na stosie, który urządzono w bramie kamienicy, przez którą przechodziłem dzień w dzień. Więc, jak chodzi o ten seks…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *