Jacek Wołowski „Kariera porucznika Chudego”

Jacek Wołowski „Kariera porucznika Chudego”:

Gazetowiec. Z opisu wydawcy: „Jacek Wołowski (1905-1978), a właściwie Stanisław Sachnowski, był przede wszystkim dziennikarzem i reportażystą. Pisał także powieści kryminalne. Miłośnicy gatunku na pewno znają takie tytuły, jak: „Walter nr 45771”, „Kryptonim proszek do prania”, „Porwano dziecko” czy „Oset pleni się w mroku”.
Tym razem w Serii z Warszawą prezentujemy dwie minipowieści Jacka Wołowskiego, które nie miały dotąd książkowej edycji. „Kariera porucznika Chudego” niewątpliwie nawiązuje do „Oset pleni się w mroku” poprzez postać dzielnego stróża prawa. Bandyci próbują zabić porucznika, będącego głównym świadkiem w zbliżającym się procesie. Czy ten zamiar się powiedzie? Czytelnika czekają niesamowite zwroty akcji, ze strzelaniną na pokładzie samolotu włącznie. Chudy musi rozpracować bandę handlarzy narkotyków”.
Cytaty:

— I to się nazywa robota milicyjna ― woła zrywając się od stolika. ― Gonić, strzelać, aresztować ― to potraficie. Gdy jednak chodzi o dowody ― to cała robota staje. Prokurator musi was pouczać, jak milicjant powinien pracować. Wstyd. Hańba. Muszę się za was rumienić. Pułkownik istotnie nie tylko się rumieni, ale jest purpurowy, prawie fioletowy na twarzy.

Oto i dom. W wąskiej uliczce ludzie siedzą na przyzbach i gawędzą, dzieci uganiają się z krzykiem, w którymś z mieszkań gra nastawione na całą moc radio. Porucznik lubi to radio. Sam radia jeszcze nie ma. Gdy się ma dwoje dzieci a żona nie pracuje, trudno sobie na to pozwolić.

— A myślisz, że ludzie ciebie lubią ― kobieta podnosi głos. Posłuchaj co ludzie mówią za plecami o milicjantach. A taki magazynier. I szacunek ludzki i zarobek i mieszkanie… Kobieta zasłania sobie twarz rękami i zaczyna głośno płakać. — Ale milicja jest przecież potrzebna. Porucznik przypomina sobie wszystkie argumenty znane mu ze szkolenia ideologicznego i z przykrością stwierdza, że żaden nie nadaje się do użytku w dyskusji z rozżaloną kobietą.

W godzinę potem porucznik Chudy melduje się do majora Spokojnego. Major Spokojny, który właśnie ― co tu ukrywać ― pogrążony był w rozwiązywaniu krzyżówki, słysząc pukanie do drzwi ledwo zdążył schować do biurka numer tygodnika.

Potem poufałym torem radzi kobiecie, by poszła na Rynek Kleparski, gdzie stoi karawan i porozmawiała z kierowcą wozu. — To nie jest wliczone w rachunek ― mówi ― ale dobrze dać mu 100 złotych i poprosić by zajechał punktualnie. Kierowcy są bardzo drażliwi. Jeśli przed pogrzebem nic nie otrzyma, gotów się obrazić i spóźnić o godzinę albo dwie. Taki mechanik zawsze znajdzie wymówkę. A co to za kłopot, gdy żałobni goście czekają, niecierpliwią się, ksiądz nie może wyjść z nabożeństwem, zniecierpliwiony grabarz idzie na wódkę, a karawan po zwłoki wciąż nie przyjeżdża bo mu na przykład guma nawaliła albo coś w motorze się zepsuło.

… znalazłszy się na ulicy, biegnie do budki milicyjnej, mieszczącej się na Placu Konstytucji. Budka jest zamknięta, więc kominiarz naciska znajdujący się przy drzwiach guzik, na budce zaczynają błyskać czerwone neonowe sygnały. — Co tam obywatelu? ― milicjant który stał w bramie sąsiedniego domu, podchodzi i kładzie z tyłu rękę na ramieniu kominiarza. Ten wyjaśnia: Na dachu kamienicy, człowiek z karabinem. — Na której? ― Milicjant ma ochotę kazać kominiarzowi chuchnąć, ale sądzi, że i tak poczuje zapach alkoholu, gdy tamten będzie odpowiadał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *